Rok: 2008

Nazywanie rzeczy

Boimy się rzeczy nienazwanych. Nie umiemy sobie z nimi poradzić, znaleźć dla nich miejsca w świecie, który rozumiemy i znamy. Dlatego budzą one nasz niepokój. Stają się powracającymi myślami, które uwielbiają absorbować nas w najmniej odpowiednich momentach.

W dzisiejszym świecie coraz mniej przerażają nas duchy i potwory czające się w ciemnej piwnicy i mrocznych zaułkach. Nienazwanymi rzeczami naszych czasów są sprawy, które domagają się naszej uwagi, ponieważ do tej pory nie poświęciliśmy im wystarczającej uwagi. Dziesiątki listów elektronicznych w naszej skrzynce odbiorczej, nienapisany raport na poniedziałek, wybór szkoły dla dziecka itp.

Tak naprawdę przyczyną naszego stresu nie są same sprawy do załatwienia, tylko to, że nie określiliśmy naszego stosunku do tych spraw. Nie nazwaliśmy ich.

GTD (Getting Things Done) Davida Allena to prosty zestaw zaleceń, których głównym celem jest skłonienie nas do nazwania rzeczy i spraw oraz wyznaczenia im właściwego miejsca w naszej czasoprzestrzeni. Ulga, jaką wówczas odczuwamy, to nic innego, jak wolność od niepokoju i od strachu przed nieznanym. W takim zakresie, w jakim jest to tylko możliwe.

Pisanie ze zrozumieniem

Niektórzy autorzy blogów, chcąc nakierować dyskusję komentatorów na „właściwe tory”, karcą niepokornych dygresjonistów apelem o „czytanie ze zrozumieniem”. Sformułowanie to drażni mnie niepomiernie, ponieważ w nieuprzejmy sposób zarzuca drugiej stronie tępactwo i ubóstwo intelektualne. :-)

Oczywiście nie każda dygresja warta jest dyskusji, ale też nie należy zbywać niegrzecznością komentarzy, które autorowi blogu są nie w smak. Często takie uwagi niosą istotną informację zwrotną na temat treści i logiki wywodu zawartego we wpisie.

Uważam, że to autor przekazu jest odpowiedzialny za takie formułowanie swoich myśli, żeby trafiły one do odbiorcy w zamierzonym kształcie. Jeśli nie trafiają, powinien zmodyfikować formę przekazu, a nie obrażać czytelników sugerując „czytanie ze zrozumieniem”. Efekt takiego zabiegu jest najczęściej przeciwny do oczekiwanego.

„Pisz ze zrozumieniem, a będziesz tak odczytany.” – Krzysztof Wysocki

Strategia krótkoterminowa

Pewnie nieraz słyszałeś, że ktoś właśnie realizuje swoją „strategię krótkoterminową”. Nie daj się na to nabrać. To zwykła ściema, jakby powiedział mój syn. Strategia ze swojej natury musi być długoterminowa, ponieważ określa nasz dalekosiężny cel, do którego dążymy. Po drodze stosujemy różne działania taktyczne (krótkoterminowe), jednak kurs wyznacza nam strategia.

Skąd więc się biorą te strategie krótkoterminowe?

Strategie krótkoterminowe rodzą się wtedy, kiedy właściwa strategia okazuje się błędna lub występują przeszkody uniemożliwiające jej realizację, a nikt nie ma pomysłu, co robić dalej. Dezorientacja kierownictwa i wynikające stąd rozpaczliwe, chaotyczne działania pozorne to właśnie jest „strategia krótkoterminowa”.

Indiański czas letni

Czas letni często powoduje zamieszanie w północno-wschodnim zakątku stanu Arizona, gdzie na terenie rezerwatu Indian Nawahów w lecie obowiązuje czas letni, podczas gdy cały stan przez okrągły rok posługuje się czasem zimowym. Rezerwat Nawahów obejmuje swoim zasięgiem także fragmenty stanów Utah i Nowy Meksyk, gdzie stosowany jest czas letni, więc tę samą zasadę przyjęto i w części Arizony tak, żeby w całym rezerwacie obowiązywał ten sam czas. Sytuację komplikuje jednak obszar rezerwatu Indian Hopi położony całkowicie wewnątrz części rezerwatu Nawahów znajdującej się w Arizonie. Hopi, których nic nie wiąże z Nawahami, postanowili przestrzegać prawodawstwa stanowego Arizony i nie przestawiają zegarków wiosną i na jesieni. W wyniku tego w lecie na terenie rezerwatu Hopi obowiązuje czas zimowy, na otaczających go obszarach rezerwatu Nawahów – czas letni, w pozostałej części Arizony – czas zimowy, a we wszystkich sąsiadujących z nią stanach czas letni.

David Prerau „Seize the Daylight. The Curious and Contentious Story of Daylight Saving Time” (213)