Tag: sport

To dla Tatusia

Kiedy byłem kilkuletnim brzdącem, co roku na przełomie lutego i marca jeździliśmy całą rodziną na narty do Bukowiny Tatrzańskiej. Był tam wtedy tylko jeden wyciąg – „wyrwirączka” przy Klinie. Wiecie, jak wyglądał wyciąg typu „wyrwirączka”? To była po prostu stalowa lina rozciągnięta pomiędzy dwoma kołami: górnym-napędzającym i dolnym-napinającym. Każdy narciarz dostawał drewniany kołek z ukośną szczeliną, za pomocą którego przyczepiał się do liny. Brzdące, takie jak ja, miały kłopot w tych miejscach, gdzie lina wznosiła się wyżej. Musieliśmy trzymać ją pod pachą i jechać za jakimś ciężkim narciarzem, który ściągał ją w dół. Inaczej groziła nam utrata kontaktu z ziemią i odpadnięcie z wyciągu.

Ale nie o tym chciałem napisać…

Otóż po jeździe na nartach, stałym punktem dnia był torcik cytrynowy w kawiarni nieopodal poczty. Rodzice i ich znajomi popijali kawę, a ja sam lub z kolegami buszowałem po całym lokalu.

Pewnego razu postanowiłem sprawić przyjemność mojemu Tacie. Ujrzałem – przechodzącą między stolikami – piękną, zgrabną, młodą dziewczynę w czerwonym swetrze. Doskoczyłem do niej, chwyciłem mocno za spodnie narciarskie i zacząłem ciągnąć w kierunku naszego stolika, wrzeszcząc na całą kawiarnię:

To dla Tatusia! To dla Tatusia!

Wszyscy w jednej chwili ryknęli głośnym śmiechem, zupełnie jak w piosence Wojciecha Młynarskiego. Dziewczyna momentalnie zrobiła się cała czerwona, wyrwała się z moich objęć i umknęła na dwór.

Ta przygoda była pierwszym zanotowanym przez historię przypadkiem mojego zainteresowania płcią odmienną oraz świadectwem wspaniałej atmosfery, w jakiej miałem możliwość przeżyć swoje dzieciństwo.

2008 – podsumowanie

W 2008 roku:

  • Przebiegłem po stadionie, plaży i ulicach 374,3 km (w tym udział w 10k Nike Human Race).
  • Przepłynąłem w basenie 93,25 km.
  • Windsurfowałem przez 60 godzin i 28 minut osiągając prędkość maksymalną 40,5 km/godz.

Mogło być lepiej, ale mogło też być znacznie gorzej. :-)

Jeśli w dwa tysiące ósmym ruszałeś się mniej ode mnie, spróbuj w tym roku prześcignąć TesTeqa!

Kryj się, leci piłka!

Przez pierwsze lata pobierania nauk w szkole podstawowej nie byłem orłem w dziedzinie sprawności fizycznej. Na szczęście ponad połowę klasy stanowiły ofiary podobne do mnie, więc sytuacja nie wyglądała zbyt tragicznie.

W grach zespołowych bardzo często stosuje się krycie zawodników przeciwnika, które polega na uganianiu się za takim delikwentem i próbach nie dopuszczenia do swobodnego przyjęcia przez niego i rozegrania piłki. Kryje się więc wtedy, kiedy piłkę ma drużyna przeciwna.

Tymczasem ja, biorąc pod uwagę swoje braki sprawnościowe, wypracowałem technikę krycia zawodników przeciwnika wtedy, gdy to moja drużyna miała piłkę. Umiejętnie plątałem się wówczas wśród przeciwników, nie dając moim kolegom żadnych szans na podanie mi piłki. W przeciwnym przypadku mogliby przecież rzucić ją w moim kierunku. I co wtedy? Pewnie bym nie złapał albo bym się potknął, albo wybiłaby mi palec. A nawet gdybym złapał, to pewnie natychmiast odrzuciłbym (albo odkopał) ją na oślep, byle tylko pozbyć się kłopotu.

Na szczęście wziąłem się do roboty, zacząłem w domu trenować i pod koniec podstawówki przestałem na wuefie bać się przejmować inicjatywę i brać odpowiedzialność za wynik zespołu.

Wiele lat później zauważyłem, że unikanie odpowiedzialności i strach przed podjęciem działania jest zjawiskiem powszechnym i dotyczy wszelkich dziedzin życia, a nie tylko wychowania fizycznego.

A ty? Czy wciąż kryjesz się wśród przeciwników, kiedy twoja drużyna ma piłkę i możesz otrzymać podanie?