Tag: motywacja

Ja to zrobiłem!

W jednym z niedawnych wywiadów, robiący obecnie karierę w Stanach Zjednoczonych, brytyjski komik Ricky Gervais (między innymi autor świetnego serialu komediowego „The Office”) powiedział:

Dziś nie ma różnicy między sławą i niesławą. Wyrodził się nowy gatunek ludzi sławnych „zawodowo”, którzy nie robią nic, prócz bycia sławnymi. Nie tworzą nic nowego. A każdy z nas powinien przecież wnosić jakąś nową wartość. Dawać światu coś, czego przedtem nigdy nie było. Nieważne, czy jest to stół, film czy zadbany ogród – każdy powinien być twórcą. Każdy powinien coś zrobić, żeby móc potem usiąść, popatrzeć na swoje dzieło i powiedzieć: „Ja to zrobiłem!”.

A ty? Czy już coś zrobiłeś?

Prawdziwy krytyk

Prawdziwy krytyk cnoty się nie boi!

Coś przekręciłem?

„Prawdziwa cnota krytyk się nie boi” brzmi to przysłowie?

Nie, nie pomyliłem się.

Ludzi można podzielić na dwie kategorie:

  1. Niewielką grupę tych, którzy są wystarczająco odważni, żeby z niczego tworzyć coś nowego, ryzykując, że popełnią jakieś błędy i że nawet gdy dopną swego, mogą zostać odsądzeni od czci i wiary.
  2. Olbrzymią armię krytyków, którzy całą swoją energię skupiają na ocenianiu, doradzaniu, wdeptywaniu w ziemię, zachęcaniu i zniechęcaniu osób należących do pierwszej kategorii.

Bycie krytykiem jest cudowne.

Istnieje tysiąc pięćset powodów, dla których każde przedsięwzięcie może skończyć się niepowodzeniem. Krytyk ma sposobność je w dowolnie dobierać i układać, wykazując przy tym niezwykłą elokwencję i inteligencję, której nikt nie potrafi dorównać. Szczególnie ci, którzy są zajęci swoją robotą.

Dla szukających sensacji mediów krytyk zawsze będzie prawdziwą atrakcją i źródłem wszelkiej mądrości, w przeciwieństwie do mrukliwego człowieka czynu, który zamiast gadać, skupia się na załatwianiu bieżących spraw i usuwaniu przeszkód, aby jego projekt szczęśliwie dotarł do mety.

Masz do wyboru:

  • zostawić swój ślad we wszechświecie lub
  • brylować, krytykując tych, których ślady nie spełniają twoich standardów estetycznych.

Jaka jest twoja decyzja?

Oczyszczająca Gowina

Nick Jehlen opisał ciekawą praktykę stosowaną w firmie Action Mill.

Wszędzie, nawet w najdoskonalszej organizacji, są sprawy, których załatwienie jest odwlekane w nieskończoność. Lub do czasu, kiedy smród jest tak wielki, że trzeba wyjść przed budynek.

Większość ludzi czuje się nieswojo, mając świadomość, że w komputerze, na biurku lub w szafie czai się jakieś nieprzyjemne zaniechanie. Zaniechanie, które już dawno powinni wyprostować, jednak coś ich blokuje i nie pozwala im zabrać się do usunięcia tej mentalnej zawalidrogi. Związane z tym podświadome poczucie winy obniża ich sprawność podczas wykonywania innych zadań.

Aby temu zaradzić, do firmowego kalendarza Action Mill wprowadzono Guilt Hour (czyli po polsku Godzinę Winy lub w skrócie Gowinę). W każdą środę o dziesiątej cały zespół zbiera się w sali konferencyjnej. Wszyscy przeglądają swoje listy zadań i wybierają te sprawy, których niezałatwienia najbardziej się wstydzą. Ogłaszają to wszem i wobec i mają godzinę na rozwiązanie problemu. W ten sposób o godzinie jedenastej z pola działania firmy znika wiele potencjalnych min i niewybuchów. A i atmosfera staje się czystsza.

Myślę, że Gowina to dobry pomysł także w stosunku do siebie samego.

Wyznacz sobie w planie tygodnia jedną, konkretną godzinę na konfrontację ze sprawami, które przyprawiają cię o mdłości przez pozostałe 167 godzin (cały tydzień to 168 godzin). Kiedyś i tak trzeba będzie poodkurzać, rozpocząć pisanie pracy licencjackiej czy wypełnić roczne zeznanie podatkowe. Gowina to dobry pretekst, żeby wreszcie ruszyć to, co przygniata twoje serce i zamula twój umysł!

Zatem… do dzieła!

Do trzech razy sztuka

Jednym z kluczowych warunków sukcesu w życiu jest odporność.

Odporność na niewygody.

Na niewygody oraz na pokusy.

W pewnym sensie każda pokusa jest niewygodą, jeśli dla osiągnięcia jakiegoś celu należy jej się oprzeć. I nie chodzi tu o masochizm albo bezsensowne odmawianie sobie przyjemności, ale o świadome wyrzeczenie się czegoś teraz i potraktowanie tego wyrzeczenia jako inwestycji w przyszłość. Sztandarowym przykładem eksperymentu potwierdzającego istotną wagę umiejętności opierania się pokusom była próba, której poddano grupę dzieci, pozostawiając każde z nich w pokoju z cukierkiem i obiecując dwa cukierki, jeśli do powrotu opiekuna powstrzymają się od pożarcia smakołyku. Następnie, przez wiele lat obserwowano, jak potoczyły się losy tych młodych ludzi. Jednoznacznie stwierdzono, że powodzenie w życiu osiągnęli ci, którzy potrafili oprzeć się pokusie i ścierpieć niewygodę oczekiwania.

Nie każdy rodzi się z „genem cierpliwości”, ale wiele można zrobić, pracując nad sobą. Jedną z metod wyrabiania w sobie odporności na niewygody jest „do trzech razy sztuka”.

Na czym to polega?

Załóżmy, że uczysz się do ważnego egzaminu. Uczysz się, uczysz, aż w pewnym momencie wydaje ci się, że już dłużej nie dasz rady. Napada cię przemożna chęć zajrzenia na Facebooka. W tym momencie powiedz sobie: „Jeszcze nie teraz. Czas na pierwsze zwycięstwo nad pokusą”. I kontynuuj naukę.

Za pewien czas znowu poczujesz totalne zniechęcenie i przypomnisz sobie, że w telewizji właśnie leci „Świat według Kiepskich”. Po raz drugi powiedz sobie: „Jeszcze nie teraz. Czas na drugie zwycięstwo nad pokusą. Ulegnę dopiero za trzecim razem”. I kontynuuj naukę.

Gdy po raz trzeci ogarnie cię znużenie, możesz się poddać. W tej rozgrywce wygrałeś 2:1 i jesteś na dobrej drodze, żeby zostać Indianinem.

Podczas kolejnych treningów wytrzymałości na niewygody i odporności na pokusy staraj się wygrywać te pojedynki w jeszcze wyższym stosunku.

Możesz też stosować inną metodę – określania czasu, który musi upłynąć do końca „udręki” i jak najlepszego wykorzystywania tego czasu, ponieważ i tak nie masz wówczas nic lepszego do roboty.

Pamiętaj: wygrywają ci, którzy zrobią o jeden krok więcej, wytrzymają o jeden cios więcej i później od innych się zniechęcą!