Tag: rodzina

Dowód miłości

Nie, tym razem nie będzie o seksie. Nie będzie też tylko o miłości.

Bo nie jest tak, że okazanie komuś miłości, przyjaźni czy szacunku wymaga jakichś wielkich wyrzeczeń lub ponoszenia szalonych wydatków. Wręcz przeciwnie, bardzo często wielkim nakładem sił i środków starasz się dogodzić swojej partnerce, a ta niewdzięcznica tego nie docenia, burczy pod nosem i czepia się o rzeczy nieistotne. Albo po prostu milczy.

O co jej chodzi? Przecież starałeś się. Zapożyczyłeś się i na Walentynki kupiłeś jej najnowszy model telefonu komórkowego, który sam z chęcią nosiłbyś w kieszeni. I co? I w zamian otrzymałeś zdawkowe „dziękuję” i pocałunek w policzek. A następnego dnia znowu słyszysz to wkurzające od lat pytanie: „Czy mógłbyś schować skarpetki do szafy?”.

Ale, czy tak naprawdę słyszysz?

Prawdziwym dowodem miłości, przyjaźni i szacunku jest ofiarowanie swojej uwagi. To najbardziej osobisty i najcenniejszy dar, jaki możesz komuś dać. Jak to zrobić? Po prostu słuchać. Uważnie słuchać drugiej osoby, nie interpretując jej słów na swój sposób. Nie zerkając jednym okiem w telewizor. Skupiając całą uwagę na rozmówczyni. Usłyszysz wówczas rzeczy niezwykłe, a w jej oczach zobaczysz prawdziwą radość.

I być może dowiesz się, że ona wcale nie marzyła o nowej komórce, tylko o wspólnym, romantycznym spacerze albo o wyjściu do kina, albo żebyś chował te swoje skarpetki do szafy, bo przecież naprawdę nie kosztuje to tak wiele wysiłku.

Zatrzymaj się i uważnie posłuchaj, ponieważ twoja uwaga to najwspanialszy dowód miłości, jaki możesz dać drugiej osobie.

Ten tekst został napisany z punktu widzenia mężczyzny, ale nie ma to żadnego znaczenia – w równym stopniu jest on skierowany do obu płci.

To dla Tatusia

Kiedy byłem kilkuletnim brzdącem, co roku na przełomie lutego i marca jeździliśmy całą rodziną na narty do Bukowiny Tatrzańskiej. Był tam wtedy tylko jeden wyciąg – „wyrwirączka” przy Klinie. Wiecie, jak wyglądał wyciąg typu „wyrwirączka”? To była po prostu stalowa lina rozciągnięta pomiędzy dwoma kołami: górnym-napędzającym i dolnym-napinającym. Każdy narciarz dostawał drewniany kołek z ukośną szczeliną, za pomocą którego przyczepiał się do liny. Brzdące, takie jak ja, miały kłopot w tych miejscach, gdzie lina wznosiła się wyżej. Musieliśmy trzymać ją pod pachą i jechać za jakimś ciężkim narciarzem, który ściągał ją w dół. Inaczej groziła nam utrata kontaktu z ziemią i odpadnięcie z wyciągu.

Ale nie o tym chciałem napisać…

Otóż po jeździe na nartach, stałym punktem dnia był torcik cytrynowy w kawiarni nieopodal poczty. Rodzice i ich znajomi popijali kawę, a ja sam lub z kolegami buszowałem po całym lokalu.

Pewnego razu postanowiłem sprawić przyjemność mojemu Tacie. Ujrzałem – przechodzącą między stolikami – piękną, zgrabną, młodą dziewczynę w czerwonym swetrze. Doskoczyłem do niej, chwyciłem mocno za spodnie narciarskie i zacząłem ciągnąć w kierunku naszego stolika, wrzeszcząc na całą kawiarnię:

To dla Tatusia! To dla Tatusia!

Wszyscy w jednej chwili ryknęli głośnym śmiechem, zupełnie jak w piosence Wojciecha Młynarskiego. Dziewczyna momentalnie zrobiła się cała czerwona, wyrwała się z moich objęć i umknęła na dwór.

Ta przygoda była pierwszym zanotowanym przez historię przypadkiem mojego zainteresowania płcią odmienną oraz świadectwem wspaniałej atmosfery, w jakiej miałem możliwość przeżyć swoje dzieciństwo.

Telepatia

– Czy? – TesTeq spojrzał Pani TesTeqowej głęboko w oczy.

– Tak! – Pani TesTeqowa nie była w stanie ukryć radości.

– A o czym myślałaś?

– A ty o czym myślałeś?

– Że pewnie nie chcesz sama po nocy jechać do marketu wybierać lampy do piwnicy.

– Wiedziałam, że właśnie o to pytasz!

Oto kolejny dowód, że efektem ubocznym wieloletniej, prawdziwej sympatii jest telepatia.

Gapiszon

Święty Mikołaj nigdy nie przychodził osobiście do mojego domu. Widocznie Moi Rodzice uznali, że jestem zbyt bystry i zaraz rozpoznam dziwacznie przebranego członka naszej rodziny.

Zamiast tego Mój Tata bezlitośnie wykorzystywał moje gapiostwo. Kiedy nie było mnie w pokoju, wkładał między gałęzie choinki niewielkie prezenty – najczęściej były to metalowe samochodziki, które wówczas namiętnie zbierałem. Po powrocie uważnie oglądałem choinkę, ale oczywiście niczego nie zauważałem. Wtedy podchodził Mój Tata, robił magiczny ruch ręką i w miejscu, które wskazywał, pojawiała się zabawka. To były prawdziwe czary!

Pamiętaj: nawet tam, gdzie na pierwszy rzut oka nic nie widać, może kryć się miła niespodzianka.