Tag: sprzęt

Jaki system GTD?

Oto pytania, jakie warto sobie zadać podczas kompletowania własnego instrumentarium GTD (metody Getting Things Done Davida Allena):

  1. Czy korzystasz już z jakichś narzędzi? Na przykład z firmowego kalendarza elektronicznego?
  2. Jak obsługujesz swoją pocztę elektroniczną? W wielu przypadkach wygodnie jest trzymać pocztę i listy kontekstowe blisko siebie.
  3. Kto oprócz ciebie powinien mieć dostęp do twoich danych? Czy powinieneś umieszczać je na serwerze czy na swoim dysku?
  4. Co bardziej lubisz: rozwiązania informatyczne czy papierowe?
  5. Jak silnie chcesz zabezpieczyć swoje zapiski przed dostępem osób niepowołanych?
  6. Jak będziesz tworzył kopie zapasowe swoich danych?
  7. Co chcesz ze sobą nosić na co dzień?
  8. Jakimi narzędziami już teraz posługujesz się biegle?
  9. Czy powierzyłbyś tym narzędziom praktycznie każdą informację?
  10. Czy rozwiązania, które bierzesz pod uwagę, są skalowalne?
  11. Czy łatwo je opanować?
  12. Co jesteś w stanie poświęcić dla tych narzędzi? (wygodę, bezpieczeństwo, pieniądze)
  13. Z czym i jak mają się synchronizować twoje dane?

Na podstawie „How to choose a GTD system” / GTD Times.

Duży Kindel u bram

Drżyj, konkurencjo!

Na stronie Amazon pojawiła się informacja, że 19 stycznia 2010 rozpocznie się wysyłka międzynarodowej wersji Kindle DX – czytnika książek elektronicznych z ekranem o przekątnej 9.7 cala. Dla osób, które powstrzymały się do tej pory z zakupem wersji 6-calowej ze względu na zbyt mały, ich zdaniem, ekran, to ciekawa propozycja. Oto najważniejsze parametry urządzenia:

  • wyświetlacz: elektroniczny papier o przekątnej 9.7″, rozdzielczości 1200 x 824 punktów (150 punktów na cal), wyświetlający obraz monochromatyczny o 16 poziomach zaczernienia;
  • wymiary: 264 mm x 183 mm x 10 mm;
  • masa 535 g;
  • wymagania systemowe: brak – nie wymaga posiadania komputera;
  • pojemność pamięci: 4 GB (w tym 3.3 GB dla użytkownika);
  • czas pracy pomiędzy ładowaniami akumulatora: 2 tygodnie z wyłączoną łącznością bezprzewodową, 1 tydzień z włączoną;
  • czas pełnego ładowania akumulatora: 4 godziny;
  • łączność bezprzewodowa: modem komórkowy HSDPA (3G) obsługujący także EDGE/GPRS, Amazon pokrywa wszelkie koszty korzystania z sieci komórkowych;
  • port USB: USB 2.0 (gniazdo mikro-USB) do ładowania akumulatora i opcjonalnego połączenia z komputerem;
  • audio: gniazdo stereo 3.5 mm do podłączenia słuchawek, wbudowane głośniki stereofoniczne;
  • obsługiwane formaty danych: bez konwersji: Kindle (AZW), PDF, TXT, Audible (formaty 4, Audible Enhanced (AAX)), MP3, niechroniony MOBI, PRC; po dokonaniu konwersji: HTML, DOC, RTF, JPEG, GIF, PNG, BMP;
  • cena: $489.00 plus koszty przesyłki i opłat celnych.

Drogo? Nie da się ukryć, ale cena jest zbliżona do cen innych urządzeń dysponujących tak dużym ekranem. Niewątpliwą zaletę stanowi dostęp do olbrzymiej (300 tysięcy publikacji w języku angielskim) księgarni i bardzo wygodny sposób dostarczania książek za pomocą sieci komórkowych.

„Odroczone czytanie” internetu Kindelkiem

Jak już wcześniej pisałem, Amazon Kindle nie zapewnia w Polsce bezpośredniego dostępu do internetu. Nie da się więc surfować za pomocą tego bezprzewodowego czytnika książek. Natomiast „odroczone czytanie” jest jak najbardziej możliwe. We wszechświatowej sieci można znaleźć wiele wartościowych tekstów, wpisów i felietonów, którym wypadałoby poświęcić więcej uwagi niż tylko przemknięcie wzrokiem po nagłówkach i wytłuszczeniach. Takich, które warto byłoby odłożyć do późniejszego przeczytania. Udało mi się znaleźć i przetestować znakomitą metodę wykorzystywania mojego Kindelka do tego właśnie celu.

Marco Arment opracował Instapaper – doskonałe narzędzie wspomagające „odroczone czytanie” internetu. Służy ono do tworzenia półki ze znalezionymi w sieci ciekawymi tekstami. Odnośniki do tych tekstów można grupować w folderach tematycznych:

Instapaper 1

Najważniejsze jest jednak to, że Instapaper za pomocą opcji „Kindle” potrafi ze skatalogowanych w danym folderze tekstów stworzyć jeden, zgrabnie sformatowany, wyposażony w spis treści i hyperlinki plik .mobi:

Instapaper 2

Jeśli przed tą operacją Amazon Kindle zostanie podłączony do złącza USB komputera, powstały w ten sposób plik .mobi można zapisać bezpośrednio w katalogu „documents” czytnika:

Instapaper 3

Nowe pliki pojawiają się natychmiast w katalogu książek urządzenia i można zacząć je czytać w domu, w łóżku, na plaży, na łódce albo w lesie, z dala od jakiegokolwiek zasięgu.

W celach testowych sporządziłem dwa pliki .mobi. Po pierwsze utworzyłem folder „spolsky”, w którym umieściłem odnośniki do trzech tekstów Joela Spolsky’ego (w języku angielskim):

  • „The Duct Tape Programmer”;
  • „Things You Should Never Do, Part I”;
  • „When and How to Micromanage”.

Do pliku .mobi zostały wciągnięte pierwsze dwa teksty. Trzeci był niestrawny zarówno w zestawie, jak i po umieszczeniu go w osobnym folderze. Zapewne występuje jakiś problem zgodności Instapaper z witryną Inc. Oto perfekcyjny wynik konwersji pierwszych dwóch tekstów – odpowiednia treść została pobrana ze stosunkowo złożonej witryny „Joel on Software”:

Kindle Mobi 0

Na drugi ogień poszły trzy artykuły Pawła Wimmera o czytniku eClicto (w języku polskim):

  • „eClicto – własne pliki”;
  • „eClicto – oprogramowanie i księgarnia”;
  • „eClicto – pierwsza przymiarka”.

Umieściłem je w folderze „eclicto”, poddałem konwersji i zapisałem w Kindelku. Kolejność w spisie treści okazała się zgodna z kolejnością zdefiniowaną w folderze Instapaper, polskie litery nie sprawiły żadnego kłopotu, czytelność tekstu jest doskonała, a ilustracje wyraźne, choć czarno-białe. W tym przypadku Instapaper także poprawnie rozpoznał, co jest właściwą treścią wpisu, a co tylko oprawą:

Kindle Mobi 1

Kindle Mobi 2

Eksperyment ten przekonał mnie, że Amazon Kindle w połączeniu z Instapaper jest doskonałym narzędziem do „odroczonego czytania” internetu. Format .mobi, w przeciwieństwie do PDF, nie narzuca sztywnego formatu prezentacji tekstu, a Instapaper zaskoczył mnie inteligencją wyboru ze stron internetowych tych treści, o które chodzi czytelnikowi.

Artyleryjska Barbara

Powszechnie wiadomo, że Święta Barbara jest patronką górników. Ale nie tylko. Artylerzyści też wybrali ją na swoją opiekunkę. A artyleria to Bóg Wojny. Kto nie wierzy, może pojechać do Torunia i odczytać stosowny napis nad bramą wjazdową na tamtejszy poligon.

Niezależnie od poglądów każdego z nas na kwestie wojny i pokoju, należy wyraźnie stwierdzić, że gdyby nie artyleria, być może nie dożylibyśmy czasów, kiedy komputer osobisty zawitał do naszych domów.

Jednym z głównych impulsów do rozwoju techniki obliczeniowej w pierwszej połowie XX wieku były potrzeby wojskowych – przede wszystkim w zakresie zestawiania tabel do wyliczania nastaw dla artylerii strzelającej ogniem pośrednim, czyli do celów, które są niewidoczne ze stanowiska ogniowego. Na to, gdzie upadnie pocisk, wpływa wiele czynników (balistycznych, technicznych i meteorologicznych), których ogarnięcie za pomocą prostego wzoru jest niemożliwe. Posługiwano się zatem tabelami, które pozwalały uwzględniać te czynniki w procesie strzelania i odpowiednio modyfikować nastawy służące do wycelowania lufy. Zestawianie takich tabel dla każdego rodzaju działa i amunicji wymagało wystrzelenia kilku wagonów pocisków lub wykonania skomplikowanych obliczeń. I właśnie w tym celu skonstruowano pierwsze komputery, których legendarnym reprezentantem jest ENIAC (Electronic Numerical Integrator and Computer) zbudowany na zamówienie amerykańskiego Wojskowego Laboratorium Balistycznego w Aberdeen w stanie Maryland przez naukowców z Moore School of Electrical Engineering wchodzącej w skład Uniwersytetu stanu Pensylwania.

W ten sposób mordercze potrzeby wojskowych przyczyniły się do przełamania pierwszych lodów w procesie udowadniania, że zbudowanie programowanej maszyny szybkoliczącej jest możliwe. A potem już poleciało z górki.

Przyjmijcie zatem, w dniu swojego święta, Drogie Barbary, Odważni Górnicy i Celni Artylerzyści, życzenia wszystkiego najlepszego i możliwości użycia waszych umiejętności i mocy w słusznych jedynie i szlachetnych sprawach.