Tag: historia

Szkoła szkodzi

Ale, jak zauważył historyk Kenneth Gold, wcześni reformatorzy oświaty byli również ogromnie zatroskani, żeby dzieci nie były przeciążane edukacją. Na przykład w 1871 roku amerykański komisarz do spraw edukacji opublikował raport Edwarda Jarvisa zatytułowany „Związki edukacji z chorobami umysłowymi”. Jarvis zbadał 1741 przypadków chorób umysłowych i doszedł do wniosku, że przeciążenie nauką było przyczyną 205 z tych przypadków. „Edukacja jest podłożem znaczącego odsetka przyczyn zapadania na choroby psychiczne” stwierdził Jarvis. Podobnie, pionier edukacji publicznej w stanie Massachusetts, Horace Mann, wierzył, że zmuszanie uczniów do zbyt ciężkiej pracy będzie miało „bardzo szkodliwy wpływ na ich charakter i nawyki… Nierzadko nadmierna stymulacja umysłu rujnuje zdrowie całego organizmu”. Periodyki edukacyjne z tego okresu stale wyrażały obawy dotyczące przeciążania uczniów lub przytępiania ich naturalnych zdolności przez nadmiar zajęć szkolnych.

Malcolm Gladwell „Outliers” (253)

Dość rozmamłania!

W tym świątecznym dniu pozwolę sobie na chwilę gorzkiej refleksji. Przy okazji obchodów rocznic związanych z polską państwowością nieodmiennie zastanawiam się nad źródłem olbrzymich pokładów marazmu i braku zaangażowania w naszym kraju. Zjawiska takie występują także za granicą, stanowią jednak nieakceptowany margines a nie główny nurt (choć w wyniku eskalacji konsumpcjonizmu margines ten staje się coraz większy). Tymczasem w Polsce wstydem jest przyznać się, że komuś na czymś zależy. Student, który aktywnie podchodzi do nauki jest kujonem, odmieńcem i ofiarą niepotrafiącą korzystać z uroków życia. Bo przecież studiuje się po to, żeby poimprezować, a wykłady służą głównie do wyrównywania bilansu snu.

Skąd więc ten marazm i brak zaangażowania? Skąd to rozmamłanie?

  1. Czy powodem jest zbyt szybki skok od gospodarki niedoborów do gospodarki obfitości dóbr, który spowodował uruchomienie swoistego wyścigu w korzystaniu z dobrodziejstw kapitalizmu bez troszczenia się o ich wypracowywanie?
  2. Czy powodem jest piętno, jakie odcisnął PRL na pokoleniu rodziców dzisiejszych studentów wychowanych w duchu „mi nie zależy, mi się należy, praca się nie liczy, cwaniactwo wygrywa”?
  3. Czy jest to dziedzictwo dziwacznej tradycji szlacheckiej, która premiowała spryt i warcholstwo zamiast wiedzy i pracy? Szlachta ze swoimi tradycjami znacznie dłużej odgrywała w Polsce istotną rolę niż ziemiaństwo na zachodzie. Tam mieszczaństwo o wiele wcześniej zdobyło odpowiednie miejsce w strukturze społecznej.
  4. Czy jest to kwestia ideologicznej różnicy w podejściu do społecznej roli jednostki, jej praw i obowiązków, pomiędzy kościołem katolickim a protestanckim?

Myślę, że każdy z tych czynników stanowi istotną cegiełkę budującą rozmamłaną postawę znacznej części polskiego społeczeństwa. Postawę, która prowadzi do ciągłego balansowania naszej ojczyzny pomiędzy niewolą i wolnością. Postawy, która nie pozwala nam skupić się na budowie siły państwa i gospodarki, ponieważ wielu z nas stara się przechytrzyć system za pomocą naiwnych sztuczek.

Skończmy z rozmamłaniem, z ciągłym zrzucaniem na innych odpowiedzialności za nasz los. Wyznaczmy sobie osobiste cele, zdefiniujmy Projekty, które doprowadzą nas do ich zrealizowania, sporządźmy listy Najbliższych Działań i co tydzień – w ramach Przeglądów Tygodniowych – weryfikujmy nasze postępy i kurs, po którym się poruszamy. Do dzieła!

Nie przepłacaj za gwizdek!

Beniamin Franklin opowiedział kiedyś następującą historię:

Gdy byłem siedmioletnim młodzieńcem, w świąteczny dzień wybrałem się – z kieszeniami wypełnionymi drobnymi – do pobliskiego sklepu z zabawkami. Tam, zauroczony dźwiękiem, jaki wydawał swoim gwizdkiem mijany po drodze chłopiec, za wszystkie posiadane pieniądze kupiłem ochoczo taki sam „przyrząd do robienia hałasu”.

Po powrocie do domu dumnie paradowałem, gwiżdżąc na okrągło i denerwując wszystkich członków rodziny. Moi bracia, siostry i kuzyni, rozumiejąc, jaki zrobiłem interes, wytłumaczyli mi, że czterokrotnie przepłaciłem za gwizdek i mogłem za te pieniądze kupić wiele innych, fajnych rzeczy. Tak wyśmiewali moją głupotę, że ze złości strasznie się popłakałem i wspomnienie tego zdarzenia zawsze już miało dla mnie gorzki, a nie, jak marzyłem, słodki smak.

Konsekwencje tej przygody okazały się jednak bardzo pożyteczne. Za każdym razem, gdy kusiło mnie później, żeby kupić jakąś niepotrzebną rzecz, mówiłem sobie: „Nie przepłacaj za gwizdek!” i pieniądze zostawały w mojej kieszeni.

Seksowny iPhone 3G potrzebuje viagry

Zarzucono mi kiedyś, że jestem bezkrytycznym wielbicielem wyrobów firmy Apple. Nie ukrywam, że wyszukana, seksowna forma jej wyrobów i talent Steve’a Jobsa do wytwarzania marketingowego Pola Zniekształcania Rzeczywistości robią na mnie duże wrażenie. Wszystkim, którzy noszą się z zamiarem nabycia iPhone’a, gdy tylko zacznie być oferowany w Polsce (jesień 2008), chciałbym jednak zwrócić uwagę na oficjalne wskazówki Apple („Apple:Batteries:iPhone”) dotyczące uzyskiwania zadowalającego czasu pracy pomiędzy ładowaniami wbudowanego, niewymiennego akumulatora, w jaki wyposażony jest ten niewątpliwie śliczny telefon komórkowy. Oto one:

  • wyłącz 3G (szybki bezprzewodowy dostęp do internetu);
  • unikaj wykorzystywania usług lokalizacyjnych lub wyłącz je całkowicie (GPS i mapy);
  • jak najrzadziej pobieraj nowe dane z internetu;
  • wyłącz automatyczne dosyłanie poczty elektronicznej w czasie rzeczywistym (push mail);
  • ogranicz liczbę automatycznie sprawdzanych kont pocztowych;
  • ogranicz liczbę dodatkowych aplikacji;
  • wyłącz sieć Wi-Fi (szybki bezprzewodowy dostęp do internetu);
  • wyłącz Bluetooth (bezprzewodowa łączność z innymi urządzeniami);
  • używaj trybu samolotowego na obszarach, gdzie nie ma zasięgu sieci lub jest on słaby;
  • zmniejsz jasność ekranu;
  • wyłącz korektor barwy dźwięku (equalizer).

Jednym słowem iPhone 3G ma mnóstwo zaawansowanych funkcji, których lepiej nie używać. Pozostanę zatem przy swoim iPodzie touch (czyli iPhonie bez tych wszystkich wysysających energię rozwiązań), a o moją codzienną łączność ze światem nadal będą się troszczyć inżynierowie z Nokii.