Tag: marketing

Wielki sukces w Kopenhadze

Szczyt klimatyczny ONZ w Kopenhadze zakończył się spodziewanym sukcesem. Dostojni przedstawiciele przylecieli wydzielającymi tony zanieczyszczeń odrzutowcami, najedli się, napili i odlecieli, nie podpisawszy żadnego wiążącego porozumienia.

I o to chodziło!

Będzie można zorganizować kolejny szczyt, chociaż nie wiem, czy uda się znaleźć miejsce, które przebije atrakcje, jakie zgotowała uczestnikom stolica Danii. Otóż przed konferencją władze Kopenhagi w patriotycznym zapale usiłowały ograniczyć dostępność płatnego seksu w hotelach, w których mieli przebywać dostojnicy. W odpowiedzi związek pracowników biznesu erotycznego zaoferował wszystkim uczestnikom darmowe usługi seksualne. Wystarczyło wylegitymować się dokumentem potwierdzającym udział w imprezie. Akcja została przeprowadzona pod hasłem:

Be sustainable: Don’t buy sex.

czyli

Dbaj o środowisko: Nie kupuj seksu.

Noga czy głowa?

W związku z premierą polskiego czytnika książek elektronicznych eClicto (szerokie omówienie możliwości tego urządzenia znajdziesz tu: „eClicto – pierwsza przymiarka” / Paweł Wimmer) zacząłem się zastanawiać, jaki budżet ma to przedsięwzięcie. Cały czas odnoszę wrażenie, że jest ono prowadzone „z pewną taką nieśmiałością”. A właściwie nawet z dużą nieśmiałością i pokaźnym bagażem niewiary we własne siły. Cenę urządzenia skalkulowano zapewne prawidłowo – przy założeniu, że projekt musi zacząć na siebie zarabiać od godziny 8:00 10 grudnia 2009. I na tym chyba polega cały błąd.

Może warto było założyć, że ta inwestycja zwróci się po 3-5 latach i na początku sprzedawać czytniki za przysłowiową złotówkę. Można byłoby przyjąć strategię stosowaną w telefonii komórkowej i stworzyć klub książkowy, w ramach którego czytelnik miałby obowiązek kupować jedną książkę miesięcznie. Cóż, nie mój biznes, nie moja sprawa…

A dlaczego zatytułowałem ten wpis „Noga czy głowa?”? Dlatego, że zgodnie z informacjami podanymi przez Krzysztofa Klickiego, właściciela Kolportera (firmy oferującej eClicto), w latach 2002-2008 spółka ta „władowała” 40 milionów złotych w klub piłkarski Korona Kielce i nic na tym nie zarobiła (źródło: „Korona bez sponsora” / Wprost). Wątpię, żeby projekt eClicto miał podobny rozmach, więc śmiem twierdzić, że noga jest jednak ważniejsza od głowy.

Kto się boi mojego Kindelka?

Z pewnym zdziwieniem stwierdziłem, że pojawienie się możliwości zakupu w Polsce czytnika książek elektronicznych Amazon Kindle spotkało się z wyrazami głębokiej niechęci i niezadowolenia. Kiedy jednak zastanowiłem się nad tą reakcją, doszedłem do wniosku, że każda myszka czuje się nieswojo, gdy do pokoju wchodzi sprytny kocur. Tylko dlaczego adwokatami myszek stali się dziennikarze, którzy powinni dbać o swoją reputację i dokładać wszelkich starań, żeby obiektywnie opisywać otaczającą nas rzeczywistość. Tymczasem niektórzy z nich w swojej tendencyjności posunęli się nawet do podawania niesprawdzonych i, jak się okazuje, nieprawdziwych insynuacji na temat właściwości produktu Amazon.

Pan Vadim Makarenko w swoim artykule „W Polsce do sprzedaży trafi okrojona wersja Kindle” z 14 października 2009 roku (swoją drogą cóż za zachęcający tytuł) stwierdza:

Poza granicami USA użytkownicy Kindle’a nie będą mogli przeglądać stron internetowych ani czytać blogów. Będą mogli korzystać z urządzenia tylko do czytania książek i gazet. Zakupione w największym sklepie internetowym na świecie tomy i gazety będą musieli ściągnąć najpierw na twardy dysk komputera, a dopiero potem przegrywać na Kindle. Podczas gdy Amerykanie mogą ściągać książki i gazety z Amazon.com bezpośrednio na czytnik.

Przyznaję, że swobodnego dostępu do internetu i blogów rzeczywiście w Polsce jeszcze nie udostępniono, ale nie jest to podstawowa funkcja czytnika:

KINDLE33

Natomiast nieprawdą jest, że książki trzeba wgrywać do urządzenia za pośrednictwem komputera. Pokazałem to w swoim poprzednim wpisie.

Vadim Makarenko pisze dalej:

Za oceanem bowiem Kindle łączy się z internetem za pośrednictwem sieci komórkowej 3G należącej do firmy Sprint, z którą jego producent wynegocjował ciągły i bezpłatny dostęp dla użytkowników gadżetu. Pod względem technicznego rozwoju sieci komórkowych oraz ich standardów Stary Kontynent wyprzedza USA, a więc to nie zasięg telefonii komórkowej ogranicza Amazon.com. Żeby powtórzyć rozwiązanie zastosowane na rodzimym rynku, producent Kindle’a musiałby porozumieć się w każdym kraju Europy z co najmniej jednym operatorem komórkowym. Zabrałoby to sporo czasu i byłoby dużo bardziej kosztowne niż podpisanie jednej umowy obejmującej całą Unię Europejską. Gdy w zeszłym tygodniu Amazon zapowiedział, że rozpocznie wysyłanie swego czytnika do ponad stu krajów, w tym do Polski, zadzwoniliśmy do operatorów komórkowych. Usłyszeliśmy, że nikt nie rozmawiał z nimi w sprawie podłączenia Kindle’a do sieci..

Powtórzono tu za magazynem „Wired” niemądrą spekulację techniczną i poparto odpowiedziami, jakie „my, Vadim Makarenko, otrzymaliśmy” od polskich operatorów komórkowych. Jakie pytanie, taka odpowiedź. To jest tylko zwykły roaming międzynarodowy i Sprint ma z pewnością podpisane odpowiednie umowy ze wszystkimi działającymi operatorami. Żadne dodatkowe rozmowy z Amazon nie są do niczego potrzebne. Oto lista operatorów komórkowych, z których sieci może korzystać mój Kindelek:

KINDLE30

Czy komuś odjęło mowę, Panie Vadimie?

Końcowy fragment artykułu też ma za zadanie zniechęcić potencjalnego nabywcę. Na szczęście w zadziwiająco infantylny sposób:

Ponadto klientów czeka kolejny wydatek: wymiana wtyczki do zasilania albo zakup przejściówki. Dostarczona w komplecie wtyczka będzie bowiem w standardzie amerykańskim.

Przy cenie Kindle zakup odpowiedniego adapterka w Media Markcie to naprawdę pestka. A jak ktoś nie chce, to może używać do tego celu swojego komputera ze złączem USB.

Brzmienie polskiego chóru powitalnego wzmocnił ostatnio artykuł „Nook – pogromca Kindle’a od Barnes & Noble” z 23 października 2009 roku. Czytamy tam między innymi:

Jeśli właśnie zamówiłeś Kindle’a, to najlepiej natychmiast przestań czytać ten tekst – w przeciwnym razie będziesz bardzo wkurzony i rozczarowany.

A może by tak coś więcej o polskich planach Barnes and Noble? Nic? No właśnie! Ja jednak wolę wróbla w garści.

Dalej czytamy:

Moim zdaniem możliwość pożyczania będzie gwoździem do trumny Kindle’a – po co kupować urządzenie o ograniczonych możliwościach, którym możesz cieszyć się wyłącznie ty sam, skoro na rynku jest czytnik w podobnej cenie i z tańszymi książkami, które na dodatek można pożyczać znajomym?

Znów uszczypliwości i oparte jedynie na zapowiedziach spekulacje na temat technologii i modeli biznesowych. Pożyjemy, zobaczymy…

Jedno jest tylko dla mnie oczywiste: Konkurencja Amazona jest przerażona! Natomiast chciałbym wierzyć, że negatywne reakcje na pojawienie się Kindle w Polsce są jedynie zbiegiem okoliczności, a nie rozpaczliwym chwytaniem się brzytwy przez innych chętnych na kawałek tego smakowitego tortu publikacji elektronicznych.

Dobry wpis w trzech krokach

Oto najkrótsza recepta na poczytny wpis blogowy:

  1. Namierz problem, z którym boryka się wiele osób.
  2. Stwórz i opisz skuteczny sposób rozwiązania tego problemu.
  3. Wymyśl chwytliwy tytuł wpisu, ułatwiający jego szeroką dystrybucję.

Proste? Proste!

Łatwe? Nie zawsze…

Na podstawie „Leo Babauta from Zen Habits Shares a Popular Post Case Study” / ProBlogger.