Tag: życie

Kościół gnijącego ciała

Doprawdy nie wiem, dlaczego polskich biskupów tak bardzo zajmuje gnijące w grobie ludzkie ciało.

Zawsze myślałem, że w tym wszystkim chodzi o nieśmiertelną duszę, a doczesna powłoka cielesna jest tylko kostiumem odrzucanym przez nią w momencie śmierci.

Niezależnie od przekonań religijnych jestem zdecydowanym zwolennikiem spopielania ciał. Uważam ten akt za najczystszą i najbardziej wypełnioną szacunkiem formę pożegnania bliskich opuszczających ziemski padół. Obrzydzeniem napawa mnie myśl, że ich ciała mogłyby gnić w grobie i być zżerane przez paskudne robactwo.

Spopieliłem swojego Tatę.

Spopieliłem swoją Mamę.

Sam też chciałbym po śmierci obrócić się w proch.

Jaką komukolwiek może to robić różnicę?

A już w szczególności Panu Bogu?

4

Leo Babauta podał ostatnio swój czteropunktowy przepis na dokonywanie kluczowych zmian we własnym życiu („How I Changed My Life, In Four Lines” [zenhabits.net]). Oto filary, na których oparł swoje sukcesy w różnych dziedzinach – bieganiu, przechodzeniu na zdrową dietę czy uzdrawianiu swoich finansów:

  1. Wielką zmianę zacznij od niewielkiego kroku w pożądanym kierunku.
  2. W danym momencie skupiaj się tylko na jednej, najważniejszej zmianie.
  3. Raduj się samym działaniem, zamiast skupiać się na bieżących lub przyszłych wynikach.
  4. Bądź wdzięczny, że dane ci było wykonać każdy kolejny krok.

Za szczególnie ważny i skuteczny element przesłania Leo uważam trzeci z wymienionych punktów. Radość działania najlepiej motywuje do wytrwałości we wprowadzaniu pozytywnych zmian. Bez tego stajesz się Syzyfem bezskutecznie wtaczającym kamień lub Don Kichotem walczącym z wiatrakami.

Wiele osób podziwia moją biegową wytrwałość. Pytają: jak to możliwe, że chce ci się trzy razy w tygodniu pokonywać po 8 kilometrów, biegając w kółko po leśnych ścieżkach i osiedlowych uliczkach? To proste. Miarowy rytm kroków, lekko przyspieszony, lecz równomierny oddech, dotyk wiatru na twarzy i ciekawe podcasty w słuchawkach to przyjemność sama w sobie. A przyzwoity wynik w imprezach typu Biegnij Warszawo lub ukończenie Maratonu Warszawskiego nie są celem, lecz dodatkowym bonusem, który otrzymuję od życia i za który jestem wdzięczny otaczającej mnie rzeczywistości.

Pozytywne myślenie

Pozytywne myślenie bywa przedmiotem niewybrednych kpin, sarkazmu, wielu śmiesznych dowcipów, a także niewesołych refleksji nad marnością otaczającego nas świata.

Tymczasem wszystkie te reakcje są wynikiem fundamentalnego niezrozumienia, czym jest i do czego służy pozytywne myślenie.

Pozytywne myślenie nie jest rzucaniem na wiatr lub bezmyślnym powtarzaniem stwierdzenia:

Wszystko będzie dobrze!

Bo nie ma takiej możliwości, żeby wszystko było dobrze. Bezlitosne reguły rachunku prawdopodobieństwa jednoznacznie podpowiadają, że zapewne coś się nie powiedzie. I co wtedy? Wtedy dochodzisz do błędnego wniosku, że pozytywne myślenie nie działa.

Ale ono działa, jeśli tylko zrozumiesz, że:

Pozytywne myślenie to przychylne nastawienie do własnej działalności, a nie naiwny i daremny trud hipnotyzowania świata.

Pozytywne myślenie jest świadomą wiarą w to, że jeśli już się za coś zabierzesz, to jesteś w stanie zrobić to najlepiej, jak tylko potrafisz. I dołożysz wszelkich starań, żeby tak naprawdę było.

Zatem… niech pozytywne myślenie będzie z tobą!

Wyuczona bezradność

Właśnie trafiłem na poruszający wpis Davida McRaneya „Learned Helplessness” (youarenotsosmart.com) („Wyuczona bezradność”), opublikowany 11 listopada 2009 roku. Artykuł zaczyna się tak:

Powszechne, błędne mniemanie: Jeśli popadniesz w kłopoty, zrobisz wszystko, żeby się z nich wydobyć.

Gorzka prawda: Jeśli nabierzesz przekonania, że nie masz wpływu na swój los, poddasz się i zaakceptujesz nawet najgorszą sytuację, w której się znalazłeś.

To dlatego ludzie popadają w pętlę zadłużenia.

To dlatego bezdomni nie wychodzą z bezdomności.

To dlatego tak wielu, skądinąd inteligentnych ludzi, widząc przypadłości umysłowe polityków, nie bierze udziału w wyborach parlamentarnych i przyczynia się do ich coraz bardziej przygnębiających wyników.

Oczywiście jest sporo „okoliczności przyrody”, których istnienia nie da się zignorować i należy zaakceptować to, że ich zmiana leży poza zasięgiem naszych możliwości. Jednak zbyt często, z wygodnictwa lub właśnie na skutek poddania się losowi, przesuwamy granicę niemożności o wiele za daleko i przyzwyczajamy się do spraw, na które moglibyśmy mieć wpływ, gdybyśmy tylko chcieli.

A ty?

Zastanów się, czy są sprawy, o które pochopnie przestałeś walczyć i wywiesiłeś białą flagę, choć wynik bitwy wcale nie został jeszcze przesądzony.

I zacznij działać!