Tag: inwestycje

Pewna inwestycja

Utrata zaufania do instytucji finansowych, jaka trapi ostatnio posiadaczy oszczędności, powoduje, że testowane są alternatywne metody pomnażania majątku. Postanowiłem przyłączyć się do tego nurtu i…

  • Zainwestowałem swoje pieniądze w budzącej zaufanie instytucji.

    Kasyno 1
  • Wystarczyło włożyć banknot do atrakcyjnie wyglądającego wpłatomatu i naciskać guzik pomnażający oszczędności. Wiele osób wokół robiło to samo, więc nie śmiałem wątpić w reputację firmy przyjmującej wpłaty.

    Kasyno 2
  • Mój kapitał zaczął rosnąć.

    Kasyno 3
  • I rosnąć.

    Kasyno 4
  • I rosnąć.

    Kasyno 5
  • Aż znikł (niestety potwierdzenia tego faktu nie sposób wydrukować).

Zupełnie, jak w prawdziwym banku albo w Warszawskiej Grupie Inwestycyjnej czy u pana Madoffa. Ich troską jest to, żeby klienci wpłacali swoje środki właśnie im, a nie komuś innemu. Cała reszta to czysty hazard. Wniosek stąd taki, że aby ryzykownie rozporządzić swoimi oszczędnościami, nie trzeba wcale jeździć do Las Vegas. W każdym kraju są uczynni ludzie, którzy pomogą nam to zrobić w dogodnym miejscu i czasie.

Po dawce sarkazmu czas na rzecz istotną. Wczoraj zrealizowałem jedno ze swoich największych marzeń: obejrzałem z bliska Wielki Kanion i Zaporę Hoovera. Nigdy nie zapomnę szesnastego marca 2009 roku.

  • Kanion

Golenie jeleni

Strach zajrzał w oczy bankowcom. Zorientowali się, że przegięli. Że postawili zysk swoich organizacji ponad dobrem klientów. W ten sposób narazili na szwank reputację, która moim zdaniem stanowi najważniejszy składnik wartości każdej firmy. Reputację buduje się długą, mozolną i systematyczną pracą, a traci w mgnieniu oka. Dlaczego do tego doszło?

Powód jest dość prozaiczny: ludzka chciwość i walka konkurencyjna. Klienci chcieli zarabiać więcej i dawali się skusić nowymi atrakcyjnymi ofertami. Właściciele banków walczyli o swoje profity i udział w rynku. A „doradcy klienta” pragnęli jak najwięcej zgarnąć dla siebie.

Dobrze byłoby, gdyby ludzie kierowali się tylko szlachetnymi pobudkami. Ale skoro tak nie jest, systemy motywacyjne powinny uwzględniać wpływ ludzkich słabości na sposób realizacji obowiązków służbowych. Tymczasem system premiowania „doradców klienta” w bankach był i zapewne nadal jest wadliwy. Nagradza się ich za sprzedaż nowych produktów inwestycyjnych i kredytowych, a nie za wypracowywanie zysku dla klienta. Bo tak jest prościej i na krótką metę wygodniej. Bo wiele banków to tylko pośrednicy, którzy żyją z prowizji od sprzedaży pakietów przygotowywanych przez wielkich graczy na światowym rynku finansowym. A ci gracze już dawno dostrzegli, że „golenie jeleni” daje dużo większy zysk od pracowitego pomnażania ich oszczędności.

Czy jest jakiś konstruktywny wniosek, który można wyciągnąć z tych niewesołych rozważań?

Tak. Ten wniosek zamyka się w jednym słowie. Tym słowem jest umiar.

Świata być może nie uleczymy, ale jeśli w naszym życiu zachowamy umiar, to staniemy się bardziej odporni na niedoskonałości otaczającej nas rzeczywistości.

Przy czym nie zrozum mnie źle – umiar nie oznacza rezygnacji z wykorzystywania nadarzających się okazji i z życia pełnego satysfakcji. Jeśli „doradca klienta” zaproponuje ci nową atrakcyjną lokatę, nie odrzucaj od razu tej propozycji. Przeanalizuj ją i, jeżeli nie dostrzegasz w ofercie żadnych zasadniczych niejasności, skorzystaj z niej. Ale nie wkładaj w żaden interes wszystkich swoich oszczędności. Być może zostaniesz ogolony, ale przynajmniej nie na całym ciele.

Całe złoto świata

Według Wikipedii od początku świata do 2001 roku wydobyto 145 tysięcy ton złota o wartości około 4,14 biliona dolarów (przy cenie 890 dolarów za uncję). 19% z tego urobku zostało zgromadzone jako oficjalne rezerwy w złocie przechowywane przez banki centralne wszystkich państw. Jak łatwo wyliczyć jest to 27 550 ton o wartości około 788 miliardów dolarów. Polska, dysponująca rezerwami w wysokości 102,9 tony o wartości prawie 3 miliardów dolarów, plasuje się na 32 miejscu w klasyfikacji krajów-posiadaczy zabezpieczenia w złocie.

Jeśli porównamy te kwoty z wielkością kryzysowych dotacji ratunkowych i stymulacyjnych uruchomionych lub zadeklarowanych do uruchomienia w Stanach Zjednoczonych, okaże się, że pierwotny, zatwierdzony przez Kongres plan Paulsona (700 miliardów dolarów) to bez mała równowartość rezerw wszystkich państw, a łączna kwota tych dotacji do dnia dzisiejszego przekroczyła już dwukrotnie wartość całego wykopanego dotychczas złota, wliczając w to wszystkie obrączki ślubne na świecie. I mówimy tu tylko o Stanach Zjednoczonych!

Serwis „Boing Boing” zamieścił dla porównania zestawienie największych do tej pory wydatków budżetowych USA (wartości skorygowane o inflację):

  • plan Marshalla: 115.3 miliarda dolarów;
  • zakup stanu Luizjana: 217 miliardów dolarów;
  • człowiek na Księżycu: 237 miliardów dolarów;
  • kryzys kas zapomogowo-pożyczkowych (lata 1980/1990): 256 miliardów dolarów;
  • wojna koreańska: 454 miliardy dolarów;
  • The New Deal (lata 1930-te): 500 miliardów dolarów;
  • inwazja na Irak: 597 miliardów dolarów;
  • wojna wietnamska: 698 miliardów dolarów;
  • dotychczasowe wydatki NASA: 851,2 miliarda dolarów.

To daje do myślenia. Wobec takich realiów należy chyba zainwestować wszystkie swoje oszczędności w papiernie i drukarnie banknotów, ponieważ wieloletnie zamówienia w tej branży wydają się być zagwarantowane.

W co inwestować?

W czasach kryzysu, gdy akcje i nieruchomości tracą na wartości, a system bankowy chwieje się w posadach, wiele osób zastanawia się, w co należy inwestować?

Wbrew pozorom odpowiedź jest banalnie prosta:

Inwestuj w siebie!

  • Zdobądź nowe kwalifikacje.
  • Stań się lepszym pisarzem, blogerem, programistą.
  • Zainwestuj w swoje osobiste projekty. Wiele przedsięwzięć, które odniosły olbrzymi sukces, zainicjowano podczas załamania gospodarczego.
  • Zadbaj o swoje zdrowie i sprawność fizyczną.

To jest kapitał, który z pewnością zaprocentuje, kiedy nadejdą lepsze czasy.