Nie masz czasu czytać tego wpisu? To go posłuchaj! Tutaj albo w postaci podcastu Biznesu Bez Stresu dostępnego we wszystkich rozgłośniach od Apple po Spotify i YouTube!
„Wielki rejs” to cykl czterech artykułów, w których przedstawiam cztery epizody z mojej „służby na pokładzie” WB Electronics – obecnie największej polskiej prywatnej firmy zbrojeniowej. Minęło już wystarczająco dużo czasu, żebym nabrał odpowiedniego dystansu do tych wydarzeń i mógł o nich opowiedzieć. Przeczytaj, jak to się wszystko zaczęło, jakich poświęceń wymagało i co czułem, kiedy po raz ostatni „schodziłem na ląd”. Dziś epizod pierwszy pod tytułem: „TO POCZĄTEK”. Miłej lektury!

Opowiem ci dziwną historię, której znaczenia do dziś nie rozumiem. Kiedy byłem nastolatkiem, mój tata zabrał mnie w niezwykłą podróż. Postanowił odwiedzić w Paryżu swoich znajomych. Spakowaliśmy więc do naszej granatowej łady zapasy żywności i ruszyliśmy w kilkudniową drogę. Po przekroczeniu granicy NRD, za żelazną kurtyną cały świat nagle stał się inny: kolorowy i błyszczący. Nasz samochód dawał z siebie wszystko, żeby na równych jak stół, niemieckich autostradach nie wyprzedzały go pędzące tiry. Byliśmy już gdzieś w okolicach Wiesbaden, kiedy monotonię podróży przerwało nam niecodzienne zdarzenie…
Wyobraź sobie osobę, która bardzo chce zrzucić kilka kilogramów, żeby poczuć się lepiej w swoim ciele. I wyobraź sobie, że ta osoba ćwiczy i stosuje zdrową dietę tylko raz do roku – w swoje urodziny. Albo wyobraź sobie szefa, który usiłuje budować kulturę swojej organizacji tylko za pomocą dwóch świątecznych przemówień – wielkanocnego i bożonarodzeniowego. Głupota, prawda?
Pewnego razu, za czasów PRL-u, moja Mama, która obchodziłaby dziś swoje urodziny, wdała się przy świątecznym stole w dyskusję z moim Wujkiem na temat cen towarów i usług. Aż dziwne, że to pamiętam – byłem przecież wtedy małym brzdącem. Sam widzisz, jak wymagające intelektualnie miałem dzieciństwo…