Tag: polityka

Emerytura ZERO!

Hel 2008

W obliczu zbliżającego się referendum i wyborów parlamentarnych ugrupowania polityczne prześcigają się w licytacji emerytalnej. I nie chodzi tu o wysokość twojego przyszłego świadczenia, które będziesz otrzymywał za nicnierobienie, ale o wiek, w którym będziesz mógł zacząć je inkasować.

Zastanów się przez chwilę nad ogólną koncepcją życia reprezentowaną przez ten system:

  • Jako dziecko uczysz się tego, co teoretycznie będzie ci potrzebne w szkole.
  • Jako młodzieniec zderzasz dziecięcą teorię ze szkolną, a potem studencką praktyką i uczysz się tego, co teoretycznie będzie ci potrzebne w pracy.
  • Jako dorosły zderzasz szkolno-studencką teorię z praktyką „życia na swoim” i skupiasz się na przetrwaniu do emerytury.
  • Jako emeryt… starasz się, żeby starczyło ci na wykupienie lekarstw i ominięcie zatorów w przysługującej ci „bezpłatnej” służbie zdrowia.

Oczywiście nie wszystkim emerytom i nie przez cały czas coś dolega, ale sam przyznasz, że im organizm jest starszy, tym częściej trzeba w nim coś naprawiać.

Ten, powszechnie przyjmowany za obowiązujący, model życia jest GŁUPI. Szaleństwem jest odkładanie radości i zabawy na ostatni etap swojej egzystencji, kiedy masz już coraz mniej sił i spada twoja ogólna sprawność! Szaleństwem jest cierpienie przez 40 lat w nielubianej pracy po to, żeby w wieku 70 lat wyjechać na urlop na Ibizę i próbować wyginać śmiało ciało w dyskotece!

Moja koncepcja jest inna. To:

Emerytura ZERO!

Na czym ona polega? Otóż ja:

Jestem na emeryturze od urodzenia!

Zawsze robiłem i robię w życiu głównie to, co mnie inspiruje, motywuje do działania, bawi i zapewnia doskonały nastrój. Nie muszę więc czekać do późnej lub jeszcze późniejszej starości, żeby zajmować się tym, co sprawia mi przyjemność.

Ty też możesz natychmiast przejść na podobną „emeryturę”. Jest tylko jeden warunek: to, co lubisz robić, musi być pożyteczne. Inni ludzie powinni odczuwać przemożną chęć wynagradzania cię za twoje wysiłki. Nie osiągniesz tego siedząc przed telewizorem albo lajkując coś-tam, coś-tam na fejsbuku.

Zastanów się więc, jakie problemy innych ludzi chciałbyś i potrafiłbyś skutecznie rozwiązywać, zacznij to robić i przejdź już dziś na Emeryturę ZERO!

Tylko nie mów: „ja nie wiem”. Jeśli nie chce ci się myśleć, ktoś inny zrobi to za ciebie i zafunduje ci emeryturę 60, 65, 67, a może nawet 75…

Ławka partycypacyjna

Ławka partycypacyjna

Wstrząśnięta i zmieszana, w wyniku wyborów prezydenckich, władza coraz bardziej zbliża się do obywateli. Media ekscytują się kolejowymi podróżami Pani Premier oraz transportami rządowych mebli na wyjazdowe posiedzenia Rady Ministrów.

Wrzawa towarzysząca ogólnemu zbliżeniu na szczeblu państwowym zagłusza nieśmiałe popiskiwania inicjatyw lokalnych.

W jednej z dzielnic Warszawy w ramach budżetu partycypacyjnego zainstalowano ławki odpoczynkowe. Wykonane są solidnie i mało brakowało, a nie miałbym się do czego przyczepić. Ale na szczęście urzędnicze atawizmy są wiecznie żywe, tak jak kiedyś idee Lenina.

Urzędnik musi oznaczyć teren.

Pies robi to, unosząc nogę, a urzędnik – przykręcając tabliczkę. To nic, że będzie ci trochę mniej wygodnie siedzieć na eleganckiej ławce, ale za to będziesz wiedział, komu to zawdzięczasz!

I o to chodzi, nieprawdaż?

Fałszywa solidarność plemienna

Okazuje się, że fałszywa solidarność plemienna nie jest zjawiskiem charakterystycznym tylko dla terenów rozciągających się w dorzeczu Wisły i Odry, od wybrzeża Bałtyku aż po szczyty Tatr. Świadczy o tym niedawny wpis Setha Godina pod tytułem „Kneejerks” [sethgodin.typepad.com].

Autor zauważa w nim, że główną osią sporów pomiędzy współczesnymi plemionami (partiami, środowiskami zawodowymi, grupami społecznymi) jest przynależność, a nie obiektywna racja:

  • „Nie jesteś jednym z nas, więc gadasz od rzeczy.”
  • „Ona jest z nami, więc ma rację, a ty tylko czepiasz się drobiazgów.”

„Nasi” otrzymują automatyczne rozgrzeszenie, a „obcy” – cios w nos bez ostrzeżenia.

Przykłady? Proszę bardzo:

  • partie polityczne, których jedynym programem jest wyeliminowanie konkurentów;
  • izby lekarskie, według których największym zagrożeniem dla służby zdrowia jest pacjent;
  • rady komornicze dbające o to, żeby nikt nie śmiał podważyć kompetencji i dobrego imienia ich członków;
  • rady dostojników religijnych zamiatające pod dywan niegodziwości, jakich dopuszczają się ludzie, którzy powinni pełnić rolę przewodników duchowych wspólnot;
  • piony, departamenty i oddziały walczące w organizacjach o wyrwanie dla siebie jak największej części tortu – nawet kosztem zmniejszenia tego tortu lub zniszczenia całej firmy.

Według Setha Godina prawdziwa zmiana na lepsze rozpoczyna się dopiero wówczas, kiedy wobec członka zespołu, który przekracza granice przyzwoitości, wódz plemienia potrafi otwarcie i stanowczo powiedzieć:

„Ludzie tacy jak my tak nie postępują.”

Całe otoczenie zaczyna wtedy dostrzegać, że chodzi o coś więcej niż tylko o obijanie przeciwnika w nadziei, że sędziowie doliczą każde uderzenie do wyniku walki. Bo przecież nie o walkę tu chodzi, ale zbudowanie czegoś nowego, dobrego, czegoś, co sprawi, że ludziom będzie się żyło lepiej i przyjemniej.

Co o tym sądzisz?

Państwo

Weźmy pod uwagę grupę ludzi świadomych istnienia konfliktów międzyludzkich i poszukujących sposobu wyjścia z tej sytuacji. Załóżmy, że proponuję następujące rozwiązanie: w przypadku każdego sporu, włączając w to spór ze mną, moje zdanie będzie rozstrzygające. Będę ostatecznym sędzią, kto, co i kiedy posiada i kto, w związku z tym, ma rację w przypadku każdej różnicy zdań. W ten sposób nasza społeczność uniknie konfliktów albo będą one sprawnie rozstrzygane.

Jaka byłaby szansa, że wszyscy zgodzą się na tę propozycję?

Podejrzewam, że ZEROWA. Zdecydowana większość ludzi uznałaby ten pomysł za absurdalny, a mnie za szaleńca, któremu przydałby się psychiatra. Każdy natychmiast dostrzegłby, że taki sposób funkcjonowania zagrażałby jego życiu i mieniu. Dlaczego? Ponieważ pozwalałby mi prowokować konflikty i rozstrzygać je na swoją korzyść. W ten sposób wszyscy by się wyrzekli swoich praw do życia i własności, a nawet do ich pozorów. Mogliby żyć i posiadać tylko wtedy, gdybym to ja im na to pozwolił. W ostatecznym rozrachunku tylko ja miałbym prawo do życia i posiadania wszystkiego.

A jednak – i w tym tkwi zagadka – to bez wątpienia szalone rozwiązanie jest rzeczywistością. Gdziekolwiek nie spojrzysz, zostało wdrożone w postaci instytucji Państwa. To Państwo jest ostatecznym sędzią w przypadku każdego konfliktu. Od jego wyroków nie ma odwołania. Jeśli wchodzisz w spór z Państwem, z jego przedstawicielami, to Państwo i jego przedstawiciele orzekają, kto ma rację, a kto nie. Państwo ma prawo cię opodatkować. W ten sposób decyduje, jak dużo możesz posiadać, co oznacza, że twoja własność istnieje tylko na papierze. Państwo może stanowić prawa, więc całe twoje życie jest na jego łasce. Może wydać na ciebie wyrok śmierci, nie chroniąc twojego życia i własności, ale chroniąc siebie i cokolwiek samo uznaje za „ochronę” i „swoją własność”.

Fragment z „A Short History of Man” Hansa-Hermanna Hoppe. Całość i inne pozycje o zbliżonej tematyce i wymowie można bezpłatnie pobrać z Mises Institute Library.

Co o tym sądzisz?