Tag: sprzęt

BMW TesTeqa

Zachęcony przez jednego z komentatorów chciałbym dziś zaprezentować BMW TesTeqa, czyli mój Blogowy Minimalistyczny Warsztat twórczy. Inaczej mówiąc, skromny zestaw narzędzi, dzięki którym powstają wpisy zamieszczane w BIZNESIE BEZ STRESU.

Na początku mojej blogowej kariery korzystałem z edytora Microsoft Word, a plik zawierający wszystkie teksty nosiłem ze sobą na karcie pamięci SD. Na szczęście codziennie tworzyłem kopie zapasowe, więc nie poniosłem żadnych strat, kiedy okazało się, że karty pamięci mają czasami… słabą pamięć.

Ponad rok temu całkowicie zmieniłem wyposażenie warsztatu i przeniosłem go w obłoki.

Może to dziwne, ale centralnym narzędziem mojego BMW uczyniłem konto pocztowe GMail. Każdy pomysł na wpis, szkic wpisu i gotowy wpis przechowuję w postaci „wersji roboczej” listu do nikogo. Rozwiązanie to ma następujące zalety:

  1. Mogę łatwo gromadzić pomysły na wpisy, logując się na to konto lub wysyłając list z innego konta.
  2. Mogę łatwo przeszukiwać wpisy, korzystając z mechanizmów GMail.
  3. Mogę łatwo pisać i korygować teksty oraz sprawdzać ich poprawność za pomocą podstawowego słownika ortograficznego udostępnianego przez Google oraz za pomocą słowników wbudowanych w nowoczesne przeglądarki internetowe.

Wpisy formatuję ręcznie za pomocą znaczników html, dzięki czemu całkowicie panuję nad wyglądem każdej notki.

W tym roku zacząłem okraszać swoje teksty odpowiednimi ilustracjami. Czasami są to obrazki mojego autorstwa, ale znacznie częściej korzystam z olbrzymich zasobów serwisu Flickr. Wybieram te fotografie, które są opublikowane na licencji Creative Commons – uznanie autorstwa. W tym miejscu ujawnia się dodatkowa zaleta GMaila: wybrane ilustracje mogę załączać do przygotowywanych wpisów jako… załączniki.

Gdy tekst jest gotowy do publikacji, kopiuję jego treść do bloxa, umieszczam towarzyszącą mu ilustrację w zasobach blogu i publikuję zgodnie z przyjętym harmonogramem. Wpis przeniesiony do bloxa oznaczam w GMailu etykietą biz-blox-done.

I to wszystko. Oprócz błękitnego nieba. :-)

Wylewanie dziecka z kąpielą

Kindle price

W liceum miałem nauczycielkę geografii, która objawy ignorancji i nieuctwa wśród młodzieży kwitowała zwykle następującą wypowiedzią:

Mówiłam, tłumaczyłem, dyktowałam do brudnopisu i co? I NIC!

Cytat ten niczym błyskawica zajaśniał w mojej głowie, gdy zobaczyłem powyższą ofertę cenową dla książki „Making Ideas Happen”:

  • cena wydania elektronicznego (Kindle) = $18.71
  • cena wydania papierowego (twarde okładki) = $11.69

Na rynku amerykańskim wybór wydaje się jednoznaczny: „Drwale! Wycinajcie drzewa!”. A i z polskiej perspektywy, nawet po doliczeniu kosztów przesyłki przez Atlantyk, wydanie w eleganckiej twardej oprawie nie jest wcale droższe od paczki bitów bezszelestnie pomykającej po internetowych łączach.

Przemysł fonograficzny już to przećwiczył, ale, jak widać, każdy chce się uczyć na własnych błędach, więc wydawcy książek bezczelnie korzystają z zasobności portfeli tych, których stać na zakup czytnika Amazon Kindle. W ten sposób dla doraźnego zysku próbują zawrócić kijem Wisłę, to znaczy podtrzymać sprzedaż książek papierowych. Za wszelką cenę, jak mniemam.

Podobna, oczywista niedorzeczność wystąpiła kiedyś w momencie pojawienia się na rynku płyt CD, które wyparły kasety magnetofonowe (czy ktoś oprócz mnie pamięta jeszcze te czasy?). Otóż przez cały okres współegzystowania tych nośników na rynku ceny kaset w sklepie muzycznym były o połowę niższe od cen płyt CD z tą samą zawartością. Biorąc pod uwagę fakt, że jednostkowy koszt wyprodukowania kasety był wielokrotnie wyższy, widać było jak na dłoni, że ktoś tu kogoś robi w konia. I w dodatku nie wiadomo, po co!

Cóż, jak dotąd w dziedzinie książek elektronicznych firmie Apple nie udało się narzucić agresywnej polityki cenowej (takiej, jak w przypadku muzyki), więc nie jest wykluczone, że po pierwszych zachwytach ludzie powrócą do kupowania zadrukowanych, ściętych drzew.

Tylko, czy o to tak naprawdę wszystkim nam chodzi? Tracą na tym zarówno czytelnicy, jak i, w dłuższej perspektywie, wydawcy i autorzy. Zobaczymy, czy walka konkurencyjna pozwoli na zwycięstwo rozsądku nad doraźną pazernością.

iPad dla… no właśnie. Dla kogo?

Oglądając zdjęcia z premiery tableta iPad firmy Apple zacząłem się zastanawiać, dla kogo przeznaczone jest to urządzenie. Oto moja analiza poszczególnych funkcji iPada:

  1. iPad jako przeglądarka internetowa. Wygląda na to, że jest to sztandarowe funkcja tableta. Szybka, przystosowana do dotykowej obsługi przeglądarka Safari powinna zapewniać miłe i wygodne surfowanie po internecie. Oczywiście w zasięgu bezprzewodowej sieci lokalnej WiFi lub, w przypadku droższych modeli, sieci telefonii komórkowej trzeciej generacji.
  2. iPad jako klient poczty elektronicznej. Z daleka funkcja ta wygląda imponująco, jednak dwuręczne korzystanie z dotykowej klawiatury wymaga położenia tableta na biurku lub na kolanach. W pierwszym przypadku patrzymy na ekran pod pewnym kątem, co moim zdaniem jest nieergonomiczne i będzie powodować odbijanie się otoczenia w szklanej powierzchni ekranu. W drugim przypadku konieczne jest założenie nogi na nogę (tak jak robił to Steve Jobs podczas prezentacji), co na dłuższą metę bywa niewygodne. No i to pochylenie głowy do przodu powodujące zwyrodnienie kręgosłupa szyjnego!
  3. iPad jako ramka do fotografii. Przewijanie fotografii muśnięciem dłoni to element interfejsu użytkownika, który swoją doskonałością zamyka drogę rozwojową w tej dziedzinie. Lepiej już po prostu się nie da. Ale przeglądanie to jedno, a załadowanie swoich fotografii do urządzenia to drugie. iPad nie dysponuje żadnym złączem umożliwiającym podłączenie aparatu fotograficznego, pamięci USB lub karty SD. Zdjęcia trzeba przesyłać, synchronizując urządzenie z innym komputerem za pomocą oprogramowania iTunes. Chyba wolę telewizor lub odtwarzacz DVD z odpowiednimi złączami.
  4. iPad jako telewizor. Moc obliczeniowa tableta wystarcza do płynnego oglądania filmów i programów w rozdzielczości HD. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że urządzenie to należy trzymać w rękach oglądając dwugodzinny film. Można je ustawić na podstawce, ale czy nie prościej i wygodniej jest po prostu włączyć telewizor? Na pewno zdrowiej dla kręgosłupa.
  5. iPad jako odtwarzacz muzyczny. No cóż… Do kieszeni się nie zmieści, więc należy traktować tę funkcjonalność jako dodatek otrzymany w promocji.
  6. iPad jako czytnik książek elektronicznych. Tu pomocne będzie porównanie z Amazon Kindle DX:
    Parametr Apple iPad Amazon Kindle DX
    Wymiary [mm] 242.8 x 189.7 x 13.4 264.2 x 182.9 x 9.7
    Masa [kg] 0.73 0.54
    Ekran 9.7″ LCD/IPS/LED 9.7″ E Ink Vizplex
    Rozdzielczość 1024 x 768 1200 x 824
    Kolor TAK NIE
    Dotykowy? TAK NIE
    Klawiatura Dotykowa Prztyczki
    Pamięć 16GB 4GB
    Cena $629 $489

    Każdy może wyciągnąć własne wnioski, ale ja do czytania książek wybrałbym Amazon Kindle DX. Świecące ekrany zbyt męczą moje oczy.

  7. iPad jako komputer/konsola do gier. Większość spośród 140 000 aplikacji opracowanych dla iPhone’a powinna działać w skali 1:1 i w trybie dwukrotnego powiększenia. Nowe aplikacje będą wykorzystywały dodatkowe zasoby urządzenia. Kto wie? Może doczekamy się „zabójczej aplikacji”.
  8. iPad jako elektroniczna mapa. Wszystko byłoby dobrze, gdyby prawdopodobnie (informacje są w tym względzie niejednoznaczne) nie zapomniano wbudować prawdziwego odbiornika nawigacji satelitarnej GPS. Po prostu tego nie rozumiem. W dzisiejszych czasach?
  9. iPad jako osobisty asystent. Kalendarz, książka adresowa i notatnik są piękne i intuicyjne. Ale przecież to samo mogę mieć w iPhone’ie, który mieści się w kieszeni!
  10. iPad jako narzędzie profesjonalisty. Badania pokazują, że profesjonaliści (architekci, projektanci, muzycy, pisarze, menedżerowie itp.) znacznie efektywniej wykonują swoją pracę, gdy mają do dyspozycji standardową klawiaturę i mysz. Urządzenia dotykowe nie zapewniają odpowiedniej precyzji i szybkości działania. iPad umieszczony w oferowanej przez Apple podstawce z klawiaturą mógłby pełnić taką rolę, ale wówczas użytkownik musiałby dodatkowo wozić ze sobą takie akcesorium. Wątpię, żeby zestaw taki zapewniał wygodną pracę w podróży.
  11. iPad jako telefon/wideotelefon. Nic na ten temat. Z podanych informacji wynika, że dostępne będą tylko usługi przesyłania danych.

Podsumowując, uważam, że iPad jest kolejnym dziełem sztuki w dziedzinie wzornictwa przemysłowego i powinien być omawiany na zajęciach z projektowania wyrobów i interfejsów człowiek-maszyna, mimo że nazbyt przypomina iPoda Touch.

Dręczy mnie jednak zasadnicza wątpliwość:

Czy ludzie potrzebują komputerów w kształcie tabliczki?

Moim zdaniem: NIE!

Uważam, że standardowy notebook/netbook jest doskonalszą i wygodniejszą w użytkowaniu formą komputera osobistego – przynajmniej w przypadku narzędzia służącego twórczemu człowiekowi XXI wieku. Tabliczka być może bardziej się przyda biernemu konsumentowi treści multimedialnych, przesiadującemu od rana do wieczora na kanapie.

A ty? Co o tym sądzisz?

Naleśnik z jabłkiem

Składniki:

  • wizja a la Steve Jobs;
  • pasja a la Steve Jobs;
  • perfekcja a la Steve Jobs.

Trzepaczką rózgową wymieszać dokładnie wizję z pasją. Ubić perfekcję i delikatnie dodać do ciasta. Patelnię rozgrzać na ogniu i nalewać na nią przygotowane ciasto w akuratnych ilościach, tak żeby naleśnik nie był zbyt gruby. Jeśli zrobią się kluski, to znaczy, że temperatura patelni była niewystarczająca. Następnie posmarować naleśnik nadzieniem jabłkowym i podać w miłej atmosferze, na gustownym talerzu gościom czekającym cierpliwie już od wielu lat.

Ach, chyba naprawdę zgłodniałem… Z jednej strony iPad jest tylko powiększonym iPodem Touch, ale legendarna łatwość obsługi aplikacji dopasowanych do urządzenia i możliwość podłączenia prawdziwej klawiatury (nareszcie), to atuty, które trudno będzie przebić konkurencji.

Smacznego!