Tag: podróże

Tęcza Zbawiciela

Tęcza Zbawiciela 1

Przechadzając się po warszawskim Placu Zbawiciela, dostrzegłem trudną walkę, jaką toczy sama ze sobą stolica naszego kraju. Walkę o własny wizerunek i tożsamość.

Ustawiona tam tęczowa instalacja artystyczna ciągnie miasto w kierunku roześmianej, cieszącej się życiem „tu i teraz” Europy. Powiedzmy sobie szczerze: jest wytatuowanym na ciele miasta symbolem zadowolonych z siebie lemingów.

Widać jednak, że zmagania wciąż trwają – tęcza zaczyna się kolorowo, ale kończy szarym, spopielonym kwieciem.

A w tle… W tle stoi kamienica z wyjściami na balkony zabitymi deskami. Balkony zostały usunięte, ponieważ odłamki cegieł spadały przechodniom na głowy.

Tęcza Zbawiciela 2

Dokąd idziesz Warszawo?

Chcesz być jedną z kolorowych stolic Europy czy dziurą zabitą dechami?

Ale… Czy to na pewno jest pytanie do Warszawy?

Może jednak dotyczy ono każdego z nas?

Wszak o charakterze miasta, miejscowości, osiedla i wsi nie decydują ulice i domy. To mieszkańcy – uśmiechnięci albo ponurzy, otwarci albo zamknięci, życzliwi albo złośliwi – stanowią duszę miejsca zdolną przekształcać nawet najohydniejsze zaułki w tętniące życiem oazy. I na odwrót…

Tradycyjna kuchnia polska

Tradycyjna Kuchnia Polska

Tradycyjna kuchnia polska?

Jak nie, jak tak!

To, zrobione w czerwcu bieżącego roku, zdjęcie przypomniało mi moje pierwsze zetknięcie z tradycyjną kuchnią polską.

Dawno, dawno temu wraz z moim Tatą odbieraliśmy w przyzakładowym Punkcie Odbierania Maluchów w Tychach wymarzone czterokołowe cacko. Był to proces żmudny, długotrwały i wyczerpujący. Zajmował wiele godzin, wymagał ogromnego hartu ducha i olbrzymiej cierpliwości. Na szczęście na terenie Punktu Odbierania Maluchów znajdował się Punkt Żywienia Zbiorowego oferujący ciepłe danie. Tak, tak, danie w liczbie pojedynczej, menu bowiem zawierało tylko jedną pozycję oraz modne picie. Wtedy po raz pierwszy zjadłem sztandarową potrawę kuchni polskiej: golonkę z Pepsi Colą.

Dlaczego z Pepsi Colą a nie z wyrobem produkowanym przez konkurencję? Otóż jednym z osiągnięć Edwarda Gierka było sprowadzenie do Polski dwóch burżuazyjnych napojów: Coca Coli i Pepsi Coli. Ale żeby nie było niezdrowej konkurencji, kraj podzielono na dwie strefy wpływów: północ wraz z Warszawą należała do Coca Coli, a południe do Pepsi Coli.

Do dziś wspominam cudowny, tłusty, gazowany smak tej potrawy. Naprawdę! Dziwię się też, że mój żołądek wówczas nie zaprotestował, ale zaprawdę powiadam wam:

Pozytywne nastawienie to 90% sukcesu!

A samochód? Służył dzielnie przez sześć lat, aż został sprzedany. A po miesiącu nowemu nabywcy podczas jazdy wypadł na jezdnię akumulator, co było standardową przypadłością tego pojazdu, który zmotoryzował PRL.

Zlot aniołów

W sobotę, 7 lipca 2012 roku, pomknąłem eurostradą A2 na spotkanie „Huge Thing Angel Day” będące ukoronowaniem pierwszych trzech miesięcy działania akceleratora Huge Thing. Można psioczyć, że droga jest jeszcze niewykończona, a jak wykończona, to płatna, ale możliwość przejazdu z Warszawy do Poznania w 2 godziny (w przyszłości bez łamania przepisów) warto docenić.

Spotkanie odbyło się w budzącej mieszane uczucia Sali Kominkowej poznańskiego Zamku Cesarskiego. Sali, która podobno swój obecny wystrój zawdzięcza Adolfowi Hitlerowi, a z której balkonu roztacza się następujący widok (w sam raz do przyjmowania defilad wojskowych):

Poznański Zamek - Balkon

W pustym pomieszczeniu organizatorzy imprezy przygotowali minimalistyczną arenę prezentacyjnych zmagań 7 zespołów, które uformowały się w ciągu trzech miesięcy kreatywnej pracy i nauki:

Poznański Zamek - Sala Kominkowa

Szkoda, że tego nie widzieliście, a w szczególności szkoda, że nie macie szansy ocenić, jak wiele nauczyli się i wymyślili młodzi ludzie, którzy zdecydowali się podjąć wyzwanie i stworzyć Wielkie Rzeczy. Ich pomysły nie są odgrzewaniem amerykańskich kotletów. To rozwiązania konkretnych problemów, z którymi zmagają się miliony ludzi na świecie – zarówno w realu, jak i w nowym, wirtualnym środowisku biznesowym.

Oczywiście sam pomysł, nawet najlepszy, to tylko mały składnik mikstury służącej do wypieczenia globalnego sukcesu. Najważniejsze jest to, czy będą potrafili przeobrazić swoje idee w produkty, które klienci uznają za potrzebne. Sądzę, że większość zespołów ma w sobie odpowiedni zapał i zdolności organizacyjne, że są przygotowani do znalezienia się we właściwym miejscu i czasie. Następne 3 miesiące pokażą, czy tak się stanie, ale ja jestem dobrej myśli. Wychodziłem razem z nimi z Zamku długim korytarzem, mając dziwne przeczucie, że korytarz ten prowadzi we właściwym kierunku.

Powodzenia!

Poznański Zamek - Korytarz