Tag: życie

Co je moje, to je moje

Kazimierz Grześkowiak kiedyś śpiewał:

Bo nieważne, czyje co je,
Ważne to je, co je moje!

Była to pieśń o samolubstwie i braku poczucia wspólnoty, o patrzeniu tylko na czubek własnego nosa nawet wtedy, gdy przynosi to ewidentne szkody posiadaczowi tego nosa. Ale nie o tym chcę dziś napisać.

Często spotykam ludzi, którzy zapominają, „co jest ich”.

Zapominają, że dostali do osobistej dyspozycji pewną, niemałą liczbę minut do przeżycia (z czego jedną trzecią przyjdzie im przespać). I to od nich w największymi stopniu zależy, co z każdą z tych minut zrobią. Czy stracą je na bezmyślne gapienie się na pląsających po tanecznym parkiecie byłych bokserów? Albo na uprawę wirtualnych roślin i hodowanie wirtualnych zwierząt w swoim wirtualnym gospodarstwie? Czy może jednak zrobią coś pożytecznego dla siebie, dla rodziny, dla swojego miejsca na ziemi, a może nawet dla całej ziemi?

Zapominają, że wyznają pewien zestaw swoich własnych wartości, którymi powinni kierować się w działaniu. Że rezygnacja z tych zasad oznacza utratę tożsamości w imię kariery, której sztuczność będzie każdego dnia uwierała i bezczelnie łypała z lustra w łazience.

Zapominają, że powinni realizować swoje własne cele, bo to jest ich życie, a nie życie ich rodziców, dzieci czy partnerów. To przygnębiające obserwować rodziców, którzy realizują swoje marzenia o uprawianiu muzyki, zapędzając własne dzieci do wielogodzinnych ćwiczeń pod okiem wybitnego profesora specjalizującego się w technice wzruszania słuchaczy za pomocą struny G. Może najpierw sami by spróbowali? Każdą rzecz, którą warto robić, warto robić kiepsko tak długo, aż dojdzie się w niej do biegłości.

Zastanów się zatem, w ramach pracy domowej, czy to, co powinno być twoje, jest naprawdę twoje!

Powodzenia!

Umrzeć bez bagażu

Czy wiesz, gdzie znajdują się najcenniejsze miejsca na ziemi?

Nie, to nie są pola naftowe.

Nie, to nie są centra wielkich miast.

Nie, to nie są obszary występowania złota, diamentów i innych cennych kruszców.

Tymi miejscami są cmentarze.

To tam spoczywają ludzkie marzenia, niespełnione nadzieje i nigdy niezrealizowane plany.

Cmentarze są przechowalnią bagażu, który ludzie zabrali ze sobą, odchodząc z tego świata. Świadomi tego, że nie wykorzystali możliwości, jakie świat ten dał im do dyspozycji.

To tam stoją pomniki żalu za przegapionymi okazjami. Pomniki zaniechań, zahamowań i odkładania na później.

To dlatego mowy pogrzebowe jakże często wyrażają smutek, że zmarły odszedł przedwcześnie, a przecież mógł jeszcze tak wiele dokonać. Znacznie rzadziej słyszymy, że opuścił nas człowiek spełniony, który nie zamiatał swoich marzeń pod dywan, tylko wytrwale je realizował.

Nie ciągnij ze sobą bagażu niespełnienia!

Podaruj sobie i światu swoją aktywność!

Jest tyle fajnych rzeczy do zrobienia!

Nie warto zabierać ich do grobu!

Rozebrałem się do naga

Kiedyś, gdy miałem szesnaście lat i nikogo nie było w domu, rozebrałem się do naga, stanąłem przed dużym lustrem i obejrzałem się od stóp do czubka głowy. Oglądając siebie w taki sposób, sporządziłem listę wszystkich swoich niedoskonałości, a przynajmniej tego, co za nie uznawałem. Na przykład (a to tylko przykład), miałem za gęste brwi i dziwny kształt paznokci u rąk – były to tego rodzaju rzeczy. Gdy, o ile dobrze pamiętam, doszedłem do dwudziestej siódmej niedoskonałości, zrobiło mi się niedobrze i zrezygnowałem. Oto, co wówczas pomyślałem: Jeśli tyle widocznych części mojego ciała odbiega od tego, co jest normą, kiedy zacznę roztrząsać inne swoje atrybuty – charakter, inteligencję, wytrzymałość i tym podobne – lista będzie nieskończenie długa.

Bycie szesnastolatkiem to bardzo kłopotliwy stan. Człowiek zamartwia się drobiazgami i nie potrafi określić obiektywnie, gdzie się akurat znajduje; staje się biegły w dziwnych, bezsensownych rzemiosłach i popada w niewolę niewytłumaczalnych kompleksów. Dorastając, uczy się metodą prób i błędów dostać to, czego chce, i odrzucać to, co niepotrzebne. Gdy zaczyna się rozpoznawać własne wady i godzić z faktem niemal nieskończonej liczby niedoskonałości, najlepiej zająć się swoimi mocnymi stronami i nauczyć żyć z tym, co się ma.

Haruki Murakami „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu” (161-162)