Tag: sport

To nie do wiary!

Ciepły listopad 2010

To nie do wiary!

Zwykle 1 listopada był dla mnie pierwszym dniem zimowego sezonu kalesonowo-rajstopowego.

A tu masz babo placek!

Temperatura +14 stopni, ciepłe słoneczko i brak jakichkolwiek możliwości usprawiedliwienia gnuśności.

Skoro tak, skoro wizyty na cmentarzach zostały wykonane z należytą starannością, nie pozostało mi nic innego, jak przywdziać krótkie spodenki i lekką koszulkę z krótkimi rękawami i pogalopować do lasu. A tam, za drzewem, czaiła się, niczym wilk na Czerwonego Kapturka, Pani TesTeqowa uzbrojona w aparat fotograficzny. W ten sposób zostałem przyłapany na gorącym – tak, tak, naprawdę gorącym – uczynku, co widać na powyższym zdjęciu.

Szkoda tylko, że dzień skrócił się w ten weekend o godzinę, więc trudniej będzie zdążać po pracy na popołudniową przebieżkę. Ale póki co, pogoda dopisuje!

Niektóre przejawy globalnego ocieplenia są naprawdę miłe! :-)

Zwariowany weekend

Po pierwsze muszę przyznać się do kapitulacji: „weekend” tak się zadomowił w polszczyźnie, że żaden „zapiątek” już go nie zastąpi. Ale to tak na marginesie.

Sobota zaczęła się normalnie, to znaczy o ósmej rano zafundowałem sobie półgodzinne pływanie. Poranki w dni wolne od pracy to świetna pora na trening. Jest luźno i profesjonalnie. Spotykasz wtedy tylko tych, którzy przychodzą pływać wzdłuż, a nie w poprzek. :-)

A po południu wybraliśmy się z TesTeqiem Juniorem na zawody gokartowe. I to wcale nie w charakterze biernych obserwatorów, ale zawodników. Co prawda zielonych (nigdy przedtem nie jeździliśmy takimi pojazdami), ale gotowych na zwycięstwo. Na okrążenia treningowe, a potem kwalifikacyjne pierwszy wyruszyłem ja:

Gokarty TesTeq

Jeździłem rozważnie i romantycznie, budząc zachwyt rozpalonych fanek. Po mnie na torze pojawił się TesTeq Junior i pokazał ojcu, gdzie raki zimują. Ale ja zamiast zazdrościć, chodziłem dumny jak paw:

Gokarty TesTeq Junior

Niestety szybciej od nas jeździł jakiś koleś ze złamaną ręką, co naszą porażkę przyprawiło dodatkową nutką goryczy. :-)

Niedziela też rozpoczęła się standardowo – od porannej wizyty na basenie. Jednak zaraz potem wszyscy zapakowaliśmy się do samochodu i pojechaliśmy robić utrudnienia w ruchu w centrum Warszawy, biorąc udział w biegu ulicznym na 10 kilometrów Biegnij Warszawo. Razem ze mną wystartował TesTeq Junior i Panna TesTeqówna, a nasze wysiłki wspierała Pani TesTeqowa. Wszyscy ukończyliśmy bieg bez zatrzymywania się, a ja pobiłem swój zeszłoroczny rekord (54’55”) wynikiem 53’04”. Gdybym nie zaplątał się i nie wypadł z rytmu przy wodopoju na szóstym kilometrze, to pewnie udałoby mi się zejść poniżej 53 minut. Na poniższym zdjęciu nasza trójka przed biegiem i nas dwóch już z medalami:

Biegnij Warszawo 2010

Ale to jeszcze nie koniec. Po obiedzie pojechałem nad Zalew Zegrzyński zabrać z przechowalni swój sprzęt windsurfingowy – wszak to koniec sezonu. Deska i dwa żagle ułożyły się na trawie udając motyla i pomachały skrzydłami wygładzonej zmierzchem gładkiej tafli wody. Do zobaczenia za rok…

Windsurfing 2010 Koniec Sezonu

Porównywanie czasów

Jeśli regularnie biegasz na różnych dystansach, ciekawić cię może, jak obliczyć oczekiwany czas przebiegnięcia 10 kilometrów albo maratonu na podstawie czasu uzyskanego na dystansie 5 kilometrów. Do tego celu możesz posłużyć się prostym wzorem, który zaproponował Peter Riegel:

t2 = t1 * (d2 / d1)^1.06

Mówiąc ludzkimi słowami: t2 – przewidywany czas przebiegnięcia dystansu d2 jest równy czasowi t1, w którym przebiegłeś dystans d1 pomnożonemu przez stosunek dystansów d2 i d1 podniesiony do potęgi 1.06. To właśnie ten eksperymentalnie dobrany współczynnik 1.06 ma za zadanie uwzględnić fakt, że w tych samych warunkach, przy tym samym wysiłku dłuższy dystans pokonujesz z mniejszą prędkością.

Na podstawie „Predicting running injury by analyzing my normalized running times” i „FAQ: Race time predictor” / Running For Fitness.

O czy myśli Murakami?

Dla odmiany (lecz czy jest to naprawdę odmiana?) czytam pamiętnik Haruki Murakamiego „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu”. Książka ta dokumentuje przygotowania autora do maratonu w Nowym Jorku w 2005 roku, ale nie tylko. Jest też pretekstem do przedstawienia drogi człowieka od niepisania do pisania, od niebiegania do biegania oraz pokrętnych ścieżek, jakimi chadza ludzka motywacja. Jeśli biegasz, książka ta przypadnie ci do gustu. Jeśli nie biegasz, być może przekona cię do biegania. Jeśli palisz papierosy, niewykluczone, że po jej lekturze rzucisz ten cuchnący nałóg. Zachęcam cię do sięgnięcia po tę krótką, ale ważną książkę. Oto cytat, który pozwoli ci wyrobić sobie zdanie na temat zgodności światopoglądu Murakamiego z twoimi przekonaniami:

O czym myślę, biegnąc? Zazwyczaj zadają mi to pytanie ludzie, którzy nigdy nie biegali na długich dystansach. Zawsze zastanawiam się nad nim głęboko. O czym dokładnie myślę, kiedy biegnę? Nie mam zielonego pojęcia.

Kiedy jest zimno, chyba myślę o tym, że jest mi zimno. I o tym, że jest mi gorąco w gorące dni. Kiedy jestem smutny, myślę trochę o smutku. Kiedy jestem wesół, myślę trochę o radości. Jak już wspomniałem wcześniej, wracają też do mnie przypadkowe wspomnienia. A bardzo rzadko – tak rzadko, że szkoda o tym mówić – wpadam na pomysł, który wykorzystuję w powieści. Mówiąc szczerze, kiedy biegnę, nie myślę o niczym wartym zapamiętania.

Biegnąc, nic nie robię, tylko biegnę. Zasadniczo biegnę w pustce. Innymi słowy, biegnę po to, żeby osiągnąć pustkę. Ale jak można się spodziewać, w takiej pustce myśli kryją się naturalnie. To oczywiste. W ludzkim umyśle nie może istnieć całkowita pustka. Emocje ludzkie nie są wystarczająco silne ani zintegrowane, żeby dać sobie radę z prawdziwą nicością. Chodzi mi o to, że myśli i idee, które wpływają na moje emocje, gdy biegnę, są podporządkowane pustce. Ponieważ brakuje im treści, są przypadkowymi myślami gromadzącymi się wokół pustki znajdującej się w środku.

Myśli, które przychodzą mi do głowy, kiedy biegnę, są jak chmury na niebie. Chmury o najrozmaitszych kształtach. Przychodzą i odchodzą, a niebo pozostaje zawsze takie samo. Chmury są tylko gośćmi na niebie, przepływają przez nie i znikają na zawsze, zostawiając za sobą niebo. Niebo jednocześnie istnieje i nie istnieje. Jest namacalne i nie jest. A my akceptujemy ten wielki ogrom i chłoniemy go.

Haruki Murakami „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu” (23-24)

Jako niestrudzony propagator GTD (metody Getting Things Done Davida Allena), czuję się w obowiązku dodać, że co istotniejsze chmury jesteś w stanie ocalić od zapomnienia, jeśli masz przy sobie jakieś urządzenie od zapisywania nawiedzających cię myśli. Szkoda, żeby ludzkość zmagała się latami z problemem, którego rozwiązanie rozbłysło w twojej głowie na szóstym kilometrze porannej przebieżki!