Tag: minimalizm

Golenie jeleni

Strach zajrzał w oczy bankowcom. Zorientowali się, że przegięli. Że postawili zysk swoich organizacji ponad dobrem klientów. W ten sposób narazili na szwank reputację, która moim zdaniem stanowi najważniejszy składnik wartości każdej firmy. Reputację buduje się długą, mozolną i systematyczną pracą, a traci w mgnieniu oka. Dlaczego do tego doszło?

Powód jest dość prozaiczny: ludzka chciwość i walka konkurencyjna. Klienci chcieli zarabiać więcej i dawali się skusić nowymi atrakcyjnymi ofertami. Właściciele banków walczyli o swoje profity i udział w rynku. A „doradcy klienta” pragnęli jak najwięcej zgarnąć dla siebie.

Dobrze byłoby, gdyby ludzie kierowali się tylko szlachetnymi pobudkami. Ale skoro tak nie jest, systemy motywacyjne powinny uwzględniać wpływ ludzkich słabości na sposób realizacji obowiązków służbowych. Tymczasem system premiowania „doradców klienta” w bankach był i zapewne nadal jest wadliwy. Nagradza się ich za sprzedaż nowych produktów inwestycyjnych i kredytowych, a nie za wypracowywanie zysku dla klienta. Bo tak jest prościej i na krótką metę wygodniej. Bo wiele banków to tylko pośrednicy, którzy żyją z prowizji od sprzedaży pakietów przygotowywanych przez wielkich graczy na światowym rynku finansowym. A ci gracze już dawno dostrzegli, że „golenie jeleni” daje dużo większy zysk od pracowitego pomnażania ich oszczędności.

Czy jest jakiś konstruktywny wniosek, który można wyciągnąć z tych niewesołych rozważań?

Tak. Ten wniosek zamyka się w jednym słowie. Tym słowem jest umiar.

Świata być może nie uleczymy, ale jeśli w naszym życiu zachowamy umiar, to staniemy się bardziej odporni na niedoskonałości otaczającej nas rzeczywistości.

Przy czym nie zrozum mnie źle – umiar nie oznacza rezygnacji z wykorzystywania nadarzających się okazji i z życia pełnego satysfakcji. Jeśli „doradca klienta” zaproponuje ci nową atrakcyjną lokatę, nie odrzucaj od razu tej propozycji. Przeanalizuj ją i, jeżeli nie dostrzegasz w ofercie żadnych zasadniczych niejasności, skorzystaj z niej. Ale nie wkładaj w żaden interes wszystkich swoich oszczędności. Być może zostaniesz ogolony, ale przynajmniej nie na całym ciele.

Do przeczytania

Making It All Work and The Power of Less

Na moim biurku pojawiły się właśnie dwie nowe książki do pilnego przeczytania:

  • „Making It All Work” Davida Allena, która podobno zawiera zdecydowanie bardziej uporządkowany opis metody GTD w stosunku do pierwszego podręcznika zatytułowanego „Getting Things Done”;
  • „The Power of Less” Leo Babauty, o której wydaniu niedawno pisałem (Potęga umiaru).

Lektury tę zamierzam potraktować z należytą uwagą i publikować tu swoje wrażenia. Na pierwszy ogień pójdzie David Allen.

Umiar w praktyce

Pisałem niedawno o nowej, ważnej książce „Potęga umiaru”. Niespodziewanie zauważyłem w sieci informację o dość niezwykłym komunikacie wywieszonym w pewnej restauracji:

Nałóż sobie na talerz tyle, ile tylko chcesz, ale zjedz, proszę, wszystko, co sobie nałożyłeś.”

Wbrew pozorom ten prosty i logiczny napis zawiera w sobie znacznie głębsze przesłanie, daleko wykraczające poza problemy branży gastronomicznej związane z pozbywaniem się odpadków.

Jedną z najważniejszych rzeczy, które powinniśmy zrozumieć na naszej drodze do szczęścia, jest to, że należy wyznaczać sobie rozsądne granice konsumpcji, poza nimi bowiem nasza satysfakcja ze zdobyczy już nie rośnie.

Czy jest to proste? Z pewnością nie, szczególnie że wiele granic niepotrzebnie przesuwamy zbyt daleko pod naciskiem otoczenia, kierując się błędnymi wzorcami. I potem cierpimy na niestrawność, ponieważ jest nam żal wyrzucić to, co sobie nałożyliśmy.

Pamiętaj! Nakładaj sobie na talerz tylko tyle, ile dasz radę zjeść.

Na podstawie „Simple AND effective”.