Tag: maksymy

Milczenie jest złotem

W pierwszej serii słynnego serialu „House of Cards” usłyszałem następujący dialog:

– Resztę można przemilczeć.
– To dużo będzie tego milczenia…

Esencją polityki jest mówić to, co służy realizacji celów, a nie to, co się wie.

Reszta pozostaje milczeniem.

Kto to rozumie, zostaje Przewodniczącym Rady Europejskiej, a kto nie, musi wyjechać do Białowieży albo innego Chobielina.

Zaawansowanym czytelnikom BIZNESU BEZ STRESU polecam również korzystanie z następujących wskazówek praktycznych:

  1. Po pierwsze: nie myśl!
  2. Jeśli pomyślałeś, nie mów!
  3. Jeśli powiedziałeś, nie pisz!
  4. Jeśli napisałeś, nie podpisuj!
  5. Jeśli podpisałeś, to się potem nie dziw! ;-)

Bo to zły problem był…

„Bo to zła kobieta była…” – Franz Maurer, główny bohater filmu „Psy” Władysława Pasikowskiego

Powyższa światła myśl objawiła się w mojej głowie, gdy przeczytałem następującą wypowiedź:

„Znacznie częściej ponosimy porażkę, rozwiązując niewłaściwy problem, niż znajdując błędne rozwiązanie właściwego problemu.” – Russell Ackoff

To tak, jakbyśmy chcieli zerwać jabłko z jabłoni, a przystawiali drabinę do sosny.

Problem w tym, jak się zorientować, że to nie jest właściwe drzewo!

Tu pomaga chwila namysłu – ale nie taktycznego, lecz strategicznego. Musisz cofnąć się i przyjrzeć całej sytuacji ze wzgórza swoich głównych celów i wartości. Stamtąd widać wyraźnie, gdzie należy szukać owoców, a nie szyszek i gdzie należy szukać rozwiązań, a nie pozornej, nieprowadzącej do niczego krzątaniny.

  • Czy rozwiązaniem problemu braku pieniędzy jest skupienie się na wyszukiwaniu kolejnej instytucji szybkopożyczkowej, która jeszcze cię nie zna, czy ograniczenie niepotrzebnych wydatków?
  • Czy rozwiązaniem problemu braku czasu jest krótsze spanie, czy nieoglądanie durnych programów telewizyjnych?
  • Czy rozwiązaniem problemu długich dojazdów do dobrej pracy jest jej zmiana, czy wykorzystanie tego czasu do czytania lub słuchania w celu zdobycia nowych umiejętności i wiedzy?

Kilka minut zainwestowanych w uczciwe przemyślenie szerszego aspektu sprawy, pozwoli ci uniknąć w przyszłości kiwania głową i mówienia:

„Bo to zły problem był…”

Z życiem za pan brat

„When you are properly engaged with your life you don’t need any more time and if you are not properly engaged more time ain’t gonna solve it. It’s all about having the proper relationship to it.” – David Allen

Po polsku ująłbym to tak:

„Gdy jesteś ze swoim życiem za pan brat, nie potrzebujesz więcej czasu. W przeciwnym przypadku, żadna jego ilość nie rozwiąże problemu. Sedno tkwi we właściwym stosunku do swoich spraw.” – David Allen

Tylko wyjęcie wszystkich trupów z szafy, wymiecenie śmieci spod dywanu i trzeźwa ocena, co jest możliwe, a co nie, mogą sprawić, że osadzisz swoje zamiary i oczekiwania w realiach tego świata, a nie w jakimś wyimaginowanym matriksie, gdzie ludzie są w stanie przeczytać 100 książek dziennie, jednocześnie studiując na trzech kierunkach, pracując na pięciu etatach, porządkując zagraconą piwnicę i wylegując się na plaży w Santa Barbara w Kalifornii.

Prawie wszystko jest w zasięgu twojej ręki, ale musisz wybrać, co chcesz osiągnąć, bo nie da się zrobić wszystkiego naraz. I właśnie do tego służy metoda Getting Things Done (GTD) Davida Allena. Do zebrania potencjalnych powinności i możliwości w jednym miejscu oraz przeanalizowania, co warto i co da się zrobić.

A „w temacie” kalifornijskich plaży, mam inny, ciekawy cytat, który wymknął się z ust Davidowi Allenowi z okazji jego majowej przeprowadzki do Amsterdamu:

„California is kind of in the middle of nowhere relative to the rest of the world.” – David Allen

czyli:

„Kalifornia leży tak trochę w centrum pustkowia, biorąc pod uwagę całą resztę świata.” – David Allen

Niech w lany poniedziałek ten cytat uleczy twoje europejskie kompleksy, jeśli takowe masz!

Marnując życie – dzień po dniu

Przyszłość jest niewiadomą.

Co prawda może przynieść wiele radości, ale może też przywlec nieszczęścia.

I co wtedy?

Co zrobisz, gdy przydarzy ci się coś niedobrego?

A cóż to może być?

Może złamiesz nogę… Albo stracisz pracę… Albo nie zdasz egzaminu… Albo dostaniesz raka mózgu… Albo cię okradną… Albo terroryści zaatakują twoje miasto… Albo…

Tysiące możliwości, a ty je wszystkie musisz przeanalizować i przerazić się swoją niemocą wobec zatrważającego świata…

Zastanów się jednak, w jaki sposób możesz zaradzić tym czającym się nieszczęściom, poświęcając ich rozpamiętywaniu swój czas.

Odpowiem ci: W ŻADEN!

Dlaczego?

Dlatego, że tych potencjalnych możliwości jest zbyt wiele. A szansę ziszczenia się ma tylko jedna lub dwie. I i tak nie będziesz do nich dobrze przygotowany, ponieważ twoje martwienie się było zbyt rozproszone. Próbowałeś ogarnąć wszystko, co może stanąć ci na drodze, zamiast skupić się na tym, co naprawdę wydarza się w tej chwili i może mieć dobre lub złe konsekwencje w przyszłości.

To tak, jakbyś stał na boisku i zastanawiał się, w jaki sposób nie uda ci się strzelić gola przeciwnikowi, gdy tymczasem ten właśnie przeciwnik przebiega obok ciebie, pędząc z piłką w kierunku twojego pola karnego. A ty ani me, ani be, ani wślizgu-mizgu…

Jakże prawdziwe jest powiedzenie, które pierwszy raz usłyszałem w filmie „American Beauty”:

„Dziś jest pierwszy dzień całej reszty twojego życia.”

Jeżeli spędzisz ten dzień na zamartwianiu się, nie zyskasz nic. Następne dni będą, jakie będą i niewiele możesz na to poradzić. Tymczasem stracisz dzień, który mogłeś zyskać, ale wolałeś utopić w beczce z troskami – w większości bezpodstawnymi i wydumanymi.

Rachunek jest prosty: marnując każdy dzień… marnujesz każdy dzień!

Ale nie tylko. Wytrwale uczysz swój mózg negatywnego postrzegania świata, a to coraz bardziej wpływa na twój nastrój i zdolność do działania.

Jeśli masz takie skłonności i jesteś inteligentnym człowiekiem (a na pewno jesteś, bo głupole nie myślą o przyszłości), powiedz sobie:

„Dość tego, do licha!”

I świadomie, z pełną determinacją, na jaką cię stać (a wiem, że stać cię na wiele), zacznij kasować ze swojej głowy te nieuzasadnione, czarne spekulacje na temat tego, co może się jeszcze złego wydarzyć.

Wyimaginowane troski same nie znikną – musisz je odimaginować, wręcz wymłotkować!

A zatem – do młotka! :-)