Tag: pisanie

Życia nie da się zasłonić

Ale ja właśnie płakałem. Nie po wierzchu. Czułem coś takiego, jakby z drugiej strony moich oczu łzy do wewnątrz mnie spływały. – Wiesław Myśliwski „Traktat o łuskaniu fasoli” (242)

W tym wieku może się i wielu rzeczy nie rozumie, za to czuje się głębiej, niżby się rozumiało. Nie mówiąc, że widzi się wszystko, widzi na przestrzał. Życia nie da się przed nikim zasłonić, a tym bardziej przed dzieckiem. Nie ma takiej kurtyny, żeby można zasłonić. Dziecko nawet przez kurtynę widzi. Czasem sobie myślę, czy to nie dzieci są naszym sumieniem. Potem coraz mniej się widzi. Świat już nie chce się tak w oczach odbijać. A dziecko nie musi nawet patrzeć. Świat mu sam się pod powieki wciska. Świat jest jeszcze wtedy przezroczysty. Niestety, wyrasta się z tego. Dzisiaj trudno mi uwierzyć, że byłem kiedyś i ja dzieckiem. – Wiesław Myśliwski „Traktat o łuskaniu fasoli” (243)

Pytanie o winę

Wie pan, jak to jest na takim przesłuchaniu. Nie chce się czegoś powiedzieć, a nawet nie wie się, że się powiedziało. Nie ma się do czego przyznać, a między słowami człowiek się przyzna. A w ogóle na takich przesłuchaniach ważniejsze jest, o co pana pytają, a nie co pan odpowie. W pytaniach jest odpowiedź, jaką chcą usłyszeć. W pytaniach przyznaje się pan do winy, gdy się nawet nie czuje pan winny. Czy odpowie pan, że pan nie pamięta, czy niechby pan milczał, przyznaje się pan. Milczeniem tym bardziej, bo jeszcze potwierdza pan swoją winę. W człowieku jest winy na wszystkie możliwe pytania. I nawet takie, których nikt dotąd nie zadał i może nigdy nie zada. Bo czymże jest człowiek, jeśli nie pytaniem o winę? Jedyne szczęście, że sam rzadko się domaga od siebie odpowiedzi. A tym większe szczęście, że nie potrafiłby sobie odpowiedzieć. – Wiesław Myśliwski „Traktat o łuskaniu fasoli” (151)

BMW TesTeqa

Zachęcony przez jednego z komentatorów chciałbym dziś zaprezentować BMW TesTeqa, czyli mój Blogowy Minimalistyczny Warsztat twórczy. Inaczej mówiąc, skromny zestaw narzędzi, dzięki którym powstają wpisy zamieszczane w BIZNESIE BEZ STRESU.

Na początku mojej blogowej kariery korzystałem z edytora Microsoft Word, a plik zawierający wszystkie teksty nosiłem ze sobą na karcie pamięci SD. Na szczęście codziennie tworzyłem kopie zapasowe, więc nie poniosłem żadnych strat, kiedy okazało się, że karty pamięci mają czasami… słabą pamięć.

Ponad rok temu całkowicie zmieniłem wyposażenie warsztatu i przeniosłem go w obłoki.

Może to dziwne, ale centralnym narzędziem mojego BMW uczyniłem konto pocztowe GMail. Każdy pomysł na wpis, szkic wpisu i gotowy wpis przechowuję w postaci „wersji roboczej” listu do nikogo. Rozwiązanie to ma następujące zalety:

  1. Mogę łatwo gromadzić pomysły na wpisy, logując się na to konto lub wysyłając list z innego konta.
  2. Mogę łatwo przeszukiwać wpisy, korzystając z mechanizmów GMail.
  3. Mogę łatwo pisać i korygować teksty oraz sprawdzać ich poprawność za pomocą podstawowego słownika ortograficznego udostępnianego przez Google oraz za pomocą słowników wbudowanych w nowoczesne przeglądarki internetowe.

Wpisy formatuję ręcznie za pomocą znaczników html, dzięki czemu całkowicie panuję nad wyglądem każdej notki.

W tym roku zacząłem okraszać swoje teksty odpowiednimi ilustracjami. Czasami są to obrazki mojego autorstwa, ale znacznie częściej korzystam z olbrzymich zasobów serwisu Flickr. Wybieram te fotografie, które są opublikowane na licencji Creative Commons – uznanie autorstwa. W tym miejscu ujawnia się dodatkowa zaleta GMaila: wybrane ilustracje mogę załączać do przygotowywanych wpisów jako… załączniki.

Gdy tekst jest gotowy do publikacji, kopiuję jego treść do bloxa, umieszczam towarzyszącą mu ilustrację w zasobach blogu i publikuję zgodnie z przyjętym harmonogramem. Wpis przeniesiony do bloxa oznaczam w GMailu etykietą biz-blox-done.

I to wszystko. Oprócz błękitnego nieba. :-)

Linchpin

Dzięki błyskawicznej elektronicznej dostawie już w kilka dni po amerykańskiej premierze miałem za sobą lekturę najnowszej książki Setha Godina „Linchpin: Are You Indispensable?” czyli… no właśnie.

Mam problem z przetłumaczeniem tego tytułu. „Linchpin” to termin techniczny, którego polskim odpowiednikiem jest zawleczka lub przetyczka służąca do tego, żeby to, co się obraca na ośce, z tej ośki nie spadło. Jest to zatem element niewielki, ale decydujący o działaniu całego mechanizmu. „Linchpin” w przenośni oznacza osobę lub element kluczowy dla działania danej organizacji lub mechanizmu. Inaczej mówiąc: „filar”. Przeciwieństwem „linchpina” jest „cog” czyli „trybik” lub „pionek” – element potrzebny, ale nieunikalny, który w przypadku awarii bardzo łatwo zastąpić.

Ponieważ chciałbym tej książce poświęcić nieco więcej wpisów, muszę zdecydować, jakie tłumaczenie terminów „linchpin” i „cog” będzie najlepsze:

  • linchpin – zawleczka? przetyczka? filar? klucz?
  • cog – trybik? pionek?

Jak sądzisz?