Tag: raptularz

Pewna inwestycja

Utrata zaufania do instytucji finansowych, jaka trapi ostatnio posiadaczy oszczędności, powoduje, że testowane są alternatywne metody pomnażania majątku. Postanowiłem przyłączyć się do tego nurtu i…

  • Zainwestowałem swoje pieniądze w budzącej zaufanie instytucji.

    Kasyno 1
  • Wystarczyło włożyć banknot do atrakcyjnie wyglądającego wpłatomatu i naciskać guzik pomnażający oszczędności. Wiele osób wokół robiło to samo, więc nie śmiałem wątpić w reputację firmy przyjmującej wpłaty.

    Kasyno 2
  • Mój kapitał zaczął rosnąć.

    Kasyno 3
  • I rosnąć.

    Kasyno 4
  • I rosnąć.

    Kasyno 5
  • Aż znikł (niestety potwierdzenia tego faktu nie sposób wydrukować).

Zupełnie, jak w prawdziwym banku albo w Warszawskiej Grupie Inwestycyjnej czy u pana Madoffa. Ich troską jest to, żeby klienci wpłacali swoje środki właśnie im, a nie komuś innemu. Cała reszta to czysty hazard. Wniosek stąd taki, że aby ryzykownie rozporządzić swoimi oszczędnościami, nie trzeba wcale jeździć do Las Vegas. W każdym kraju są uczynni ludzie, którzy pomogą nam to zrobić w dogodnym miejscu i czasie.

Po dawce sarkazmu czas na rzecz istotną. Wczoraj zrealizowałem jedno ze swoich największych marzeń: obejrzałem z bliska Wielki Kanion i Zaporę Hoovera. Nigdy nie zapomnę szesnastego marca 2009 roku.

  • Kanion

Żyć i umrzeć w Las Vegas

Moje pierwsze popołudnie w Las Vegas spędziłem, zapoznając się z bezkresnymi przestrzeniami kompleksu hotelowo-gastronomiczno-jarmarczno-kasynowego MGM Grand. Na szczęście nie wszedłem na drogę grzechu, ponieważ wciąż w pamięci mam nazwę znakomitej linii lotniczej Virgin America, która mnie tu dowiozła.

Swoje zwiedzanie połączyłem z poszukiwaniem okularów przeciwsłonecznych, które pasowałyby do planowanej na jutro wycieczki. W jednym z ekskluzywnych sklepów powitał mnie wytworny, bardzo afroamerykański ekspedient, który na wstępie stwierdził:

Powinien Pan sobie sprawić okulary.

Przecież mam już jedne – odparłem pokazując palcem na swój nos.

Nie szkodzi – drążył dalej sprzedawca. – Przecież mogą się Panu zepsuć i druga, modna para będzie wtedy, jak znalazł.

Ponieważ na mojej twarzy nie zarysował się nawet cień zainteresowania, sprzedawca sięgnął po argument z gatunku ostatecznych:

Powinien Pan sobie sprawić nowe okulary, ponieważ dzisiaj jest TEN dzień.

TEN dzień? A co jest w nim takiego specjalnego? – spytałem, oczekując informacji o jakiejś niesamowitej promocji.

Bo dane jest nam się nim cieszyć, a jutro może przecież nigdy nie nastąpić – odpowiedział, patrząc mi poważnie w oczy.

I kupiłem odpowiednie okulary przeciwsłoneczne. Tyle, że nie w jego sklepie. Po co przepłacać, skoro i tak nie widać różnicy. Nawet w TYM dniu.

W Krainie Priusów

Są kraje, gdzie dzięcielina pała, są kraje, gdzie rosną bambusy albo stoją piramidy. Ale jest też jedna taka kraina, gdzie na każdym kroku widzisz Priusy. Wypożyczyłem wczoraj samochód (wziąłem „jakikolwiek niedrogi”, który okazał się wypasioną Hondą Accord) i przejechałem nim 156 mil wokół Zatoki San Francisco. Jeździłem zarówno autostradami międzystanowymi, jak i ulicami miast, uliczkami osiedlowymi, no i oczywiście słynnymi, stromymi ulicami San Francisco. I wszędzie, dosłownie wszędzie wyłaniały się zza rogu, jechały moim śladami lub mnie wyprzedzały, a także stały zaparkowane tyłem, przodem i bokiem Toyoty Prius. Oni tu, w tej Kalifornii, po prostu poszaleli. Szczególnie w kontekście informacji, że na przejechanie tych 156 mil (251 km) moja Honda zużyła 7 galonów benzyny (26 i pół litra), za którą zapłaciłem $17.50 (czyli 61,25 zł przy kursie 3,5 zł za dolara). Litr benzyny kosztuje zatem w Krainie Priusów 2,31 zł.

Kraina Priusów charakteryzuje się również pewną uciążliwością dotyczącą przechodniów. Otóż, poruszając się w pobliżu przejścia dla pieszych, przechodzień musi uważać, żeby nie wykonać jakiegoś ruchu, który sugerowałby, że być może, w niedalekiej przyszłości chciałby przejść na drugą stronę ulicy. Kierowcy tylko na to czyhają! Natychmiast zatrzymują samochody i nie ruszą, dopóki taka osoba nie skorzysta z ich uprzejmości. Co za bezczelne wywieranie presji! Jeśli nie jesteś na to odporny, to nierozważnie zataczając się, możesz dojść zupełnie nie tam, gdzie chciałeś!

Moja wycieczka po Krainie Priusów objęła:

  • Wypożyczenie „jakiegokolwiek, niedrogiego” samochodu.

    Honda
  • Zwiedzenie fabryki samochodów.

    Tesla
  • Zapętlenie się na ul. Nieskończonej Pętli w Cupertino (gospodarza nie zastałem – powiedzieli, że jest na chorobowym).

    Apple
  • Obejrzenie w muzeum pewnej firmy, od czego się to wszystko zaczęło.

    Intel
  • Spojrzenie na wszystko z drugiej strony – to znaczy ze Szczytu Niedźwiedzia Grizzly w Berkeley.

    Berkeley
  • Wyciszenie się w towarzystwie drzew tak wielkich, że nie wiem.

    Muir Woods 1
  • Przytulenie drewnianego misia.

    Muir Woods 2
  • Zamykający pętlę, obowiązkowy przejazd Mostem Golden Gate.

Dziś, ku pokrzepieniu, wypiję napój nieznany jeszcze w Polsce i wyruszę w dziewiczy lot w kierunku wschodnim, z lekkim odchyleniem na południe.

  • Red Bull Cola

GTD Summit – dzień 3

Ostatni dzień GTD Summit, na który złożyły się:

  • Wspólne śniadanie integracyjne organizatorów, sponsorów, mówców, uczestników oraz przedstawicieli mediów papierowych i elektronicznych.
  • Standardowa prezentacja promocyjna najnowszej książki Davida Allena.

    David Allen
  • Druga część panelu dyskusyjnego pod tytułem „How the World Works – and Should We Care?”.
  • Wspólny lunch integracyjny wypełniony rozmowami z innymi uczestnikami imprezy i nawiązywaniem nowych kontaktów.
  • Sześć paneli dyskusyjnych (po trzy równolegle), z których wybrałem dla siebie kolejno: „Your Brain on GTD: Why It Works” i „Creativity and Clear Space – Inseparable or Mutually Exclusive?”.
  • Podsumowanie GTD Summit w wykonaniu Davida Allena.
  • Wieczorek pożegnalny przy winie, piwie i różnistych serach.

Oto kilka zdjęć dokumentujących rodzinną atmosferę tego tłumnego zjazdu teoretyków i praktyków GTD z całego świata:

  • TesTeq w towarzystwie Deana Heringa – Naczelnego Innowatora firmy NetCentrics Corporation, która stworzyła nakładkę GTD do programu Microsoft Outlook.

    Dean Hering
  • Michał „Nozbe” Śliwiński pochłonięty prezentowaniem zalet swojego oprogramowania.

    Michał 'Nozbe' Śliwiński
  • TesTeq w towarzystwie Kelly Forrister – wieloletniej współpracownicy Davida Allena, trenerki GTD.

    Kelly Forrister
  • TesTeq w towarzystwie Erica Macka – twórcy oprogramowania eProductivity dla Lotus Notes.

    Eric Mack
  • TesTeq w towarzystwie Dave’a Logana – autora niesamowitej książki „Tribal Leadership”.

    Dave Logan
  • TesTeq w towarzystwie Bruce’a Somersa, Jr. – prezesa firmy marketingowej Sincbox Media prowadzącej kampanie reklamowe między innymi dla Procter & Gamble, VISA, Microsoft i David Allen Company.

    Bruce Somers, Jr.
  • TesTeq w towarzystwie Randy Harwarda związanego od wielu lat z firmą Patagonia (jej wyroby z pewnością zainteresują wielbicieli wspinaczek górskich).

    Randy Harward
  • Silna grupa z Polski w towarzystwie Davida Allena.

    David Allen
  • TesTeq w towarzystwie Buzza Bruggemana – twórcy programu ActiveWords.

    Buzz Bruggeman
  • TesTeq w towarzystwie Michaela Deutcha – Naczelnego Propagatora w firmie MindJet, która stworzyła znakomite oprogramowanie do konstruowania map pamięci MindManager.

    Michael Deutch
  • I na koniec, w nagrodę za cierpliwość, TesTeq w prześlicznym towarzystwie pracownic David Allen Company, które z wielkim zaangażowaniem służyły radą i pomocą wszystkim uczestnikom imprezy.

    David Allen

Wspaniali ludzie, interesujące dyskusje, atmosfera przepełniona pozytywną energią. To jest to, co smakuje entuzjastom!

Do zobaczenia za rok!