Tag: zarządzanie

Zadanie na spotkanie

Productive! Magazine 16

Ukazał się długo oczekiwany, kolejny, szesnasty już numer Productive! Magazine. Jak zwykle bogaty w treści i jak zwykle zawierający mój artykuł. Tym razem jest to tekst „Zadanie na spotkanie”, który wbrew pozorom nie traktuje o sztuce organizowania i prowadzenie zebrań.

A o czym?

O tym, jak sprawić, żeby:

  • raport sprzedaży wichajstrów z rozbiciem na województwa był gotowy na piątek;
  • wygląd ekranu logowania został zmodyfikowany zgodnie z uwagami odbiorcy na jutro;
  • uchwyt przechwytu nie wibrował na wolnych obrotach za 5 dni.

Życzę miłej i pożytecznej lektury!

Puuk, puuk, puuk…

Wlazł kotek na płotek i mruga...

Puuk, puuk, puuk, puuk, puuk, puuk, puk, puk, puk…

Czy wiesz, początek jakiej piosenki właśnie wystukałem palcem?

W 1990 roku na Uniwersytecie Stanforda Elizabeth Newton przeprowadziła następujący eksperyment: ze studentów utworzono 120 par: pierwsza osoba miała za zadanie wystukać palcem rytm jakiejś znanej melodii, a druga – odgadnąć jej tytuł. Okazało się, że jest to nadzwyczaj trudne. Tylko trzej słuchacze prawidłowo zidentyfikowali utwór. 117 osobom stukanie z niczym się nie skojarzyło… oprócz alfabetu Morse’a.

Ciekawe jest też to, że studenci, którzy wystukiwali rytm, byli pewni, że ich partnerzy mają co najmniej 50% szans na poradzenie sobie z zagadką. Dlaczego tak sądzili? Ponieważ stukając, słyszeli w swojej głowie poszczególne tony i nie brali pod uwagę faktu, że ta informacja jest niedostępna dla odbiorców ich „komunikatu”.

Po co o tym piszę?

Po to, żebyś zdał sobie sprawę, że twoi podwładni i współpracownicy też w wielu przypadkach nie są w stanie domyślić się, co ci chodzi po głowie. Musisz im to powiedzieć!

Każdy z nas ma nieco inne wspomnienia, skojarzenia i uprzedzenia, które tworzą kontekst naszego odbierania informacji i rozumowania. To dlatego na prosty komunikat: „Wspomóż Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy!” jedni reagują uśmiechem i hojnym datkiem , a inni zmarszczonym czołem i utyskiwaniem na upadek moralności.

Również z tego powodu twoje polecenia i prośby są często opacznie rozumiane przez otoczenie. Dobrze, jeśli jedyną konsekwencją takich nieporozumień jest dużo śmiechu. Gorzej, gdy prowadzą do olbrzymich strat lub tragedii.

Dlatego:

Komunikując się z ludźmi, nie ograniczaj się do wystukiwania rytmu palcem. Otwórz usta i zanuć melodię, żeby słuchacze nie mieli żadnych wątpliwości, o co ci chodzi!

A na koniec rozwiązanie zagadki: „Jaką piosenkę wystukałem na początku tego wpisu?”. Prawidłowa odpowiedź brzmi: „Wlazł kotek na płotek i mruga…”. Przecież to od razu słychać! ;-)

Spóźnialski optymista

Jestem chory, kiedy zanosi się na to, że spóźnię się na jakieś spotkanie lub uroczystość. Albo gdy zagrożony jest termin wykonania przeze mnie dowolnego zadania. Zawsze staram się być przed czasem i najwyżej zaczekać odrobinę dłużej, niż przybywać na styk i w przypadku wypadku narażać cierpliwość ludzi, z którymi jestem umówiony. Szczycę się tym i uważam takie podejście za jedną z najważniejszych swoich zalet.

Tymczasem z artykułu „Optimistic People All Have One Thing In Common: They’re Always Late” [elitedaily.com] dowiedziałem się, że spóźnialstwo jest wyrazem optymistycznej postawy życiowej. Spóźnialski nie jest przypadkiem beznadziejnym, ale wręcz przeciwnie: osobnikiem pełnym nadziei. Wierzy, że wszystko jakoś się ułoży, że zawsze będzie dobrze, więc nie ma co się tak bardzo przejmować punktualnością.

Muszę powiedzieć, że ta teoria wstrząsnęła mną, podważyła tak pieczołowicie pielęgnowany przeze mnie obraz świata i skłoniła do głębokiej refleksji. Coś w tym musi być, ponieważ analiza zachowania wielu moich znajomych wydaje się potwierdzać związek optymizmu ze skłonnością do ignorowania zegarka. Niektórzy z nich, mimo swojej niestabilności temporalnej, odnieśli olbrzymi sukces zawodowy. Nigdy nie mogłem zrozumieć dlaczego. Teraz już wiem!

Oczywiście spóźnialstwo zawszę będzie ci przeszkadzało w realizacji twoich planów życiowych. Ale optymizm, z którego wynika, jest wspaniałym darem mogącym przeważać szalę na twoją stronę.

Powodzenia!

Szefie, jak to zrobić?

Should the boss have all the answers?
(photo by: Simon Saneback [twitter.com/saneback])

Od kilkunastu miesięcy po mediach społecznościowych krąży slajd zaprezentowany w 2014 roku na biznesowej konferencji, która odbyła się w Szwecji. Podsumowuje on wyniki ankiety, w ramach której odpytano ponad 500 tysięcy osób w różnych krajach. Okazało się, że występują ogromne różnice w wymaganiach, jakie pracownicy stawiają swoim szefom. W Indiach i Rosji przeważa przekonanie o przysługującej przełożonemu wszechwiedzy, natomiast Skandynawowie uważają, że każdy w zakresie swoich kompetencji powinien być źródłem organizacyjnej informacji.

Moje poglądy są zbliżone do skandynawskich i wyraża je następujący cytat z książki „Teraz! Jak już dziś zmienić jutro?”:

Czego oczekuje od podwładnych praktycznie każdy szef? Są to tylko trzy rzeczy:

  1. Umiejętność rozwiązywania problemów.
  2. Umiejętność współpracy z innymi ludźmi w celu rozwiązywania problemów.
  3. Rozwiązywanie problemów.

Szef zatrudnia pracowników nie po to, żeby im tłumaczyć, co należy zrobić, ale po to, żeby to oni uzupełniali jego wiedzę i wzmacniali siłę jego oddziaływania na rzeczywistość.

A ty?

Pytasz czy odpowiadasz?

Obciążasz czy odciążasz swojego szefa?