Tag: motywacja

Teoria? Nie żartuj!

TEORIA

Oto kolejny, po ubiegłotygodniowym, wpis z cyklu „nie żartuj!”. Równie często jak o natchnieniu zdarza mi się słyszeć inne usprawiedliwienie:

Nie zabrałem się za to, bo nie zdążyłem przeczytać podręcznika.

Osoby, które tak się tłumaczą, święcie wierzą, że do wykonania zadania potrzebna jest im wiedza teoretyczna na poziomie co najmniej profesorskim. Sam miewam takie ciągoty. Czasami wydaje mi się, że przeczytanie lub choćby kupienie kolejnego podręcznika sprawi, że będę perfekcyjnie biegał, pływał, planował przedsięwzięcia, uprawiał pietruszkę lub redagował wpisy blogowe.

Co za bzdura!

Prawda jest taka, że amator czyta kolejne podręczniki, a profesjonalista bierze się do roboty.

Dlaczego?

Bo przedawkowanie teorii działa paraliżująco. Zamiast coś zrobić, zgłębiasz dobre i złe rady z trzeciej ręki i poznajesz tysiące przyczyn mogących sprawić, że poniesiesz porażkę. I po co ci to?

Teoria bez praktyki jest jak olbrzymi fundament bez ścian i dachu. Nie da się w takim domu mieszkać. Oczywiście ścian i dachu nie można stawiać na piasku, ale teoretycy zajmują się tylko wlewaniem betonu do dziury w ziemi.

Zatem… Do dzieła!

Praktyka czyni mistrza!

Teoria to ślad, który wszechświat zostawia w tobie. Praktyka to twój ślad we wszechświecie.

Natchnienie? Nie żartuj!

Bardzo często zdarza mi się słyszeć od znajomych (nie od podwładnych) następujące usprawiedliwienie:

Nie zabrałem się za to, bo nie miałem natchnienia.

I w wielu przypadkach osoby, które tak się tłumaczą, rzeczywiście wierzą, że do napisania raportu, pracy magisterskiej czy programu komputerowego potrzebny im jest jakiś szczególny stan ducha. Jakieś nadprzyrodzone objawienie.

Co za bzdura!

Prawda jest taka, że amator czeka na natchnienie, a profesjonalista bierze się do roboty.

Dlaczego?

Bo natchnienie czeka na okazję do działania, ale trzeba mu ją dać!

Ktoś spytał kiedyś Somerseta Maughama, czy pisze zgodnie z jakimś harmonogramem, czy też wtedy, gdy ma natchnienie.

– Piszę tylko wtedy, gdy mam natchnienie – odpowiedział pisarz. – Na szczęście natchnienie nawiedza mnie codziennie rano, punktualnie o dziewiątej.

Pablo Picasso stwierdził zaś: Gdy przychodzi natchnienie, zastaje mnie przy pracy.

Odnoszący międzynarodowe sukcesy polski oboista i kompozytor Wojtek Blecharz oświadczył w wywiadzie opublikowanym w Wysokich Obcasach 25 maja 2013 roku: Nie wierzę w wenę. Wierzę w systematyczną, intensywną pracę.

Chcesz więcej przykładów?

Po co?

Bo przyjemnie jest poodwlekać jeszcze trochę przystąpienie do działania?

Proszę bardzo, ale nie tutaj!

Tylko lenie czekają na natchnienie!

Bądź na TAK, a nie na NIE!

Prawie cztery lata temu we wpisie Nie dla „nie” wyznaczyłem jeden z kanonów mojej filozofii skutecznego eliminowania złych nawyków z własnego życia. Polega on na zastępowaniu negatywów pozytywami, a nie ich negowaniu.

Tylko w matematyce minus i minus dają plus. W życiu – dwa razy dłuższy minus.

Podejście to można obrazowo zilustrować na modnym ostatnio przykładzie „odłączania się od internetu”. Zobowiązanie takie często jest formułowane w następujący sposób:

Podczas urlopu pod żadnym pozorem nie będę łączył się z internetem. Ani za pomocą komputera, ani nawet komórki.

Co za głupota!

Dlaczego?

Ponieważ zaraz będziesz żałował, że nie możesz sprawdzić aktualnej, precyzyjnej prognozy pogody! Albo złamiesz swoje bohaterskie zobowiązanie. I tak źle, i tak niedobrze!

Moja rada jest taka:

Bądź na TAK, a nie na NIE!

Zamiast mówić „nie będę łączył się z internetem” powiedz sobie:

  • Będę łączył się z moimi dziećmi poświęcając im czas i uwagę.
  • Będę łączył się z moją drugą połową.
  • Będę łączył się z moimi rodzicami.
  • Będę łączył się z bieganiem i pływaniem.
  • Będę łączył się z harataniem w gałę.
  • Będę łączył się ze spacerami i słuchaniem śpiewu ptaków.
  • Będę łączył się z czytaniem książek.
  • Będę łączył się z innymi ludźmi w realnym świecie.

Masz tysiące możliwości pasujących do twojego temperamentu i upodobań!

Bądź na TAK, a nie na NIE!

Wspieraj swojego szefa!

Jack Welch, legendarny prezes koncernu General Electric, zapytany, co robić, żeby odnieść sukces w pracy zawodowej, odpowiedział bez wahania:

„Dowiedz się, na czym najbardziej zależy twojemu szefowi, i przekrocz w tej dziedzinie jego oczekiwania.”

Już słyszę chór „oburzonych”, zgłaszających pryncypialne i zawsze słuszne wątpliwości:

  • A jeżeli szef kradnie?
  • A jeżeli szef uprawia prywatę?
  • A jeżeli szef niszczy ludzi?
  • A jeżeli mój wysiłek nie zostanie dostrzeżony?
  • A jeżeli…
  • A jeżeli…
  • A jeżeli…

Tak, zapewne są tacy szefowie i zapewne są wśród nich psychopaci i biznesowi samobójcy, ale wbrew tym wszystkim „a jeżeli”, większości szefów zależy na wykazaniu się sprawnością działania przed swoimi szefami, co z reguły prowadzi do lepszego działania całej organizacji. Szczególnie w firmach prywatnych, gdzie na koniec dnia liczy się przede wszystkim, o ile więcej złotówek wpłynęło do kasy, niż z niej ubyło.

Zachęcam cię zatem do zastanowienia się, co możesz zrobić, żeby twój szef odniósł sukces, realizując cele waszej organizacji. Skup się na tym i daj z siebie wszystko, a nie będziesz musiał biadolić, że znów ominął cię awans.

Wspieraj swojego szefa!