Miesiąc: Październik 2009

Mój Kindelek

Zgodnie z obietnicą w piątek w południe u moich drzwi pojawił się kurier UPS z pokaźną brązową paczką. Oprócz znaku firmowego Amazon paczka była udekorowana taśmą samoprzylepną z napisem „CŁO”. W jej wnętrzu znajdowało się dużo powietrza z Kentucky i dwa niepozorne, kartonowe pudełka w nienaruszonym stanie:

KINDLE00

Większe z pudełek zawierało międzynarodową wersję czytnika książek elektronicznych Amazon Kindle 2:

KINDLE01

Wraz z czytnikiem otrzymałem kabel USB do połączenia z komputerem i ładowania akumulatora, miniaturowy zasilacz sieciowy w postaci wtyku w standardzie amerykańskim i skróconą instrukcję obsługi:

KINDLE02

Gdy z mojego Kindelka odkleiłem folię zabezpieczającą go przed uszkodzeniem, okazało się, że widniejący na ekranie przepis pierwszego uruchomienia nie został nadrukowany na folii, lecz naprawdę „trwa” na ekranie urządzenia. Elektroniczny papier nie potrzebuje zasilania do podtrzymywania swojego stanu, więc to, co wyświetlono w fabryce, pozostaje na ekranie do momentu włączenia czytnika przez nabywcę. W celu porównania wielkości Kindelka z innym gadżetami oraz czytelności ich ekranów, położyłem je obok siebie (od lewej Nokia E71, Amazon Kindle 2 i iPod Touch):

KINDLE03

Pierwszą czynnością, jaką należy wykonać jeszcze przed włączeniem czytnika, jest podłączenie go do źródła zasilania w celu naładowania akumulatora. Ponieważ nie miałem pod ręką amerykańsko-polskiego adaptera wtyków, postanowiłem wykorzystać do tego celu zasilacz USB firmy Apple służący do ładowania iPodów (TO BŁĄD – NIE RÓB TEGO):

KINDLE04

Po podłączeniu zasilania i przesunięciu włącznika Kindelek wyczyścił ekran i wczytał system operacyjny. Trwało to ponad minutę, ale podczas normalnej eksploatacji urządzenie startuje błyskawicznie, ponieważ jest tylko usypiane. Dioda świecąca i ikona na ekranie wskazywały, że proces ładowania akumulatora przebiega pomyślnie (ale powtarzam: użycie zasilacza USB firmy Apple TO BŁĄD – NIE RÓB TEGO):

KINDLE05

Pierwszą funkcją Kindelka, którą przetestowałem był wbudowany słownik angielski „The New Oxford American Dictionary, Second Edition”. Dostęp do poszczególnych haseł następuje poprzez tekstowe pole wyszukiwania i jest wystarczająco szybki. Mechanizm indeksowania książek elektronicznych sprawia, że przy pracy z każdym tekstem możliwy jest podgląd znaczenia poszczególnych słów (ale o tym później):

KINDLE06

Klawiatura czytnika składa się z małych „guzików”, nie ma więc mowy o komfortowym pisaniu, jednak nie jest gorzej niż w przypadku Nokii E71 czy iPoda Touch. Niestety zauważyłem, że mój Kindelek czasami nie zwracał uwagi na wciskane klawisze, trzeba je było długo przytrzymywać, a funkcja czytania tekstów się zacinała. Jak się później okazało te denerwujące objawy były tylko i wyłącznie wynikiem mojego błędu pierworodnego (pamiętaj: użycie zasilacza USB firmy Apple TO BŁĄD – NIE RÓB TEGO).

Tymczasem obok na swoją kolej czekało mniejsze opakowanie. Znajdowała się w nim elegancka, skórzana okładka na urządzenie wraz ze stosowną instrukcją obsługi.

KINDLE07

Wpinanie czytnika w grzbiet okładki jest łatwe i niezawodne. Wykorzystywane są dwa specjalne otwory w jego obudowie:

KINDLE08

Po zamknięciu całość prezentuje się doskonale i wygląda jak ekskluzywny kalendarz Prezesa, Premiera lub nawet Prezydenta:

KINDLE09

Mój Kindelek bez oporów połączył się za pomocą amazonowej szepto-sieci (whispernetu) z moim kontem w księgarni i odebrał przeznaczony dla mnie list powitalny:

KINDLE10

W tym momencie mogłem już przystąpić do zakupów. Jest to szalenie niebezpieczna funkcja urządzenia, będąca podstawą modelu biznesowego Amazon. Żeby wydać pieniądze wystarczy jedno kliknięcie. Wszystkie przeszkody w postaci wyboru metody i kosztu wysyłki, pakowania czy grupowania przesyłek znikają. Naciskasz i po minucie masz. Aby sprawdzić ten mechanizm, postanowiłem na próbę nabyć jedną książkę. Co TesTeq mógłby kupić? Moi stali Czytelnicy z pewnością nie mają żadnych wątpliwości:

KINDLE11

W przypadku sprzedaży poza granice USA do ceny książki doliczany jest VAT i koszty międzynarodowego roamingu komórkowego. Wystarczy jeden klik i bity płyną szybkim strumieniem z serwerów Amazon do czytnika:

KINDLE12

Minutka i gotowe – można czytać. Spis rozdziałów zawiera łącza do odpowiednich miejsc w książce. Jednocześnie, u dołu ekranu pojawiają się słownikowe definicje wskazywanych za pomocą kursora wyrazów (bardzo podoba mi się ta funkcja):

KINDLE13

W przeciwieństwie do książek papierowych czytnik elektroniczny umożliwia dostosowanie wielkości czcionki i układu tekstu do potrzeb użytkownika. W każdym momencie można ustawić małą czcionkę:

KINDLE14

…standardową czcionkę:

KINDLE15

…dużą czcionkę:

KINDLE16

…szeroką (standardową) kolumnę:

KINDLE17

…średnią kolumnę:

KINDLE18

…i wąską kolumnę:

KINDLE19

W każdej chwili dostępne jest też menu, za pomocą którego można wygodnie przenieść się w inne miejsce lektury, dodać zakładkę, oznaczyć fragment tekstu lub dołączyć własną notatkę:

KINDLE20

W celach badawczych porównałem czytelność tekstu książki „Getting Things Done” Davida Allena w wydaniu papierowym w miękkiej okładce z ekranem Kindelka i moje niemłode już i zdrowo oczytane oczy zdecydowanie wybrały wyraźny druk elektroniczny:

KINDLE21

Oferta elektronicznej księgarni Amazon obejmuje blisko 300 tysięcy książek, kilkadziesiąt dzienników i magazynów oraz ZERO blogów. Kontrowersyjne to bogactwo, szukając bowiem Harry’ego Pottera, znalazłem szereg amerykańskich omówień, jednak samej serii autorstwa J.K.Rowling brak:

KINDLE22

Na szczęście istnieje metoda ograniczenia swoich apetytów zakupowych: zamiast wciskać przycisk „BUY” można pobrać próbkę tekstu książki wybierając łącze „Try a Sample”. Zrobiłem tak w celach testowych w przypadku doskonałej książki „Ignore Everybody: and 39 Other Keys to Creativity” Hugh MacLeoda (mam ją w postaci papierowej):

KINDLE23

Już po chwili fragment wybranej książki znalazł się w pamięci mojego Kindelka:

KINDLE24

…na liście książek do przeczytania:

KINDLE25

Oprócz wbudowanego słownika Amazon Kindle zapewnia dostęp do zasobów Wikipedii. Wystarczy wpisać zapytanie w polu wyszukiwania i poprosić o dane z tej skarbnicy wiedzy. Tak też uczyniłem:

KINDLE26

Zapytanie zostało przekierowane przez szepto-sieć do Internetu:

KINDLE27

…i już po chwili na ekranie pojawiła się Wisława Szymborska we własnej postaci:

KINDLE28

Na tym skończyłem swoje piątkowe eksperymenty. Ponieważ dioda świecąca wskazująca stan procesu ładowania akumulatora wciąż nie zmieniła koloru z pomarańczowego na zielony, zostawiłem mojego Kindelka na noc, podłączonego do zasilacza USB firmy Apple. O tym, że TO BŁĄD – NIE RÓB TEGO, przekonałem się następnego ranka:

KINDLE29

Niezwłocznie podłączyłem czytnik do komputera stacjonarnego z porządnym złączem USB i po kilku godzinach dioda sygnalizacyjna zaświeciła w kolorze nadziei. Na wszelki wypadek wystartowałem system operacyjny urządzenia od nowa i wszelkie niepokojące objawy minęły. Okazało się, że leniwa reakcja na klawisze i pewne kłopoty z transmisją plików przez szepto-sieć były tylko i wyłącznie wynikiem zbyt niskiego napięcia zasilającego dostarczanego przez rozładowany akumulator.

Podsumowując pierwsze wrażenia, muszę stwierdzić, że:

  • Amazon Kindle 2 to dojrzały, elegancki produkt;
  • Amazon Kindle 2 w pełni zdaje egzamin jako urządzenie, za pomocą którego można wygodnie konsumować książki dostępne w księgarni Amazon;
  • czytelność ekranu jest rewelacyjna;
  • klawiatura jest, jaka jest – do pisania wypracowań się nie nadaje, ale do wyszukiwania fraz i sporządzania króciutkich notatek ujdzie w tłoku;
  • interfejs użytkownika jest prawie intuicyjny (prawie ponieważ czasem, żeby coś wybrać lub uruchomić, trzeba nacisnąć klawisz Enter, czasami klawisz sterowania kursorem, a czasami działają oba);
  • łączność za pomocą sieci komórkowych nie stwarza żadnych problemów;
  • urządzenie jest widziane przez komputer jako dysk USB.

To tyle na dziś, ponieważ kolejne eksperymenty, szczególnie w zakresie umieszczania w Kindelku własnych PDF-ów, czekają niecierpliwie na swoją kolej.

Poziomy GTD w firmie

Oto pytania związane z poziomami oceny rzeczywistości, które zgodnie z metodą GTD (Getting Things Done) Davida Allena możesz zadać w stosunku do całych firm i organizacji:

  • 50000 stóp: czy otaczający cię ludzie (w dziale, departamencie, całym przedsiębiorstwie) mają wspólną wizję celu oraz katalog zasad i wartości, którymi kierują się w działaniu?
  • 40000 stóp: czy otaczający cię ludzie znają długoterminowe cele firmy, czy wiedzą, jaki jest azymut jej wędrówki przez świat, i czy ich osobiste kompasy wskazują ten sam kierunek?
  • 30000 stóp: czy otaczający cię ludzie wiedzą jakie są następne kamienie milowe, do których organizacja chce dotrzeć w ciągu najbliższych miesięcy i lat?
  • 20000 stóp: czy każdy członek załogi wie, dlaczego się w niej znalazł i jakie istotne (cztery do sześciu) role w niej pełni?
  • 10000 stóp i bieżnia życia: czy wszyscy mają nawyk notowania pozyskiwanych informacji, czy prowadzą listy swoich projektów i określają dla nich Najbliższe Działania?

Myślę, że to dobre pytania, ale czy masz odwagę je zadać?

GSB – Genialna Strategia Budżetowa

Czekając na dostawę Mojego Kindelka (czytnika książek elektronicznych Amazon Kindle), który już koczuje na lotnisku Okęcie, opracowałem GSB (Genialną Strategię Budżetową) – bazującą na solidnych podstawach matematycznych metodę uzdrowienia finansów każdego państwa. Mógłbym za jej udostępnianie żądać opłat licencyjnych, ale postanowiłem mój pomysł przekazać światu za darmo, ku szczęściu i pomyślności całej ludzkości. Oto przepis na GSB:

  • wydatki w roku 2010 finansujemy za pomocą przychodów (podatków) wpłaconych w tymże roku oraz prognozy przychodów na rok 2011 (w ten sposób możemy w ciągu roku wydać tyle, ile podatnicy wpłacą przez dwa lata);
  • wydatki w roku 2011 finansujemy za pomocą prognozy przychodów na rok 2012 oraz prognozy przychodów na rok 2013 (znowu możemy w ciągu roku wydać tyle, ile podatnicy wpłacą przez dwa lata);
  • wydatki w roku 2012 finansujemy za pomocą prognozy przychodów na rok 2014 oraz prognozy przychodów na rok 2015;
  • i tak dalej, i tak dalej…
  • wydatki w roku 2010+n finansujemy za pomocą prognozy przychodów na rok 2010+2n oraz prognozy przychodów na rok 2010+2n+1.

Zakładając, że oś czasu jest nieskończona (a założenie takie jest uprawnione, jeśli porównamy skalę czasową naszej cywilizacji ze skalą czasową wszechświata), dla każdego roku 2010+n jesteśmy w stanie wskazać dwa lata 2010+2n i 2010+2n+1, które z nawiązką sfinansują wydatki budżetowe. A jeśli wcześniej nastąpi koniec świata, to tym bardziej nie ma się czym przejmować.

Czyż to nie genialne?

I w tym momencie mina mi zrzedła, ponieważ przypomniałem sobie, na jakich zasadach działa nasz Zakład Ubezpieczeń Społecznych oraz jaką politykę budżetową prowadzi wiele krajów świata ze Stanami Zjednoczonymi na czele.

Czyżby mój pomysł był aż tak wtórny?

Czyżby najlepszym wyjściem był jednak koniec świata?

Dla kogo jest GTD?

Czasami pojawiają się zarzuty, że metoda GTD (Getting Things Done) Davida Allena nie jest przeznaczona dla osób kreatywnych (w szczególności artystów), których środowiskiem naturalnym powinien być twórczy chaos, zwany przez innych bałaganem.

Tymczasem w kontekście GTD nie ma znaczenia, jaką ktoś ma osobowość i jaki prowadzi (lub chce prowadzić) styl życia. Czasami ludzie „zorganizowani” są zbyt uporządkowani, żeby zrealizować swoje prawdziwe marzenia, więc muszą się nieco rozluźnić. Inni zaś powinni trochę się sprężyć. GTD służy obydwu tym celom, jest bowiem systematycznym podejściem do życia, a nie systemem organizującym życie. Jeśli twój system staje ci na drodze, to znaczy, że nie jest to GTD. Jeśli zaś tworzy przestrzeń i wolność niezbędną dla realizacji zamierzeń, to jest to GTD. Po prostu.