Jeszcze 14 dni i 42 195 metrów do mety…
Tag: sport
Nowe słuchawki
Jak zapewne wiesz, jestem twórcą i wyznawcą teorii podwójnego wykorzystywania czasu. W przypadku biegania ideę tę realizuję, słuchając podcastów nagranych na iPoda Shuffle. Dotychczas pośrednikiem pomiędzy odtwarzaczem a moimi uszami były słuchawki Creative HQ-80, które w pełni zaspokajały moje potrzeby, a w chłodne dni stanowiły nawet pewną ochronę przed zimnym wiatrem:
Jednak ostatnio systematycznie zwiększam przebiegane podczas treningów dystanse (ciekawe, po co…) i okazało się, że po dziesiątym kilometrze zaczynają boleć mnie małżowiny uszne. Duża słuchawka dociska je do zausznika oprawki okularów i na dłuższą metę staje się to uciążliwe. Ponadto pałąk z tyłu głowy obciążony jest nawiniętym na niego kablem (żeby się nie plątał), co utrudnia utrzymywanie właściwego położenia słuchawek na głowie.
W związku z tym sprawiłem sobie nowy, pozbawiony powyższych wad sprzęcik: słuchawki Sennheiser PMX 680 Sports (z logiem Adidasa na opakowaniu):
Wczoraj, przystrojony w nie, pokonałem 20 kilometrów i doceniłem ich niezwykłą lekkość, odporność na pot, krótki kabel (50cm, ale w komplecie jest przedłużacz z regulacją głośności) oraz dobrą jakość dźwięku. Jedyne, co może w pewnych warunkach przeszkadzać, to szum wiatru, ale zmieniając położenie pałąka można zredukować to zjawisko.
Cieszę się z tego zakupu: teraz mogę, słuchając podcastów, biegać nie wiadomo gdzie, albo jeszcze dalej!
Life is good @Jurata
Niech się wstydzi ten, kto widzi!

To były super wakacje!
Licealne lato i nowa pasja sportowa: narty wodne.
W arkana tego wspaniałego, choć nieco hałaśliwego sportu wprowadzała mnie koleżanka, której tata dysponował odpowiednim „sprzętem ciągającym”.
Początki są zawsze trudne, start wymaga nieco treningu w dziedzinie utrzymywania równowagi przód-tył, ale potem rozpoczyna się wspaniały czas nauki kolejnych ewolucji. Najpierw są to niewielkie skręty, potem przejazd przez falę, którą wytwarza ślizgająca się po wodzie motorówka, później odrzucenie jednej z nart, slalom i wreszcie zaczepienie się nogą za orczyk i rozłożenie rąk na boki – nagrodzone oklaskami widzów zgromadzonych na brzegu jeziora i na pomoście. Oczywiście zdobycie każdej nowej sprawności jest okupione wielokrotnymi kąpielami i doskonaleniem się w startach z wody. Ale przecież to sama przyjemność, a nie kłopot!
I tu dochodzimy do sedna sprawy. Ucząc się nowych rzeczy, zdobywając nowe umiejętności, musisz popełniać błędy i podejmować próby ich korygowania. Świadomość tego faktu paraliżuje wiele osób, które, zamiast korzystać z okazji do odkrycia całkiem nowych doznań, wycofują się do swojej jaskini i szukają wymówek – na przykład, że woda jest za zimna. Moja narciarsko-wodna koleżanka miała dla takich ludzi znakomitą radę:
Niech się wstydzi ten, kto widzi!
Myślę, że jest to dobre motto, które powinieneś sobie powtarzać, gdy czujesz się skrępowany swoją początkową nieporadnością i możliwością ośmieszenia się.
Do dzieła!
Niech się wstydzi ten, kto widzi!