Tag: humor

Poważny kryzys

„Nie chciałbyś, żeby poważny kryzys się zmarnował.” – Rahm Emanuel (szef administracji Prezydenta Baracka Obamy)

Cyniczna interpretacja tego cytatu jest taka:

Z każdej ludzkiej tragedii powinieneś umieć wycisnąć dla siebie jak największy zysk.

Natomiast moja interpretacja tego cytatu jest taka:

Z każdej ludzkiej tragedii wyciągnij wnioski, które zmniejszą prawdopodobieństwo, że się kiedykolwiek powtórzy. I zrób wszystko, żeby te wnioski zostały wdrożone.

Sopocki Picasso

Sopocki Picasso

Podczas mojego pobytu w Sopocie dokonałem epokowego odkrycia. Po torach trójmiejskiej SKM jeździ skład ozdobiony przez Samego Mistrza. Bez wątpliwości to Pablo Picasso jest autorem koszykarskiego, monochromatycznego graffiti, które ulega słynnym deformacjom (oko na brodzie) dzięki artystycznym działaniom ludu pracującego Wybrzeża oraz turystów ze wszystkich stron świata.

Niech żyje niezwyciężony sojusz artysty, robotnika, turysty i kolejarza!

Niech żyje!

Niech żyje!

Doskonali pracownicy

Doskonali pracownicy to ci, którzy pamiętają o wszystkim i nigdy nie pudłują strzelając z biodra. Nie potrzebują kontrolnej listy czynności do wykonania i nie muszą za każdym razem zaglądać do instrukcji postępowania. Doskonali pracownicy są samodzielni i kierują się swoim zdrowym rozsądkiem, który wypełnia całą ich głowę.

(…) Prostym testem służącym do wykrywania doskonałych pracowników jest próba uzupełnienia następujących zdań:

  • „Nie wiem, jak to robimy. _____ zawsze się tym zajmuje.”
  • „Bylibyśmy w dużym kłopocie, gdyby odszedł _____.”
  • „Nie wiem, co bym zrobił bez _____.”

Jeśli wszędzie wpisałeś „Norman”, to znaczy, że Norman jest tym doskonałym pracownikiem i… że masz poważny problem. Jeśli Norman kiedyś wpadnie pod autobus, będziesz leżał rozpłaszczony na jezdni. Obok niego. Równolegle. – Bob Pritchett „Fire Someone Today” (109)

Badylarze

Mieszkam w okolicy, w której właściciele domów jednorodzinnych zasadzili wiele pięknych, oszałamiających o tej porze swoim zapachem, bzów. Każdego roku obserwuję, jak te bzy są atakowane przez chmary szkodników, zwanych potocznie badylarzami (łac. bezus badylarus).

Przed chwilą ubrany w elegancki garnitur samiec-badylarz rozejrzał się czujnie dookoła, chyłkiem podbiegł do płotu, zza którego wciąż przewiesza się bez, i nieco niezdarnie urwał pokaźną gałąź. Pewnie zaniesie ją do swojego gniazda, a jego żona, zauroczona zaradnością męża i oszołomiona pięknym zapachem badyla, nabierze ochoty na igraszki prokreacyjne. Dzięki temu zwiększą się szanse przetrwania ich gatunku.

A teraz widzę samicę. Jest z młodymi. Nawet się nie skrada. Z podniesioną dumnie głową demonstruje swoim dzieciom, jak sprawnie łamać, ozdobione kolorami wiosny, gałęzie, zostawiając jedynie brązowe, pozbawione liści kikuty. Dzieci się cieszą i wąchają zdobycz, zanim zwiędnie i wyląduje na śmietniku. Jak dorosną, też zostaną badylarzami. Tradycja i dziedzictwo gatunkowe zobowiązują.

Dobrze, że w Polsce posesje są ogrodzone wysokimi płotami. Gdyby nie to, wszystkie bzy zostałyby wyrwane z korzeniami…

A czy ty… czy jesteś badylarzem?