Tag: edukacja

GTD w polskiej szkole

GTD w polskiej szkole
(photo by: Olga)

Z przyjemnością informuję, że staraniem Pani Wychowawczyni, której leży na sercu przyszłość swoich podopiecznych, w jednej z podwarszawskich szkół wyróżniający się absolwenci otrzymali, w ramach nagrody za znakomite wyniki w nauce, polskie wydanie książki Davida Allena „Getting Things Done”. Mam nadzieję, że opisana w niej uniwersalna wiedza na temat załatwiania swoich życiowych spraw będzie jedną z najważniejszych rzeczy, jakie wynieśli ze szkoły.

To z pewnością zaprocentuje, ponieważ moim zdaniem świat dzieli się na tych, którzy potrafią brać na siebie odpowiedzialność i skutecznie wywiązywać się ze swoich zobowiązań, oraz tych, którzy całe życie spędzą w nielubianej pracy i przed telewizorem.

Im szybciej to zrozumiesz, tym lepiej dla ciebie! Pole do działania jest duże, a nagrody, zarówno w postaci poczucia dobrze wykorzystanego czasu, jak i namacalnej, brzęczącej satysfakcji, czekają na tych, którzy wyjdą poza rolę trybika w społecznej machinie.

Zatem życzę ci:

Odjazdowych wakacji i do dzieła!

Niech się wstydzi ten, kto widzi!

NARTYWOD

To były super wakacje!

Licealne lato i nowa pasja sportowa: narty wodne.

W arkana tego wspaniałego, choć nieco hałaśliwego sportu wprowadzała mnie koleżanka, której tata dysponował odpowiednim „sprzętem ciągającym”.

Początki są zawsze trudne, start wymaga nieco treningu w dziedzinie utrzymywania równowagi przód-tył, ale potem rozpoczyna się wspaniały czas nauki kolejnych ewolucji. Najpierw są to niewielkie skręty, potem przejazd przez falę, którą wytwarza ślizgająca się po wodzie motorówka, później odrzucenie jednej z nart, slalom i wreszcie zaczepienie się nogą za orczyk i rozłożenie rąk na boki – nagrodzone oklaskami widzów zgromadzonych na brzegu jeziora i na pomoście. Oczywiście zdobycie każdej nowej sprawności jest okupione wielokrotnymi kąpielami i doskonaleniem się w startach z wody. Ale przecież to sama przyjemność, a nie kłopot!

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Ucząc się nowych rzeczy, zdobywając nowe umiejętności, musisz popełniać błędy i podejmować próby ich korygowania. Świadomość tego faktu paraliżuje wiele osób, które, zamiast korzystać z okazji do odkrycia całkiem nowych doznań, wycofują się do swojej jaskini i szukają wymówek – na przykład, że woda jest za zimna. Moja narciarsko-wodna koleżanka miała dla takich ludzi znakomitą radę:

Niech się wstydzi ten, kto widzi!

Myślę, że jest to dobre motto, które powinieneś sobie powtarzać, gdy czujesz się skrępowany swoją początkową nieporadnością i możliwością ośmieszenia się.

Do dzieła!

Niech się wstydzi ten, kto widzi!

(U)mieć czy być?

Filozoficzny problem „mieć czy być” roztrząsany jest w niekończących się dysputach przez filozofów, intelektualistów i zwykłych ignorantów. Większość z nich opowiada się za „byciem”, ponieważ zwykle niewiele mają. :-) Natomiast ci, co „mają”, są przeważnie zadowoleni ze swojego stanu posiadania, choć nierzadko odczuwają pustkę w zagraconym dobrami doczesnymi życiu.

Ale nie o tym jest dzisiejszy wpis. Ostatnio zainspirowało mnie do rozmyślań inne pytanie:

Umieć czy być?

Bardzo często spotykam się z postawą, którą nazywam „życiem na ciągłym wdechu”. Postawa ta polega na niekończącej się nauce, zgłębianiu kolejnych podręczników i poradników oraz zapisywaniu się na kosztowne kursy. Nie mam nic przeciwko gruntownej wiedzy, która zapewni ci mistrzostwo w tym, co robisz, ale właśnie sformułowanie „w tym, co robisz” jest największym problemem ludzi żyjących na ciągłym wdechu. W ich przypadku wszystko kończy się na zdobywaniu wiedzy, która potem, niewykorzystywana, leży odłogiem. Mówiąc inaczej: nie jest wydychana w postaci owoców ich twórczości.

Jak to ma się do pytania:

Umieć czy być?

Ano tak:

  • Możesz umieć stworzyć blog i zamieszczać w nim wpisy, ale nie czyni cię to blogerem. Blogerem musisz chcieć być – regularnie publikować swoje dzieła i aktywnie reagować na komentarze czytelników.
  • Możesz znać się na sprzęcie do biegania (nawet mieć taki sprzęt) i wiedzieć wszystko na temat optymalnych metod treningu i odżywiania, ale nie czyni cię to biegaczem. Biegaczem musisz chcieć być – kilka razy w tygodniu, niezależnie od tego, czy świeci słońce, czy wieje zimny wiatr, wychodzić za drzwi i rytmicznie pokonywać kolejne kilometry.
  • Możesz umieć nastroić gitarę i mieć w głowie tysiące chwytów i partytur, ale nie czyni cię to gitarzystą. Gitarzystą musisz chcieć być – znajdować przyjemność w sączeniu dźwięków, wydawanych przez muskane twoimi palcami struny, do uszu oczarowanych słuchaczek.
  • Możesz znać najwymyślniejsze konstrukcje składniowe najnowocześniejszych języków programowania, ale nie czyni cię to programistą. Programistą musisz chcieć być – spędzać niekończące się godziny przy klawiaturze komputera, tworząc oprogramowanie, które zachwyci tysiące użytkowników i uczyni ich życie lepszym lub łatwiejszym.

Zatem na pytanie:

Umieć czy być?

Odpowiadam:

Umieć, aby być dobrym w tym, co robisz.

A wracając do analogii oddechowej:

Wdychać wiedzę po to, żeby móc wydychać stworzone przez siebie dzieła, a nie po to, żeby się nadąć!

Czekolada lepsza od owoców!

Internet to prawdziwa kopalnia wiedzy!

Ostatnio dowiedziałem się, że pod wieloma względami czekolada nie tylko dorównuje, ale nawet przewyższa swoimi właściwościami zdrowotnymi takie legendarne superowoce jak borówka czy żurawina. Pracujący w pocie czoła naukowcy z Hershey Center for Health and Nutrition opublikowali niedawno te rewelacje w „Chemistry Central Journal”.

Postęp nauki w ostatnich latach jest tak niebywały, że okazuje się, iż do każdej zadanej tezy da się dobrać odpowiednią procedurę badawczą, która pozwoli otrzymać zamierzony efekt.

  • Globalne ocieplenie? Proszę bardzo!
  • Zbliżająca się epoka lodowcowa? Służę uprzejmie!
  • Energetyka atomowa to koniec kłopotów? Bez dwóch zdań!
  • Energetyka atomowa to samobójstwo? Z przyjemnością!
  • Jaja na twardo? A jakże!
  • Jaja na miękko? Nie inaczej!
  • Sieć szybkich pociągów? W mgnieniu oka!
  • Mniejsze składki + wydatki = większe emerytury? Już się robi!

Oczywiście nie mam podstaw merytorycznych, żeby wątpić w rzetelność naukową profesorsko-doktorskiego grona i bezczelnie doszukiwać się zbieżności pomiędzy nazwą szacownego instytutu i nazwą największego amerykańskiego koncernu produkującego czekoladę. To przecież tylko przypadkowa koincydencja… :-)