Rok: 2007

Wielka manipulacja się udała!

„Wielka manipulacja się udała.” – podsumował zwycięstwo wyborcze Platformy Obywatelskiej Pan Premier Jarosław Kaczyński.

Ja – na miejscu Pana Premiera – nie owijałbym w bawełnę. Powiedziałbym, że te wybory zostały sfałszowane. Sfałszowane przez społeczeństwo. Nie tak przecież miało być…

Za jedno wszakże powinniśmy być wdzięczni Panu Premierowi: za wzbudzenie poczucia obywatelskiego obowiązku u milionów rodaków.

To była naprawdę wspaniała manipulacja!

Trzepanie paździerza

„Idź na wybory! Październik miesiącem trzepania paździerza!” – taki podtytuł ma od pewnego czasu mój blog. Dziś dzień wyborów. W ramach demokratycznego porządku społecznego jest to jedyna okazja, kiedy możemy zdecydować, jakie będą zewnętrzne uwarunkowania naszej przyszłości. To czas oddzielania ziarna od plew. I chociaż nie zawsze to ziarno będzie pierwszej jakości, naszym obowiązkiem jest pozbyć się plew.

I nie mów mi, że nie masz na kogo głosować. Wybór swoich przedstawicieli do władz to istota demokracji, to powietrze potrzebne jej do życia. Bez tego zacznie się dusić i stanie się tak słaba, że dobiją ją ludzie, którym ona przeszkadza.

Przejdź się zatem w ten niedzielny ranek (lub popołudnie) do lokalu wyborczego i zagłosuj zgodnie ze swoim sumieniem, najlepiej jak potrafisz. Naprawdę warto!

Codzienne podsumowanie

Czym mnie dziś obdarowano?

  • Dach mojego domu osłonił mnie przed nocnym deszczem.
  • Żona zrobiła mi dwie pyszne kanapki na śniadanie.
  • Do pracy włożyłem koszulę, którą dostałem w prezencie od teściowej.
  • Mój samochód bezpiecznie i na czas dowiózł mnie do celu.
  • Latarnie oświetlały ulice, którymi przejeżdżałem.
  • Okulary pozwoliły mi wyraźniej widzieć wszystko dookoła.
  • W moim biurze było ciepło mimo chłodu za oknem.
  • Pani sekretarka obdarzyła mnie przyjaznym uśmiechem na powitanie.
  • Aromatyczna kawa nadała zapach i smak porankowi.
  • Słońce oświetliło pożółkłe liście ozdobione kropelkami rosy.
  • Mój komputer niezawodnie wspomagał mnie w pracy.
  • Bankomat wypłacił mi żądaną sumę pieniędzy.
  • Żona otworzyła bramę oczekując mojego powrotu z pracy.
  • Miękka trawa stadionu amortyzowała uderzenia moich stóp o podłoże podczas popołudniowej przebieżki.
  • Pies sąsiadów przywitał mnie merdaniem ogona.
  • Prąd elektryczny oświetlał i ogrzewał mój dom.
  • Łom i młotek pomogły mi sprawnie wyciągnąć kilkadziesiąt gwoździ z desek pozostałych po budowie.
  • Ciepła pościel kupiona przez żonę utuliła mnie do snu.

Czym obdarowałem dziś innych?

  • Podwiozłem syna na poranne zajęcia.
  • Przepuściłem kierowcę, który od pewnego czasu bez powodzenia usiłował włączyć się do ruchu.
  • Umieściłem inspirujący komentarz pod depresyjnym wpisem pewnej blogerki.
  • Sporządziłem tabelę porównawczą produktów dla działu marketingu.
  • Powiedziałem sąsiadowi, jak bardzo podobają mi się nowe, właśnie wstawione drzwi do jego domu.
  • Uporządkowałem kolejną część desek pozostałych po budowie.
  • Wniosłem styropian i pręty zbrojeniowe na piętro.
  • Przedyskutowałem z żoną dalsze plany remontowe.
  • Pozmywałem wszystkie naczynia po kolacji.

Czym sprawiłem dziś komuś kłopot lub przykrość?

  • Niepotrzebnie obudziłem rano żonę, przypadkowo trzasnąwszy drzwiami do łazienki.
  • Jadąc, kilkakrotnie przekroczyłem dozwoloną prędkość.
  • Zagapiłem się i nie ruszyłem odpowiednio szybko spod świateł, przez co ostatnie samochody nie zdążyły przejechać przez skrzyżowanie.
  • Nagadałem bzdur ankieterowi tylko po to, żeby się ode mnie odczepił.
  • Nie zjadłem całego obiadu i część jedzenia się zmarnowała.
  • Niesłusznie zarzuciłem żonie, że zapodziała gdzieś obcęgi, które poprzedniego dnia sam zapomniałem odłożyć na miejsce.

Zainspirowane przez „A Daily Naikan Reflection”.

Ciasteczka

Pewnego razu musiałam spędzić kilka godzin w poczekalni na lotnisku. Kupiłam więc sobie książkę do poczytania i ciasteczka, żeby coś w międzyczasie przekąsić. Obok mnie usiadł jakiś mężczyzna i też zatopił się w lekturze.

Ponieważ nieco zgłodniałam, wzięłam pierwsze ciasteczko z pudełka, które stało na stoliku. Jakież było moje zdziwienie, gdy mój sąsiad też wziął ciasteczko. „Co za bezczelny typ” – pomyślałam. – „Nawet nie spytał, czy może się poczęstować!” Gdybym była w gorszym nastroju, to chyba bym mu przyłożyła. Ale tymczasem postanowiłam nie reagować.

No i czego się można spodziewać po facecie? Za każdym razem, gdy sięgałam po ciasteczko, on też, bez żenady, częstował się, nie przerywając lektury. Coraz bardziej wzbierała we mnie złość, ale nie chciałam robić sceny w zatłoczonej poczekalni.

I nadeszła ta chwila, kiedy w pudełku zostało tylko jedno ciasteczko. „Ha!” – pomyślałam sobie. – „Co teraz zrobisz, palancie? Bezwstydnie zeżresz nawet to ostatnie ciasteczko, czy stać cię na choć odrobinę przyzwoitości?”

Mężczyzna sięgnął do pudełka, przełamał ciasteczko na pół i zjadł swoją część. Tego było już za wiele. Poderwałam się, spakowałam swoje rzeczy i poszłam wzburzona w kierunku bramki prowadzącej do mojego samolotu.

Gdy samolot uniósł się w powietrze, postanowiłam powrócić do przerwanej lektury, żeby całkiem wymazać z pamięci tę nieprzyjemną przygodę. Sięgnęłam do torebki po książkę i oniemiałam. Było tam fabrycznie zapakowane, nienaruszone pudełko moich ciasteczek.

Nigdy przedtem nie czułam takiego wstydu. Ten miły mężczyzna bez żalu i złości podzielił się ze mną swoimi ciasteczkami, a ja, tryskając jadem nienawiści, zjadłam, co nie moje i nawet nie podziękowałam! Tę nauczkę będę pamiętała do końca życia.

Na podstawie „The cookie story told in pictures”.