Miesiąc: Październik 2009

Korki i objazdy bez stresu

Pamiętaj, że tylko naprawdę szczęśliwy człowiek potrafi podziwiać piękno szarych, październikowo-listopadowych okoliczności przyrody, stojąc w olbrzymim korku lub podróżując niespodziewanym objazdem przygotowanym przez figlarnych drogowców.

Dlatego nie spiesz się, nie pędź, porozmawiaj z towarzyszami podróży i pamiętaj, że oprócz osiągnięcia celu ważny jest także smak samej wędrówki.

Życie jest zbyt piękne, żeby zakwaszać je bzdyczeniem się na to, na co nie masz wpływu, lub tracić je w wyniku widowiskowego, czołowego zderzenia z nadjeżdżającym TIR-em.

Szerokiej drogi!

Bankowość internetowa bez stresu

Do niedawna październik jednoznacznie kojarzył się z oszczędzaniem. Ostatnio stał się też miesiącem premier kolejnych wersji Ubuntu – najpopularniejszej, pieczołowicie przygotowywanej dla zwykłych ludzi, dystrybucji systemu operacyjnego Linux. W zadziwiający sposób te dwa październikowe skojarzenia prowadzą nas do tematu dzisiejszego wpisu, czyli bezpiecznej bankowości internetowej.

Ostatnio temat ten wywołał publicysta Washington Post Brian Krebs w artykule „Avoid Windows Malware: Bank on a Live CD”. Większość użytkowników nie chce, bądź nie może zrezygnować z Microsoft Windows jako podstawowego środowiska pracy. Niestety, niezależnie od wysiłków czynionych przez firmę z Redmond, system ten jest siedliskiem dziur umożliwiających przejmowanie haseł dostępu do kont bankowych oraz głównym celem ataku cyberprzestępców. Natomiast Linux, przede wszystkim ze względu na mniejszą popularność, jak i jawność kodu, jest powszechnie uważany za najbezpieczniejsze oprogramowanie systemowe dostępne dla przeciętnego użytkownika.

Najprostszą metodą pogodzenia tych dwóch sprzecznych ze sobą wymagań jest używanie komputera pracującego pod kontrolą Microsoft Windows do wszystkiego oprócz bankowości internetowej, a do bankowości internetowej Linuksa.

Aby to zrobić w sposób lekki, łatwy i przyjemny powinieneś skorzystać z dysku CD z dystrybucją Linux Ubuntu Live. Jego obraz możesz pobrać ze strony „Get Ubuntu” i zapisać na dysku CD.

Każdorazowo, gdy będziesz chciał wystartować komputer z dysku CD, wciśnij klawisz wywołujący „BOOT MENU” (na ekranie powinna być podpowiedź, który to klawisz) i wybierz z wyświetlonego menu pozycję „CD-ROM”. Ubuntu uruchomi się, nie psując systemu Windows, który masz zainstalowany na twardym dysku. Następnie uruchom przeglądarkę Firefox (jej ikona powinna być widoczna na „belce” u góry ekranu) i wpisz adres internetowy swojego banku. W tym momencie możesz być pewny, że żaden intruz nie podejrzy twojego hasła i treści przeprowadzanych transakcji (o ile oczywiście bank prawidłowo stworzył swój system obsługi bankowości internetowej).

Od kilku lat stosuję podobną metodę. Udało mi się wygospodarować osobny komputer, który jest przeznaczony tylko i wyłącznie do bankowości internetowej. Zainstalowałem na nim Linuksa Ubuntu i nigdy nie wchodzę za jego pomocą na strony internetowe niezwiązane z transakcjami bankowymi. Skomplikowane hasła dostępu wygenerowałem za pomocą strony Perfect Passwords (darzę ją pełnym zaufaniem) i zapisałem na dysku USB, który przechowuję w zupełnie innym miejscu niż komputer.

Stosowanie Linuksa jako środowiska dostępu do bankowości internetowej jest jednym z istotnych elementów mojego BIZNESU BEZ STRESU, czego i tobie życzę.

Kindelek z PDF-ami na plaży

Jesienne dni sprawiły, że rozmarzyłem się i oczyma wyobraźni ujrzałem złocistą plażę nad lazurowym morzem, na plaży wygodny leżak, a na nim siebie z Kindelkiem w ręku. Elektroniczny papier doskonale się sprawdza w warunkach intensywnego oświetlenia, więc ten scenariusz wykorzystania czytnika firmy Amazon silnie przemawia do mojej wyobraźni. Ponieważ mnóstwo ciekawych publikacji i dokumentów jest dostępnych w formacie PDF, postanowiłem zweryfikować, jak mój Kindelek sobie z nimi poradzi i ile będzie mnie to kosztowało.

W dziale pomocy Amazon można przeczytać, że:

Amazon Kindle 2 bezpośrednio, bez konwersji obsługuje następujące typy plików:

  • dokumenty: Kindle (.AZW, .AZW1), tekstowe (.TXT) i niezabezpieczone Mobipocket (.MOBI, .PRC);
  • audio: Audible (.AA, .AAX);
  • muzyczne: MP3 (.MP3).

Amazon Kindle 2 obsługuje, po konwersji następujące typy plików:

  • Microsoft Word (.DOC);
  • Structured HTML (.HTML, .HTM);
  • RTF (.RTF);
  • JPEG (.JPEG, .JPG);
  • GIF (.GIF);
  • PNG (.PNG);
  • BMP (.BMP);
  • PDF (.PDF) (obsługa eksperymentalna w Kindle 2, natywna w Kindle DX);
  • Microsoft Word (.DOCX) (obsługa eksperymentalna).

Istnieją dwie możliwości konwersji pliku PDF i umieszczenia go w pamięci Kindelka:

  1. Metoda darmowa przez komputer – zgodnie z następującą procedurą:
    • wyślij plik PDF jako załącznik listu elektronicznego na adres jan-kowalski@free.kindle.com (identyfikator „jan-kowalski” to adres twojej skrzynki pocztowej w domenie kindle.com, który możesz sam zdefiniować);
    • poczekaj 5 minut;
    • odczytaj list elektroniczny, będący odpowiedzią Amazon, zawierający łącze do skonwertowanego pliku;
    • ściągnij wskazany, skonwertowany plik na dysk swojego komputera;
    • podłącz Kindle do komputera i umieść plik w odpowiednim katalogu.
  2. Metoda płatna przez szepto-sieć (whispernet) – zgodnie z następującą procedurą:
    • wyślij plik PDF jako załącznik listu elektronicznego na adres jan-kowalski@kindle.com;
    • poczekaj 5 minut;
    • twój dokument został już bezprzewodowo doręczony do twojego czytnika Amazon Kindle (kosztowało cię to $0.99 za każdy megabajt transferu).

Jako pierwszy do płatnej konwersji wysłałem „Wakacyjny kurs ZTD” przygotowany w formacie PDF przez Moją Czytelniczkę Queenofspades. Jest to prosty plik tekstowy z podstawowym formatowaniem – doskonały jako rozgrzewka przed trudniejszymi zadaniami. Jedyny kłopot mogły sprawić polskie znaki diakrytyczne. I sprawiły:

KINPDF00

Zamiast liter paskudne krzaczory porosły moją wymarzoną plażę. :-(

Natomiast sam proces dostarczenia tego krótkiego pliku do mojego Kindelka odbył się niezauważalnie. Musiałem jedynie włączyć moduł GSM, który wcześniej wyłączyłem.

Po tym częściowym sukcesie postanowiłem posłać tą samą drogą jakąś większą i bardziej skomplikowaną przesyłkę. Ze strony „Productive Magazine” ściągnąłem trzy wydania tego czasopisma. Dwa pierwsze (skomplikowane pliki PDF o rozmiarach 3MB i 2.5MB) wysłałem razem do płatnej konwersji. Po 4 minutach mój Kindelek zapytał mnie, czy chcę zapłacić za dostawę pierwszego pliku. Po potwierdzeniu zainicjowany został trwający około minuty transfer. Po chwili procedura powtórzyła się dla drugiego pliku. Nie wiem, dlaczego kurs ZTD został przesłany bez pytania. Prawdopodobnie rozliczanie transferów działa z megabajtową rozdzielczością, a pierwszy plik miał tylko 230KB.

Po dotarciu plików do czytnika natychmiast otworzyłem „Productive Magazine #1” i liczyłem, że ujrzę czarno-białe odwzorowanie jego gustownej okładki:

Productive Magazine 1

Tymczasem zobaczyłem to:

KINPDF17

Siedem stron pociętej bezładnie okładki. Proces konwersji nie poradził sobie z profesjonalnie zaprojektowanym układem strony. Pewną osłodę może stanowić fakt, że dalsza część wydawnictwa, zawierająca w głównie teksty najznamienitszych blogerów, nie została zmasakrowana i nadaje się do wygodnego czytania:

KINPDF08

Na koniec posłałem do darmowej konwersji trzecie wydanie „Productive Magazine” i po dwóch minutach otrzymałem odpowiedź z łączem do przetworzonego pliku, który mogłem ściągnąć na dysk komputera i załadować do Kindleka.

Podsumowując:

  1. Procedura konwersji jest bardzo dobrze pomyślana.
  2. Wersja płatna jest bardzo wygodna, wersja darmowa wygodna, więc według mnie nie warto przepłacać.
  3. Konto pocztowe w domenie kindle.com odbiera tylko listy ze zdefiniowanych przez użytkownika adresów pocztowych, więc nie należy spodziewać się otrzymywania jakiegokolwiek spamu.
  4. Brak jest niezawodnej obsługi polskich znaków diakrytycznych.
  5. Proces konwersji nie radzi sobie ze skomplikowanym formatowaniem – ta funkcjonalność jest rzeczywiście na poziomie eksperymentalnym.

Tak więc na mojej pięknie wymarzonej plaży wyrosły nieoczekiwanie krzaczory, a gdzieniegdzie walają się pocięte okładki czasopism.

Kto się boi mojego Kindelka?

Z pewnym zdziwieniem stwierdziłem, że pojawienie się możliwości zakupu w Polsce czytnika książek elektronicznych Amazon Kindle spotkało się z wyrazami głębokiej niechęci i niezadowolenia. Kiedy jednak zastanowiłem się nad tą reakcją, doszedłem do wniosku, że każda myszka czuje się nieswojo, gdy do pokoju wchodzi sprytny kocur. Tylko dlaczego adwokatami myszek stali się dziennikarze, którzy powinni dbać o swoją reputację i dokładać wszelkich starań, żeby obiektywnie opisywać otaczającą nas rzeczywistość. Tymczasem niektórzy z nich w swojej tendencyjności posunęli się nawet do podawania niesprawdzonych i, jak się okazuje, nieprawdziwych insynuacji na temat właściwości produktu Amazon.

Pan Vadim Makarenko w swoim artykule „W Polsce do sprzedaży trafi okrojona wersja Kindle” z 14 października 2009 roku (swoją drogą cóż za zachęcający tytuł) stwierdza:

Poza granicami USA użytkownicy Kindle’a nie będą mogli przeglądać stron internetowych ani czytać blogów. Będą mogli korzystać z urządzenia tylko do czytania książek i gazet. Zakupione w największym sklepie internetowym na świecie tomy i gazety będą musieli ściągnąć najpierw na twardy dysk komputera, a dopiero potem przegrywać na Kindle. Podczas gdy Amerykanie mogą ściągać książki i gazety z Amazon.com bezpośrednio na czytnik.

Przyznaję, że swobodnego dostępu do internetu i blogów rzeczywiście w Polsce jeszcze nie udostępniono, ale nie jest to podstawowa funkcja czytnika:

KINDLE33

Natomiast nieprawdą jest, że książki trzeba wgrywać do urządzenia za pośrednictwem komputera. Pokazałem to w swoim poprzednim wpisie.

Vadim Makarenko pisze dalej:

Za oceanem bowiem Kindle łączy się z internetem za pośrednictwem sieci komórkowej 3G należącej do firmy Sprint, z którą jego producent wynegocjował ciągły i bezpłatny dostęp dla użytkowników gadżetu. Pod względem technicznego rozwoju sieci komórkowych oraz ich standardów Stary Kontynent wyprzedza USA, a więc to nie zasięg telefonii komórkowej ogranicza Amazon.com. Żeby powtórzyć rozwiązanie zastosowane na rodzimym rynku, producent Kindle’a musiałby porozumieć się w każdym kraju Europy z co najmniej jednym operatorem komórkowym. Zabrałoby to sporo czasu i byłoby dużo bardziej kosztowne niż podpisanie jednej umowy obejmującej całą Unię Europejską. Gdy w zeszłym tygodniu Amazon zapowiedział, że rozpocznie wysyłanie swego czytnika do ponad stu krajów, w tym do Polski, zadzwoniliśmy do operatorów komórkowych. Usłyszeliśmy, że nikt nie rozmawiał z nimi w sprawie podłączenia Kindle’a do sieci..

Powtórzono tu za magazynem „Wired” niemądrą spekulację techniczną i poparto odpowiedziami, jakie „my, Vadim Makarenko, otrzymaliśmy” od polskich operatorów komórkowych. Jakie pytanie, taka odpowiedź. To jest tylko zwykły roaming międzynarodowy i Sprint ma z pewnością podpisane odpowiednie umowy ze wszystkimi działającymi operatorami. Żadne dodatkowe rozmowy z Amazon nie są do niczego potrzebne. Oto lista operatorów komórkowych, z których sieci może korzystać mój Kindelek:

KINDLE30

Czy komuś odjęło mowę, Panie Vadimie?

Końcowy fragment artykułu też ma za zadanie zniechęcić potencjalnego nabywcę. Na szczęście w zadziwiająco infantylny sposób:

Ponadto klientów czeka kolejny wydatek: wymiana wtyczki do zasilania albo zakup przejściówki. Dostarczona w komplecie wtyczka będzie bowiem w standardzie amerykańskim.

Przy cenie Kindle zakup odpowiedniego adapterka w Media Markcie to naprawdę pestka. A jak ktoś nie chce, to może używać do tego celu swojego komputera ze złączem USB.

Brzmienie polskiego chóru powitalnego wzmocnił ostatnio artykuł „Nook – pogromca Kindle’a od Barnes & Noble” z 23 października 2009 roku. Czytamy tam między innymi:

Jeśli właśnie zamówiłeś Kindle’a, to najlepiej natychmiast przestań czytać ten tekst – w przeciwnym razie będziesz bardzo wkurzony i rozczarowany.

A może by tak coś więcej o polskich planach Barnes and Noble? Nic? No właśnie! Ja jednak wolę wróbla w garści.

Dalej czytamy:

Moim zdaniem możliwość pożyczania będzie gwoździem do trumny Kindle’a – po co kupować urządzenie o ograniczonych możliwościach, którym możesz cieszyć się wyłącznie ty sam, skoro na rynku jest czytnik w podobnej cenie i z tańszymi książkami, które na dodatek można pożyczać znajomym?

Znów uszczypliwości i oparte jedynie na zapowiedziach spekulacje na temat technologii i modeli biznesowych. Pożyjemy, zobaczymy…

Jedno jest tylko dla mnie oczywiste: Konkurencja Amazona jest przerażona! Natomiast chciałbym wierzyć, że negatywne reakcje na pojawienie się Kindle w Polsce są jedynie zbiegiem okoliczności, a nie rozpaczliwym chwytaniem się brzytwy przez innych chętnych na kawałek tego smakowitego tortu publikacji elektronicznych.

Mój Kindelek

Zgodnie z obietnicą w piątek w południe u moich drzwi pojawił się kurier UPS z pokaźną brązową paczką. Oprócz znaku firmowego Amazon paczka była udekorowana taśmą samoprzylepną z napisem „CŁO”. W jej wnętrzu znajdowało się dużo powietrza z Kentucky i dwa niepozorne, kartonowe pudełka w nienaruszonym stanie:

KINDLE00

Większe z pudełek zawierało międzynarodową wersję czytnika książek elektronicznych Amazon Kindle 2:

KINDLE01

Wraz z czytnikiem otrzymałem kabel USB do połączenia z komputerem i ładowania akumulatora, miniaturowy zasilacz sieciowy w postaci wtyku w standardzie amerykańskim i skróconą instrukcję obsługi:

KINDLE02

Gdy z mojego Kindelka odkleiłem folię zabezpieczającą go przed uszkodzeniem, okazało się, że widniejący na ekranie przepis pierwszego uruchomienia nie został nadrukowany na folii, lecz naprawdę „trwa” na ekranie urządzenia. Elektroniczny papier nie potrzebuje zasilania do podtrzymywania swojego stanu, więc to, co wyświetlono w fabryce, pozostaje na ekranie do momentu włączenia czytnika przez nabywcę. W celu porównania wielkości Kindelka z innym gadżetami oraz czytelności ich ekranów, położyłem je obok siebie (od lewej Nokia E71, Amazon Kindle 2 i iPod Touch):

KINDLE03

Pierwszą czynnością, jaką należy wykonać jeszcze przed włączeniem czytnika, jest podłączenie go do źródła zasilania w celu naładowania akumulatora. Ponieważ nie miałem pod ręką amerykańsko-polskiego adaptera wtyków, postanowiłem wykorzystać do tego celu zasilacz USB firmy Apple służący do ładowania iPodów (TO BŁĄD – NIE RÓB TEGO):

KINDLE04

Po podłączeniu zasilania i przesunięciu włącznika Kindelek wyczyścił ekran i wczytał system operacyjny. Trwało to ponad minutę, ale podczas normalnej eksploatacji urządzenie startuje błyskawicznie, ponieważ jest tylko usypiane. Dioda świecąca i ikona na ekranie wskazywały, że proces ładowania akumulatora przebiega pomyślnie (ale powtarzam: użycie zasilacza USB firmy Apple TO BŁĄD – NIE RÓB TEGO):

KINDLE05

Pierwszą funkcją Kindelka, którą przetestowałem był wbudowany słownik angielski „The New Oxford American Dictionary, Second Edition”. Dostęp do poszczególnych haseł następuje poprzez tekstowe pole wyszukiwania i jest wystarczająco szybki. Mechanizm indeksowania książek elektronicznych sprawia, że przy pracy z każdym tekstem możliwy jest podgląd znaczenia poszczególnych słów (ale o tym później):

KINDLE06

Klawiatura czytnika składa się z małych „guzików”, nie ma więc mowy o komfortowym pisaniu, jednak nie jest gorzej niż w przypadku Nokii E71 czy iPoda Touch. Niestety zauważyłem, że mój Kindelek czasami nie zwracał uwagi na wciskane klawisze, trzeba je było długo przytrzymywać, a funkcja czytania tekstów się zacinała. Jak się później okazało te denerwujące objawy były tylko i wyłącznie wynikiem mojego błędu pierworodnego (pamiętaj: użycie zasilacza USB firmy Apple TO BŁĄD – NIE RÓB TEGO).

Tymczasem obok na swoją kolej czekało mniejsze opakowanie. Znajdowała się w nim elegancka, skórzana okładka na urządzenie wraz ze stosowną instrukcją obsługi.

KINDLE07

Wpinanie czytnika w grzbiet okładki jest łatwe i niezawodne. Wykorzystywane są dwa specjalne otwory w jego obudowie:

KINDLE08

Po zamknięciu całość prezentuje się doskonale i wygląda jak ekskluzywny kalendarz Prezesa, Premiera lub nawet Prezydenta:

KINDLE09

Mój Kindelek bez oporów połączył się za pomocą amazonowej szepto-sieci (whispernetu) z moim kontem w księgarni i odebrał przeznaczony dla mnie list powitalny:

KINDLE10

W tym momencie mogłem już przystąpić do zakupów. Jest to szalenie niebezpieczna funkcja urządzenia, będąca podstawą modelu biznesowego Amazon. Żeby wydać pieniądze wystarczy jedno kliknięcie. Wszystkie przeszkody w postaci wyboru metody i kosztu wysyłki, pakowania czy grupowania przesyłek znikają. Naciskasz i po minucie masz. Aby sprawdzić ten mechanizm, postanowiłem na próbę nabyć jedną książkę. Co TesTeq mógłby kupić? Moi stali Czytelnicy z pewnością nie mają żadnych wątpliwości:

KINDLE11

W przypadku sprzedaży poza granice USA do ceny książki doliczany jest VAT i koszty międzynarodowego roamingu komórkowego. Wystarczy jeden klik i bity płyną szybkim strumieniem z serwerów Amazon do czytnika:

KINDLE12

Minutka i gotowe – można czytać. Spis rozdziałów zawiera łącza do odpowiednich miejsc w książce. Jednocześnie, u dołu ekranu pojawiają się słownikowe definicje wskazywanych za pomocą kursora wyrazów (bardzo podoba mi się ta funkcja):

KINDLE13

W przeciwieństwie do książek papierowych czytnik elektroniczny umożliwia dostosowanie wielkości czcionki i układu tekstu do potrzeb użytkownika. W każdym momencie można ustawić małą czcionkę:

KINDLE14

…standardową czcionkę:

KINDLE15

…dużą czcionkę:

KINDLE16

…szeroką (standardową) kolumnę:

KINDLE17

…średnią kolumnę:

KINDLE18

…i wąską kolumnę:

KINDLE19

W każdej chwili dostępne jest też menu, za pomocą którego można wygodnie przenieść się w inne miejsce lektury, dodać zakładkę, oznaczyć fragment tekstu lub dołączyć własną notatkę:

KINDLE20

W celach badawczych porównałem czytelność tekstu książki „Getting Things Done” Davida Allena w wydaniu papierowym w miękkiej okładce z ekranem Kindelka i moje niemłode już i zdrowo oczytane oczy zdecydowanie wybrały wyraźny druk elektroniczny:

KINDLE21

Oferta elektronicznej księgarni Amazon obejmuje blisko 300 tysięcy książek, kilkadziesiąt dzienników i magazynów oraz ZERO blogów. Kontrowersyjne to bogactwo, szukając bowiem Harry’ego Pottera, znalazłem szereg amerykańskich omówień, jednak samej serii autorstwa J.K.Rowling brak:

KINDLE22

Na szczęście istnieje metoda ograniczenia swoich apetytów zakupowych: zamiast wciskać przycisk „BUY” można pobrać próbkę tekstu książki wybierając łącze „Try a Sample”. Zrobiłem tak w celach testowych w przypadku doskonałej książki „Ignore Everybody: and 39 Other Keys to Creativity” Hugh MacLeoda (mam ją w postaci papierowej):

KINDLE23

Już po chwili fragment wybranej książki znalazł się w pamięci mojego Kindelka:

KINDLE24

…na liście książek do przeczytania:

KINDLE25

Oprócz wbudowanego słownika Amazon Kindle zapewnia dostęp do zasobów Wikipedii. Wystarczy wpisać zapytanie w polu wyszukiwania i poprosić o dane z tej skarbnicy wiedzy. Tak też uczyniłem:

KINDLE26

Zapytanie zostało przekierowane przez szepto-sieć do Internetu:

KINDLE27

…i już po chwili na ekranie pojawiła się Wisława Szymborska we własnej postaci:

KINDLE28

Na tym skończyłem swoje piątkowe eksperymenty. Ponieważ dioda świecąca wskazująca stan procesu ładowania akumulatora wciąż nie zmieniła koloru z pomarańczowego na zielony, zostawiłem mojego Kindelka na noc, podłączonego do zasilacza USB firmy Apple. O tym, że TO BŁĄD – NIE RÓB TEGO, przekonałem się następnego ranka:

KINDLE29

Niezwłocznie podłączyłem czytnik do komputera stacjonarnego z porządnym złączem USB i po kilku godzinach dioda sygnalizacyjna zaświeciła w kolorze nadziei. Na wszelki wypadek wystartowałem system operacyjny urządzenia od nowa i wszelkie niepokojące objawy minęły. Okazało się, że leniwa reakcja na klawisze i pewne kłopoty z transmisją plików przez szepto-sieć były tylko i wyłącznie wynikiem zbyt niskiego napięcia zasilającego dostarczanego przez rozładowany akumulator.

Podsumowując pierwsze wrażenia, muszę stwierdzić, że:

  • Amazon Kindle 2 to dojrzały, elegancki produkt;
  • Amazon Kindle 2 w pełni zdaje egzamin jako urządzenie, za pomocą którego można wygodnie konsumować książki dostępne w księgarni Amazon;
  • czytelność ekranu jest rewelacyjna;
  • klawiatura jest, jaka jest – do pisania wypracowań się nie nadaje, ale do wyszukiwania fraz i sporządzania króciutkich notatek ujdzie w tłoku;
  • interfejs użytkownika jest prawie intuicyjny (prawie ponieważ czasem, żeby coś wybrać lub uruchomić, trzeba nacisnąć klawisz Enter, czasami klawisz sterowania kursorem, a czasami działają oba);
  • łączność za pomocą sieci komórkowych nie stwarza żadnych problemów;
  • urządzenie jest widziane przez komputer jako dysk USB.

To tyle na dziś, ponieważ kolejne eksperymenty, szczególnie w zakresie umieszczania w Kindelku własnych PDF-ów, czekają niecierpliwie na swoją kolej.

Poziomy GTD w firmie

Oto pytania związane z poziomami oceny rzeczywistości, które zgodnie z metodą GTD (Getting Things Done) Davida Allena możesz zadać w stosunku do całych firm i organizacji:

  • 50000 stóp: czy otaczający cię ludzie (w dziale, departamencie, całym przedsiębiorstwie) mają wspólną wizję celu oraz katalog zasad i wartości, którymi kierują się w działaniu?
  • 40000 stóp: czy otaczający cię ludzie znają długoterminowe cele firmy, czy wiedzą, jaki jest azymut jej wędrówki przez świat, i czy ich osobiste kompasy wskazują ten sam kierunek?
  • 30000 stóp: czy otaczający cię ludzie wiedzą jakie są następne kamienie milowe, do których organizacja chce dotrzeć w ciągu najbliższych miesięcy i lat?
  • 20000 stóp: czy każdy członek załogi wie, dlaczego się w niej znalazł i jakie istotne (cztery do sześciu) role w niej pełni?
  • 10000 stóp i bieżnia życia: czy wszyscy mają nawyk notowania pozyskiwanych informacji, czy prowadzą listy swoich projektów i określają dla nich Najbliższe Działania?

Myślę, że to dobre pytania, ale czy masz odwagę je zadać?

GSB – Genialna Strategia Budżetowa

Czekając na dostawę Mojego Kindelka (czytnika książek elektronicznych Amazon Kindle), który już koczuje na lotnisku Okęcie, opracowałem GSB (Genialną Strategię Budżetową) – bazującą na solidnych podstawach matematycznych metodę uzdrowienia finansów każdego państwa. Mógłbym za jej udostępnianie żądać opłat licencyjnych, ale postanowiłem mój pomysł przekazać światu za darmo, ku szczęściu i pomyślności całej ludzkości. Oto przepis na GSB:

  • wydatki w roku 2010 finansujemy za pomocą przychodów (podatków) wpłaconych w tymże roku oraz prognozy przychodów na rok 2011 (w ten sposób możemy w ciągu roku wydać tyle, ile podatnicy wpłacą przez dwa lata);
  • wydatki w roku 2011 finansujemy za pomocą prognozy przychodów na rok 2012 oraz prognozy przychodów na rok 2013 (znowu możemy w ciągu roku wydać tyle, ile podatnicy wpłacą przez dwa lata);
  • wydatki w roku 2012 finansujemy za pomocą prognozy przychodów na rok 2014 oraz prognozy przychodów na rok 2015;
  • i tak dalej, i tak dalej…
  • wydatki w roku 2010+n finansujemy za pomocą prognozy przychodów na rok 2010+2n oraz prognozy przychodów na rok 2010+2n+1.

Zakładając, że oś czasu jest nieskończona (a założenie takie jest uprawnione, jeśli porównamy skalę czasową naszej cywilizacji ze skalą czasową wszechświata), dla każdego roku 2010+n jesteśmy w stanie wskazać dwa lata 2010+2n i 2010+2n+1, które z nawiązką sfinansują wydatki budżetowe. A jeśli wcześniej nastąpi koniec świata, to tym bardziej nie ma się czym przejmować.

Czyż to nie genialne?

I w tym momencie mina mi zrzedła, ponieważ przypomniałem sobie, na jakich zasadach działa nasz Zakład Ubezpieczeń Społecznych oraz jaką politykę budżetową prowadzi wiele krajów świata ze Stanami Zjednoczonymi na czele.

Czyżby mój pomysł był aż tak wtórny?

Czyżby najlepszym wyjściem był jednak koniec świata?