Tag: rodzina

Brukarz? Brukam!

Korzystając z chwili wolnego czasu, postanowiłem prowizorycznie zaradzić zapaści, jakiej doznał mój podjazd do garażu.

Nie spodziewałem się, że tak trudno jest wyjąć pierwszą kostkę z dobrze ułożonej nawierzchni.

Nie przewidziałem też, że nie da się wszystkich kostek upchnąć z powrotem tam, gdzie przedtem z powodzeniem się mieściły.

Zadziwiające!

A oto moje dzieło: prowizorka jak się patrzy, ale kamieniem krytyki ma prawo rzucić tylko ten, kto choć raz w życiu kamienie układał!

Dziękuję za moralne i fizyczne wsparcie Pani TesTeqowej i Pannie TesTeqównie!

BRUKARZ1

BRUKARZ2

Święty Mikołaj wierzy we mnie!

Droga do sukcesu

Święty Mikołaj wierzy we mnie!

Ale najważniejsze, że wierzą też najbliżsi!

Pod choinkę dostałem spersonalizowany kalendarz „Krzysztof – Człowiek Sukcesu”!

I nikt się temu nie dziwił!

Wrześniowa karta tego kalendarza prezentuje książkę mojego autorstwa!

Skoro tak, to nie mogę zawieść Mikołaja!

Od stycznia ruszam do pracy, a postępy mojego działania będziecie mogli obserwować na bieżąco w BIZNESIE BEZ STRESU.

I nie jest to żadne zobowiązanie noworoczne ani marzenie ściętej głowy, ale konkretny plan, którego pierwszym działaniem jest ten właśnie wpis.

Liczę na zachęcający doping, ale i gwizdy, kiedy będę stał, zamiast biegać po autorsko-wydawniczym boisku.

Globalne ocieplenie serc

„Kevin sam w domu”? NIE!

„Szklana pułapka”? NIE!

Zamiast karmić się brutalnością tych filmów, pójdź na długi spacer albo wspólnie z bliskimi pośpiewaj kolędy!

A jeśli już musisz spędzić trochę czasu na kanapie przed telewizorem, obejrzyj „Krainę Lodu” – opowieść o tym, jak bardzo potrzebujemy miłości i jak strach sprawia, że z niej rezygnujemy.

Być może, tak jak ja, zapamiętasz z tego filmu następujące cytaty:

„Serce jest bardzo trudno odmienić, z głową zawsze można powalczyć.”

„Bo dla niektórych to warto się roztopić.”

„Tylko wielka miłość może rozpuścić lód w sercu.”

Pamiętaj o tym przy wigilijnym stole. Na nieprzyjazny gest, jeśli się taki zdarzy, nie reaguj złością. Ten ktoś – twoja teściowa, dziecko, mąż – czegoś się bardzo, bardzo boi. I chowa się przed tym strachem w swoim lodowym zamku najeżonym kolcami. Tylko miłość może roztopić ten lód.

Podobno zagraża nam globalne ocieplenie. Jeśli już, niech to będzie globalne ocieplenie serc. Naszych serc.

Tego ci właśnie życzę z okazji Świąt Bożego Narodzenia 2014.

Trzymaj się ciepło!

Policz wakacje!

„Jedną z moich ulubionych list, do których mam zwyczaj okresowo zaglądać, jest wykaz ferii i wakacji do wspólnego spędzenia z dziećmi. To nadaje lepszą perspektywę wyborom, których dokonujemy razem z moją żoną.” – parafraza wpisu opublikowanego w serwisie Twitter przez Mike’a Williamsa, Prezesa David Allen Company.

Jeśli zatrzymasz się na chwilę i zastanowisz, łatwo policzysz, że do momentu wejścia twoich dzieci w samodzielną dorosłość masz do zagospodarowania zaledwie kilkanaście letnich i kilkanaście zimowych wyjazdów wakacyjnych. Mniej niż trzydzieści okazji do bezmyślnego przebąblowania dłuższych okresów „wolności” albo spędzenia ich z pełną intensywnością, na jaką stać ciebie i twoją rodzinę.

Możecie przesiedzieć ten czas przed telewizorem lub komputerem albo wylegiwać się na plaży. Ale możecie też zwiedzić ciekawe miejsca, nauczyć się wypalać gliniane garnki, zbudować indiański szałas lub pograć w ping-ponga. Możecie stworzyć wspólną przestrzeń wspomnień, której nie da się zastąpić pieniędzmi, prezentami, telewizją czy internetem.

Podobnie jest z tymi kilkunastoma okresami Świąt Bożego Narodzenia, zanim cynizm i nauka zadadzą śmiertelny cios Świętemu Mikołajowi przynoszącemu dzieciom prezenty z Tesco lub Biedronki.

Jeśli właściwie zadbasz o „bycie razem”, zamiast kupować szczęście na straganach, to i ciebie spotka takie miłe zaskoczenie, jak mnie w minioną sobotę.

Nikt nie spodziewa się Świętego Mikołaja, ale on, mimo to, czasami lubi sprawić niespodziankę!

Święta Inkwizycja

Mam się bać?

PIFGIF

Tak!

Nie mylisz się!

To Pani TesTeqowa przygotowuje się do obrony swojego terytorium.

Nie radzę ci wchodzić jej w drogę!

Zielone ludziki nie mają szans!

Tymczasem natrafiłem na dość alarmującą statystykę porównującą stopień osobistego uzbrojenia obywateli w różnych krajach Europy i świata. Maciej Szadkowski na łamach blogu GUNBLOG.EU pisze:

W Polsce mamy ok 1.3 sztuki broni na 100 obywateli i jesteśmy na … około 10 miejscu jeśli chodzi o posiadanie broni. Na 10 miejscu OD KOŃCA LISTY! Jesteśmy na 10 miejsce od końca pośród wszystkich krajów świata (chyba 150-pare miejsc w rankingu – nasze miejsce to 142). Należy dodać, że ten współczynnik 1.3 zawyżony przez to, że do broni w Polsce, a więc do statystyki, zaliczane są stare pistolety gazowe oraz pistolety sportowe które raczej „bronić” nie mogą. Wśród krajów europejskich jesteśmy ewenementem, cholernym jednorożcem.

Broń PL
(fragment mapy opracowanej przez: GUNBLOG.EU)

Sięgnijmy do obowiązującej ustawy o broni i amunicji:

Art. 10.13) 1. Właściwy organ Policji wydaje pozwolenie na broń, jeżeli wnioskodawca nie stanowi zagrożenia dla samego siebie, porządku lub bezpieczeństwa publicznego oraz przedstawi ważną przyczynę posiadania broni.

(…)

3. Za ważną przyczynę, o której mowa w ust. 1, uważa się w szczególności:

  • 1) stałe, realne i ponadprzeciętne zagrożenie życia, zdrowia lub mienia – dla pozwolenia na broń do celów ochrony osobistej, osób i mienia;

Konia z rzędem temu, kto udokumentuje takie „stałe, realne i ponadprzeciętne zagrożenie życia”, jeśli jakiś bandzior albo zielony ludzik nie przestrzelił mu wcześniej kolana albo nie spowodował obrażeń ciała skutkujących niezdolnością do pracy na okres powyżej 7 dni. To tak, jakby zezwalać na wyposażenie samochodu w hamulce dopiero wtedy, gdy rozbije się na pierwszej latarni z powodu braku hamulców!

No i jeszcze trzeba przejść badania lekarskie zalecane rozporządzeniem Ministra Zdrowia:

§ 2. 1. Badania lekarskie osoby ubiegającej się o pozwolenie na broń lub osoby posiadającej pozwolenie na broń, zwanej dalej „osobą ubiegającą się”, obejmują:

  • 1) ogólną ocenę stanu zdrowia, ze szczególnym uwzględnieniem układu nerwowego, stanu psychicznego, stanu narządu wzroku, słuchu i równowagi oraz sprawności narządu ruchu,
  • 2) badania specjalistyczne i pomocnicze zlecone przez lekarza przeprowadzającego ogólną ocenę stanu zdrowia, zwanego dalej „lekarzem upoważnionym”, w tym:
    • a) badanie przez lekarza psychiatrę,
    • b) konsultacje innych lekarzy specjalistów, a także badania pomocnicze (laboratoryjne, EKG, EEG, RTG i inne), które lekarz uzna za niezbędne w wyniku przeprowadzonej oceny badania, o której mowa w pkt 1.

(…)

§ 3. 1. Badanie psychologiczne osoby ubiegającej się obejmuje w szczególności określenie poziomu rozwoju intelektualnego i opis cech osobowości, z uwzględnieniem funkcjonowania w trudnych sytuacjach, a także określenie poziomu dojrzałości społecznej tej osoby.

I to jest rozsądne, bo nie trzeba nam wariatów biegających po ulicach z nabitymi rewolwerami. Zastanawiam się tylko, dlaczego badaniom psychiatrycznym podlegają kandydaci na posiadacza broni, a posłowie, senatorowie i najwyżsi dostojnicy decydujący o losie kraju i milionów jego obywateli już nie…

Komórkowe matki

W miarę upowszechniania się telefonów komórkowych z rosnącą trwogą obserwowałem, jak coraz więcej spacerujących z wózkami mam zatapiało się w bezprzewodowych konwersacjach z przyjaciółkami, znajomymi i rodziną, zamiast całą swoją uwagę skupiać na dziecku.

Co to będzie? – martwiłem się. – Wyrośnie nam całe pokolenie pozbawionych uczuć głąbów!

Tak mnie to gnębiło, że nie mogłem o tym przestać myśleć. I bardzo dobrze, ponieważ po wielu miesiącach rozpatrywania różnych aspektów zagadnienia wreszcie zrozumiałem, jak bardzo się myliłem!

Doszedłem bowiem do wniosku, że komórka w ręku matki pchającej przed sobą dziecięcy wózek to czynnik pobudzający rozwój młodego człowieka i umożliwiający tejże matce pozostanie przy zdrowych zmysłach!

Dlaczego?

Argumentów jest kilka:

  1. Wielogodzinne samotne spacery z początkowo niekumatym potomkiem przyczyniają się do wyobcowania, żeby nie powiedzieć zdziczenia towarzyskiego, matki. Zdawkowe rozmowy z napotkanymi ludźmi nigdy nie zastąpią głębszych więzi z rodziną i znajomymi, które z konieczności się rozluźniają. Nikt przecież nie będzie codziennie towarzyszył takiej matce w wędrówkach po okolicy, skoro nie musi. Komórka w znacznym stopniu rozwiązuje ten problem: zawsze można do kogoś zadzwonić i pogadać. O rzeczach ważnych i o dyrdymałach. Wyrwana z pieluchowego więzienia samotności mama jest pogodniejsza, co z pewnością odczuwa każde dziecko i… każdy mąż.
  2. Dziecko cały czas słyszy głos matki i, nawet jeśli nie jest w stanie jej zobaczyć, wie, że ta czuwa gdzieś w pobliżu. I czuje się bezpiecznie pośród innych ulicznych odgłosów, które nie zawsze brzmią przyjaźnie.
  3. Dziecko cały czas słyszy mowę ludzką. Nie jakieś „a ti, ti, ti” albo „a cio to tu paćsi na mnie”, albo „ojojoj, cmok, cmok”, tylko normalne, dorosłe słowa: „wiesz, kupiłam sobie taką niebieską bluzeczkę z koronkowym wykończeniem” albo „słyszałaś, że Klara jest w ciąży?”, albo „no ćwok jakiś: zaprosił ją, a potem sama musiała zapłacić za kawę”. Wbrew pozorom osłuchanie się z prawdziwymi słowami, lepiej lub gorzej składanymi w zdania, już od pierwszych dni kształtuje i wzmacnia możliwości umysłu w zakresie zdolności językowych. Naśladowanie przez dorosłych języka dzieci jest szkodliwe, ponieważ uczy mózg rozpoznawania niewłaściwych wzorców dźwiękowych, opóźniając jego rozwój zamiast stymulować.

Dziewczyny!

Nie krępujcie się!

Gadajcie jak najęte przez te swoje komórki!

Słuchając rozmów, wasze dziecko uczy się i wychowuje znacznie lepiej niż podczas tradycyjnych sesji niezrozumiałego gaworzenia!