Tag: polityka

Bezprzykładne prześladowania idiotów

Niektórzy ludzie są idiotami.

Nie na tyle, żeby można było ich poddać leczeniu w zamkniętych zakładach psychiatrycznych, ale w wystarczającym stopniu, żeby pędzić bez umiaru przez obszary zabudowane, przejeżdżać skrzyżowania na czerwonym świetle i łamać inne przepisy ruchu drogowego.

W celu powstrzymania tych niesfornych (co za eufemizm!) kierowców przed łamaniem zasad pokojowego współistnienia, gminy i służby porządkowe zaczynają wykorzystywać coraz doskonalsze technologie rejestrowania ich niebezpiecznych zachowań. Nakładane kary zasilają budżety samorządów i administracji państwowej, a to się idiotom bardzo nie podoba. Krytykują więc głośno represje, jakim są poddawani. A dziennikarze słuchają tych bredni i kiwają ze zrozumieniem głowami, zamiast celną ripostą „Pan chyba całkiem zgłupiał, panie kierowco!” przywołać idiotę do porządku.

Wielu polityków również nie pała zbytnim entuzjazmem w stosunku do fotoradaryzacji kraju.

Dlaczego?

Bo każdy z nas czasami lubi być idiotą.

Bo to nie my, ale inni mają wypadki, rozjeżdżają ludzi i zderzają się na skrzyżowaniach.

Problem w tym, że codziennie ponad 100 z nas staje się tymi innymi. I to tylko w wyniku wypadków, kolizji bowiem jest prawie 10 razy więcej.

Skąd to wiem?

Ze znakomitego opracowania „Wypadki drogowe w Polsce w 2011 roku” [dlakierowcow.policja.pl] przygotowanego przez Zespół Profilaktyki i Analiz Biura Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji.

Znalazłem tam następujące statystyki, które jednoznacznie wskazują, że idiota pospolity jest najgroźniejszym gatunkiem występującym w populacji zaludniającej nasze drogi:

  • Podobnie jak w roku 2010, najwięcej wypadków wydarzyło się przy dobrych warunkach atmosferycznych. W dobrych warunkach atmosferycznych kierujący czują większy komfort jazdy, rozwijają większe prędkości, co w przypadku wystąpienia wypadku daje tragiczniejsze skutki.
  • W 2011 roku zdecydowana większość wypadków, bo 29 174 miało miejsce w obszarze zabudowanym (72,8%).
  • Na prostych odcinkach dróg zanotowano 21 491 wypadków (ponad 50%), śmierć w nich poniosło 2 696 osób, a rannych zostało 25 451 uczestników ruchu.
  • Wśród czynników mających decydujący wpływ na bezpieczeństwo ruchu drogowego (człowiek – droga – pojazd jako czynnik sprawczy wypadków), na pierwsze miejsce zdecydowanie wysuwa się człowiek. To właśnie zachowanie się poszczególnych grup użytkowników dróg generalnie wpływa na powstawanie wypadków drogowych. Inne czynniki miały zdecydowanie mniejsze znaczenie.
  • Głównymi przyczynami wypadków było: (1) niedostosowanie prędkości do warunków ruchu – 9 179 wypadki, (2) nieprzestrzeganie pierwszeństwa przejazdu – 8 572 wypadków, (3) nieprawidłowe zachowanie wobec pieszego (nieprawidłowe przejeżdżanie przejść dla pieszych oraz nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu) – 4 515 wypadków.

Mógłbym jeszcze tak długo, ale po co? Przecież idiotom nie chodzi o logikę, tylko o demagogiczne twierdzenia, że władze odbierają im wolność oraz podstępnie wykradają z ich kieszeni ciężko zarobione pieniądze!

Ech…

Niektórzy ludzie naprawdę są idiotami.

Może to i dobrze, że Majowie już jutro zgaszą nam światło…

Dzień Księgarza

Nie sposób czasami nie odnieść wrażenia, że unikalną potrzebą i cechą narodową Polaków jest budowanie własnej tożsamości na poczuciu wspólnej klęski. I to nie byle jakiej klęski, ale klęski narodowej, najlepiej oficjalnie docenionej w kraju i za granicą przez rządy państw sąsiednich, przywódców mocarstw oraz organizacje międzynarodowe i międzygwiezdny pył.

Bo sukces jest podejrzany – wszak nikt uczciwy nie jest w stanie osiągnąć sukcesu w Polsce.

Dlaczego?

Dlatego, że do osiągnięcia prawdziwego sukcesu potrzebna jest współpraca. Współpraca przynosząca korzyści wszystkim, którzy wzięli udział w realizacji zamierzenia.

No właśnie… Ktoś odniósł korzyści, a ktoś inny nie… To już z daleka pachnie szwindlem…

Natomiast klęska jest niepokalana. Nawet jeżeli stanowi wynik czyjejś głupoty, bufonady lub braku profesjonalizmu. Skala tragedii każe nam zapomnieć o tych drobiazgach i taplać się w oczyszczającym jeziorze narodowego umartwienia.

Z tego powodu tak lubimy świętować przegrane bitwy, powstania i katastrofy, a w przypadku ewidentnych osiągnięć bez wytchnienia szukamy upragnionej dziury w całym.

Ale to się zmienia. Zmienia się, ponieważ internet zapewnił młodemu pokoleniu dostęp do kultur, które kierują się innymi systemami wartości i pogodniejszym podejściem do swojej historii. Podejściem charakteryzującym się szacunkiem dla ofiar klęsk, ale też trzeźwym osądem przyczyn tych niepowodzeń. Podejściem przepełnionym radosnym celebrowaniem sukcesów. I niech nikt nie próbuje tego procesu zatrzymywać, bo… jest bez szans.

Zakompleksiałe smutasy muszą przegrać z radosnymi optymistami samodzielnie kształtującymi swoją przyszłość.

Proponuję ci zatem, żebyś 13 grudnia 2012 roku z okazji Dnia Księgarza odwiedził najbliższą księgarnię i kupił sobie, a potem przeczytał jakąś mądrą książkę. Z pewnością przyniesie to więcej korzyści zarówno tobie, jak i naszemu krajowi, niż kolejna demonstracja w sprawie rozliczenia winnych tej czy innej klęski narodowej.

Oczywistość patentowana

Stało się!

To nie dowcip!

Jak donosi The New York Times w blogowym wpisie „Apple Now Owns the Page Turn”, Urząd Patentowy Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej przyznał firmie Apple patent na przewracanie stron. Na szczęście tylko w książkach elektronicznych, ale kto wie, co przyniesie przyszłość…

Irytacja dotycząca całkowitego wypaczenia systemu patentowego w USA narasta. Czy patent na przewracanie stron przeleje czarę goryczy? Czy ktoś powstrzyma przyznawanie patentów rozwiązaniom oczywistym, na które wpadłby każdy inżynier, któremu postawiono by takie zadanie?

Patent na przewracanie stron dotyczy programowego odwzorowania tego, co moja babcia robiła kilkadziesiąt lat temu poślinionym palcem.

To ślepy zaułek i skrajna ignorancja, która doprowadzi do innowacyjnego paraliżu, ponieważ dla zwykłego śmiertelnika stworzenie czegokolwiek stanie się niemożliwe bez przejrzenia milionów urzędowo zarejestrowanych, trywialnych zastrzeżeń i zgłoszeń.

No to cześć, lecę zarejestrować dwa patenty na wykorzystanie telefonu komórkowego:

  • do predykcji zbliżającej się potrzeby fizjologicznej na podstawie mimowolnych ruchów ludzkiego ciała;
  • do lokalizacji najbliższej toalety.

Wszyscy mi zapłacicie, ale będziecie zadowoleni!

Wolność złego słowa

W imię wolności słowa w dniu Narodowego Święta Niepodległości we wszystkich serwisach telewizji publicznej pierwszą wiadomością była informacja o starciach między policją a uczestnikami Marszu Niepodległości organizowanego przez ugrupowania prawicowe. Uroczystości z udziałem Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej miały dla państwa dziennikarstwa niższą rangę. Wcześniej, już od wielu dni media podjudzały zarówno prawicowe, jak i lewicowe towarzystwo do widowiskowej konfrontacji, która zwiększy oglądalność, słuchalność i czytalność.

Bo przyzwoitość i dobre wychowanie są nudne. Za to bójki, rzucanie kamieniami, broń gładkolufowa, spalone samochody i krew są tym, czego pragnie każdy reporter (i reporterka w ramach równouprawnienia).

Chcieliście wolności słowa?

To macie!

Wolność złego słowa.

Witamy w szambie, w którym możemy pławić się do woli i radośnie ochlapywać sobie twarze.

Co mnie obchodzi, że morderca Brevik jest niezadowolony z warunków w luksusowym norweskim więzieniu? Dyrdymały o „troskach” tego człowieka nie powinny pojawiać się w przestrzeni publicznej!

I niech mi nikt nie zarzuca cenzorskich zapędów. Każdy może sobie gadać, co mu ślina na język przyniesie. Ja mam pretensję do dziennikarzy, którzy podobno należą do intelektualnej elity kraju – pretensję o to, że prowokują głupie zachowania i aktywnie lansują różne idiotyzmy.

Skończyłem.