Tag: lektury

Amator i profesjonalista

W poprzednim wpisie uraczyłem was cytatami z książki Stevena Pressfielda „Do the Work”. Dziś czas na „Turning Pro”:

Czasami, gdy przeraża nas podążanie za swoim prawdziwym powołaniem, zwracamy się w kierunku powołania zastępczego. Ta zastępcza kariera stanowi namiastkę tego, co prawdziwe. Jej kształt jest trudny do odróżnienia, a kontury zwodniczo podobne. Ale zastępcza kariera nie pociąga za sobą żadnego ryzyka. Jeśli poniesiemy porażkę, konsekwencje nie mają dla nas żadnego znaczenia.

Czy twoja kariera jest tylko namiastką?

[Steven Pressfield, „Turning Pro”, Kindle loc. 228]

Różnica pomiędzy amatorem a profesjonalistą polega na nawykach. Amator ma amatorskie nawyki, profesjonalista – profesjonalne.

[Steven Pressfield, „Turning Pro”, Kindle loc. 318]

Uzależnienia zastępują nasze powołanie. Ulegamy im zamiast pielęgnować powołanie. Dlaczego? Ponieważ podążanie za swoim powołaniem wymaga pracy. Jest trudne i bolesne. Wymaga wystawienia się na cierpienia związane z wysiłkiem, ryzykiem i obnażeniem się.

[Steven Pressfield, „Turning Pro”, Kindle loc. 356]

Byliśmy amatorami żyjącymi w przeszłości lub marzącymi o przyszłości, lecz całkowicie zaniedbującymi wykonywanie – tu i teraz – pracy niezbędnej do posuwania spraw naprzód.

[Steven Pressfield, „Turning Pro”, Kindle loc. 369]

Życie, które nazywamy „normalnym”, wcale normalne nie jest. Mąż lub żona, dzieci, kredyt hipoteczny, praca na etacie… Kto powiedział, że to jest życie? Co jest takiego wspaniałego w spędzaniu czasu w fabryce albo w biurowej klitce?

Ty i ja, artyści i przedsiębiorcy, żyjemy życiem bliższym naturalnemu, jeśli mnie o to pytasz.

Wędrujemy jak inne stworzenia. Podążamy za swoją Muzą, niczym za słońcem. Gdy zbierzemy plon, pakujemy się i ruszamy w drogę ku nowym wyzwaniom.

Nie jest to złe życie.

Jest samotne. Twarde. Nie dla każdego. Ale, tak jak życie wędrowca, ma swoje zalety.

[Steven Pressfield, „Turning Pro”, Kindle loc. 494]

Rozpraszanie się może z pozoru wyglądać niewinnie. Jak możemy sobie szkodzić, bawiąc się, flirtując albo ciesząc się owocami wielkiego, wspaniałego świata?

Ale tymczasem nasze życia spływają do kanalizacji, banał za banałem, błahostka za błahostką, w porcjach po 140 znaków.

[Steven Pressfield, „Turning Pro”, Kindle loc. 535]

Występuje zasadnicza różnica pomiędzy porażką, która jest naturalnym i normalnym elementem życia, a uzależnieniem od porażek.

Gdy jesteśmy uzależnieni od porażek, przynoszą nam one satysfakcję. Za każdym razem, gdy przegramy, w głębi serca czujemy ulgę.

Istnieje coś takiego jak „urok porażki” eksploatowany przez wieki przez przymierających głodem poetów, romantycznych samobójców i inne zagubione na własne życzenie dusze. Ten urok odczynia porażkę i przemienia ją w „sukces”.

[Steven Pressfield, „Turning Pro”, Kindle loc. 543]

Strach jest podstawowym kolorem wewnętrznego świata amatora. Strach przed porażką, strach przed sukcesem, strach przed wygłupieniem się, strach przed niespełnieniem oczekiwań lub ich przekroczeniem, strach przed biedą, strach przed samotnością, strach przed śmiercią.

Jednak główną rzeczą, której boimy się jako amatorzy, jest wykluczenie z naszego plemienia: gangu, paczki, mamy i taty, rodziny, narodu, rasy, religii.

Amator obawia się, że kiedy stanie się profesjonalistą i podąży za swoim powołaniem, będzie musiał zmierzyć się z tym, kim naprawdę jest i czego może dokonać.

Amator jest przerażony, że jego plemię, ujrzawszy kim naprawdę jest, wyrzuci go za drzwi na mróz, żeby umarł w samotności.

[Steven Pressfield, „Turning Pro”, Kindle loc. 709]

Profesjonalista jest tak samo przerażony jak amator. W gruncie rzeczy, może nawet bardziej, ponieważ znacznie dotkliwiej wie, kim jest i jak wygląda jego wewnętrzny wszechświat.

Różnica polega na tym, co robi w obliczu stającego przed nim strachu.

[Steven Pressfield, „Turning Pro”, Kindle loc. 720]

Amator jest narcyzem. Widzi świat hierarchicznie. Wciąż porównuje się z innymi, nadymając się, gdy mu się powodzi, i popadając w desperacki niepokój, gdy jego gwiazda gaśnie.

(…)

Amator ściga się z innymi i wierzy, że nie może zwyciężyć, jeśli jego konkurent nie poniesie porażki.

[Steven Pressfield, „Turning Pro”, Kindle loc. 727]

Amator wierzy, że przed przystąpieniem do działania musi otrzymać zgodę od jakiejś Wszechmocnej Instancji: kochanka lub małżonka, rodzica, szefa lub innego autorytetu.

[Steven Pressfield, „Turning Pro”, Kindle loc. 785]

Kiedy stajemy się profesjonalistami, przestajemy uciekać od naszych strachów. Zatrzymujemy się, odwracamy i stawiamy im czoło.

[Steven Pressfield, „Turning Pro”, Kindle loc. 885]

Amator ćwierka na Twitterze. Profesjonalista pracuje.

[Steven Pressfield, „Turning Pro”, Kindle loc. 1078]

Do roboty!

Zupełnie nie wiem, dlaczego na łamach BIZNESU BEZ STRESU tak mało uwagi poświęciłem książkom Stevena Pressfielda:

Wszystkie one traktują o profesjonalnym podejściu do pracy i pokonywaniu wewnętrznego Oporu, który powstrzymuje nas od tworzenia dzieł będących w zasięgu naszych umiejętności i zasobów. Szczerze polecam przeczytanie tych pozycji. Pomagają zrozumieć i pokonać demony niszczące naszą kreatywność i potencjał twórczy.

Dziś cytaty z „Do the Work”:

Oto trzej najbezmyślniejsi faceci, jacy przychodzą mi do głowy: Charles Lindbergh, Steve Jobs i Winston Churchill. Dlaczego? Ponieważ każdy inteligentny człowiek, który zrozumiałby, jak niemożliwie trudne zadania sobie postawili, w ogóle nie przystąpiłby do ich realizacji.

Ignorancja i arogancja są niezbędnymi sprzymierzeńcami artysty i przedsiębiorcy. Muszą oni być albo wystarczająco nieświadomi trudności związanych z tym, czego zamierzają dokonać, albo wystarczająco zarozumiali, żeby bezkrytycznie wierzyć w możliwość dotarcia do swojego celu.

Jak osiągnąć ten stan umysłu? Przez bezmyślność. Przez niepozwalanie sobie na główkowanie.

Dziecko nie ma żadnych kłopotów z wiarą w to, co jest nie do wiary. Geniusz i wariat też. Tylko my, ty i ja, z naszymi wielkimi mózgami i małymi sercami, jesteśmy tymi, którzy wątpią, zbyt dużo myślą i się wahają.

Nie myśl. Działaj.

Zawsze możemy zrewidować i naprawić to, co zbroiliśmy. Ale nie osiągniemy nic, jeśli nie zaczniemy działać.

[Steven Pressfield, „Do the Work”, Kindle loc. 156]

Wyobraź sobie pudełko z pokrywką. Weź je do ręki. Otwórz.

Co jest w środku?

Może żaba, może jedwabna apaszka, a może złota moneta. Ale sztuczka polega na tym, że niezależnie od tego, ile razy otworzysz pudełko, zawsze coś w nim jest.

Spytaj mnie o moją religię. To właśnie jest to.

Wierzę niewzruszenie, że w pudełku zawsze coś jest.

[Steven Pressfield, „Do the Work”, Kindle loc. 178]

Nie przygotowuj się. Zacznij.

Pamiętaj, że naszym wrogiem nie jest brak przygotowania; nie jest też trudność projektu, aktualna sytuacja rynkowa lub puste konto w banku.

Wrogiem jest Opór.

Wrogiem jest nasz trajkoczący umysł, któremu wystarczy dać jedną nanosekundę, żeby zaczął wymyślać wymówki, alibi, ewidentne samousprawiedliwienia i miliony powodów, dla których nie możemy / nie powinniśmy / nie zrobimy tego, co wiemy, że jest niezbędne.

Zacznij, zanim będziesz gotowy.

[Steven Pressfield, „Do the Work”, Kindle loc. 197]

Nawet najkulturalniejsza matka rodzi swoje dziecko spocona, wytrącona z równowagi, klnąc przy tym jak szewc.

[Steven Pressfield, „Do the Work”, Kindle loc. 222]

Miałem trzydzieści lat, kiedy w mojej głowie zrodziła się pierwsza prawdziwa myśl. Wszystko do tego czasu było albo tym, co buddyści nazywają trajkotem „małpiego umysłu”, albo odbiciem tego, co powiedzieli mi rodzice lub nauczyciele, co zobaczyłem w wiadomościach lub przeczytałem w książce, co usłyszałem od kogoś na ulicy.

W tej książce, gdy mówię „nie myśl”, rozumiem przez to: nie słuchaj trajkotu w swojej głowie.

[Steven Pressfield, „Do the Work”, Kindle loc. 309]

Kiedy ty i ja zabieramy się do stworzenia czegoś – sztuki, biznesu, pracy naukowej, miłości – lub osiągnięcia wyższego poziomu naszego „ja”, wyzwalamy nieuchronną, przeciwną naszym planom reakcję wszechświata.

Ta reakcja to Opór. Opór jest aktywną, inteligentną, wielopostaciową, złośliwą siłą – niestrudzoną, bezlitosną i niegasnącą, której jedynym celem jest zatrzymanie nas na drodze do stania się lepszymi i osiągania naszych ambitnych zamierzeń.

Wszechświat nie jest obojętny. Jest aktywnie wrogi.

(…)

Nigdy nie wyeliminujemy Oporu. Nigdy nas nie zostawi w spokoju. Ale możemy go przechytrzyć i sprzymierzyć się z siłami równie potężnymi jak on.

Jednego tylko – nigdy, przenigdy – nam nie wolno: zlekceważyć Oporu, nie docenić go lub pominąć w naszych rachubach.

Musimy traktować Opór poważnie, tak jak Sigourney Weaver traktowała Obcego, a Święty Jerzy smoka.

[Steven Pressfield, „Do the Work”, Kindle loc. 336]

Profesjonalista nie odbiera ani sukcesu, ani porażki osobiście. To bardzo ważne.

Fakt, że nasz projekt zakończył się katastrofą, nie jest wyznacznikiem naszej wartości jako istot ludzkich. To tylko błąd. To problem, a problem może zostać rozwiązany.

[Steven Pressfield, „Do the Work”, Kindle loc. 695]

Działanie i odpowiedzialność

Dziś dwa dodatkowe cytaty z książki „The 12 Week Year: Get More Done in 12 Weeks than Others Do in 12 Months” („12-tygodniowy rok, czyli jak zrobić więcej w ciągu 12 tygodni, niż inni przez 12 miesięcy”) autorstwa Briana P. Morana i Michaela Lenningtona:

Bez wątpienia słyszałeś wielokrotnie, że wiedza to potęga. Ale wiedza jest potęgą tylko wtedy, gdy ją wykorzystujesz. Ludzie latami wchłaniają wiedzę, tylko po co? Wiedza sama w sobie nie przynosi żadnego pożytku, o ile jej posiadacz czegoś z nią nie zrobi. Wspaniałe pomysły też są nic nie warte, jeśli nie zostaną wprowadzone w życie. Liczą się tylko te idee, które ktoś zmaterializował. Możesz być inteligentny, mieć do dyspozycji mnóstwo informacji i wspaniałych pomysłów, znać odpowiednich ludzi, być zdolnym do ciężkiej pracy i obdarzonym wieloma talentami, ale w końcowym rozrachunku liczy się twoje działanie. To ono jest największą przewagą na rynku. Najlepsze firmy i ludzie odnoszący największe sukcesy potrafią działać lepiej od konkurencji. Barierą, która odgradza cię od życia, jakie mógłbyś prowadzić, jest brak konsekwentnego działania. Skuteczne działanie to klucz do wolności. To ścieżka wiodąca do zdobywania tego, czego pragniesz.

[Brian P. Moran, Michael Lennington, „The 12 Week Year”, Kindle loc. 244]

Odpowiedzialność to zdanie sobie sprawy z tego, że zawsze masz wybór; że tak naprawdę w życiu nie ma żadnego przymusu. Przymus to wszystkie te rzeczy, których nienawidzisz, ale jednak robisz, bo musisz. Nie, wcale nie musisz! Wszystko, co robimy w życiu, jest naszym wyborem. Nawet w sytuacjach, gdzie obowiązują jakieś nakazy i zakazy, wciąż masz wybór – ale… jest olbrzymia różnica pomiędzy podejściem „wybrałem” a podejściem „muszę”. Przymus to ciężar – kłopot, który opędzasz jak najmniejszym wysiłkiem. Gdy jednak zdasz sobie sprawę, że w ostatecznym rozrachunku masz wybór, będziesz mógł wykreować diametralnie odmienny scenariusz. Kiedy wybierasz pewne działanie, możesz wykorzystać swoje zasoby i należycie przyłożyć się do wykonania zadania. To postawa dająca znacznie większą siłę przebicia. Jesteś wówczas panem swoich działań – ich rezultatów i konsekwencji.

Odpowiedzialność to nie konsekwencje; to władza.

[Brian P. Moran, Michael Lennington, „The 12 Week Year”, Kindle loc. 837]

12-tygodniowy rok

12 Work Year

Mieliśmy już przebojowy „4-godzinny tydzień pracy” Tima Ferrissa – propozycję, którą uważam bardziej za marketingowy eksperyment niż poradnik prezentujący alternatywny sposób na życie. Oczywiście nie mogę odmówić autorowi popularyzacji wielu pożytecznych wskazówek praktycznych, ale całość nie przystaje do skrzypiącej rzeczywistości. Jak mówi ludowe przysłowie, „pańskie oko konia tuczy”, więc marny los tych, którzy uważają, że wystarczy poświęcać tylko 4 godziny tygodniowo na pilnowanie swoich spraw.

Znacznie lepszą koncepcją z dziedziny manipulacji jednostkami czasu jest 12-tygodniowy rok opisany w książce „The 12 Week Year: Get More Done in 12 Weeks than Others Do in 12 Months” („12-tygodniowy rok, czyli jak zrobić więcej w ciągu 12 tygodni, niż inni przez 12 miesięcy”) autorstwa Briana P. Morana i Michaela Lenningtona.

Tytuł obiecuje dużo i, moim zdaniem, wcale nie stanowi przesady. Bez napinki, sztuczek motywacyjnych, stresu i zmęczenia można zdziałać znacznie więcej, stosując proponowaną przez Morana i Lenningtona metodę zmiany perspektywy czasowej planowania i realizacji swoich zamierzeń.

Zarówno w życiu prywatnym, jak i w pracy zawodowej przywykliśmy do rocznych cyklów planowania i rozliczania kluczowych przedsięwzięć. Wydaje się to rozsądne, jednak nie jest ze względu na ułomności natury ludzkiej. Zobowiązania noworoczne nie działają, a wykonywanie firmowych projektów i budżetów zwykle odbywa się w następującym trybie:

  • pierwszy kwartał: nie dzieje się prawie nic, opóźnienia w skali roku są jeszcze niewielkie, nie ma powodu do niepokoju;
  • drugi kwartał: ktoś bez pośpiechu zaczyna coś robić, ale w dalszym ciągu jest jeszcze masę czasu do końca roku, więc ewentualne zaległości da się bez problemu nadrobić;
  • trzeci kwartał: okres urlopowy sprawia, że o żadnym przyspieszeniu i nadrabianiu opóźnień nie ma mowy – oczywiście z przyczyn obiektywnych i łatwo wytłumaczalnych;
  • czwarty kwartał: to czas, w którym wszyscy biegają jak opętani, pracują po nocach, próbując zrobić przez ostatnie 3 miesiące roku pracę zaplanowaną na 12 miesięcy.

Taka jest rzeczywistość, w jakiej większość z nas działa. Co zatem zrobić? Rozwiązanie nasuwa się samo: planować i rozliczać przedsięwzięcia w okresach kwartalnych czyli trzymiesięcznych czyli 12-tygodniowych (plus jeden tydzień rezerwy na uratowanie się z niekontrolowanego poślizgu lub na zasłużony odpoczynek).

Podoba mi się ten pomysł!

12 tygodni to czas wystarczająco długi, żeby zrobić coś nietrywialnego, i jednocześnie wystarczająco krótki, żeby od początku czuć presję zbliżających się terminów wykonania tygodniowych zadań cząstkowych oraz wcale nie tak odległego terminu końcowego. Sam pomyśl: dziś jest 3 października, a Boże Narodzenie, które nastąpi za 12 tygodni, wydaje się być w zasięgu wzroku! Właściwie to już trzeba zacząć myśleć o prezentach! ;-)

Planuj więc i działaj w rytmie kwartalnym!

Ale przedtem przeczytaj kilka cytatów, które wynotowałem z tej książki:

„Gdy­byśmy ro­bili te wszys­tkie rzeczy, które jes­teśmy w sta­nie zro­bić, wpra­wili­byśmy się w og­romne zdumienie.” – Thomas Edison

[Brian P. Moran, Michael Lennington, „The 12 Week Year”, Kindle loc. 226]

Większość z nas ma dwa życia: to, które przeżywamy i to, które bylibyśmy zdolni przeżyć.

[Brian P. Moran, Michael Lennington, „The 12 Week Year”, Kindle loc. 229]

„Nie możesz bu­dować re­putac­ji na tym, co za­mie­rzasz zrobić.” – Henry Ford

[Brian P. Moran, Michael Lennington, „The 12 Week Year”, Kindle loc. 313]

„Całe życie chciałam być kimś. Teraz widzę, że powinnam to sprecyzować.” – Lily Tomlin

[Brian P. Moran, Michael Lennington, „The 12 Week Year”, Kindle loc. 485]

„Najlepszym wskaźnikiem, jaka będzie twoja przyszłość, jest to, co robisz każdego dnia.”

[Brian P. Moran, Michael Lennington, „The 12 Week Year”, Kindle loc. 607]

„Uncja działania jest warta tony teorii.” – Ralph Waldo Emerson

[Brian P. Moran, Michael Lennington, „The 12 Week Year”, Kindle loc. 624]

„Wierzymy w Boga; pozostali muszą przynieść konkrety.” – W. Edwards Deming

[Brian P. Moran, Michael Lennington, „The 12 Week Year”, Kindle loc. 674]

„Jeśli zatroszczymy się o minuty, lata same sobie poradzą.” – Benjamin Franklin

[Brian P. Moran, Michael Lennington, „The 12 Week Year”, Kindle loc. 769]

„Najlepszą cechą przyszłości jest to, że nadchodzi dzień po dniu.” – Abraham Lincoln

[Brian P. Moran, Michael Lennington, „The 12 Week Year”, Kindle loc. 949]

Zachęcające jest to, że niezależnie od przeszłych lub obecnych wyników, możesz zacząć osiągać wspaniałe rezultaty już dziś, wybierając dobre robienie tego, co wiesz, że powinieneś robić. To naprawdę nie jest ani trochę bardziej skomplikowane. W końcu – albo przykładasz się tu i teraz, albo wcale.

[Brian P. Moran, Michael Lennington, „The 12 Week Year”, Kindle loc. 983]

Przyjmij rzeczywistość do wiadomości.

[Brian P. Moran, Michael Lennington, „The 12 Week Year”, Kindle loc. 2332]

Skup się na tym, na co masz wpływ.

[Brian P. Moran, Michael Lennington, „The 12 Week Year”, Kindle loc. 2336]