Tag: edukacja

Spisek szóstkowiczów

Z okazji Dnia Wagarowicza (cóż to za głupia nazwa przypisana temu radosnemu dniu symbolizującemu nadchodzącą wiosnę) chciałbym podzielić się swoimi wrażeniami z lektury książki „The Straight-A Conspiracy: A Student’s Secret Guide to Ending the Stress of High School and Totally Ruling the World” autorstwa pary Hunter Maats i Katie O’Brien („Spisek szóstkowiczów: Tajny przewodnik ucznia, jak skończyć ze stresem w liceum i zacząć rządzić światem”).

Niestety pod tym chwytliwym tytułem znalazłem jedynie, spowite w pozornej aurze tajemniczości, standardowe rady edukacyjne. Autorzy dowodzą, że aby zapewnić sobie dobre stopnie i sukces w szkole, należy systematycznie zdobywać wiedzę, starać się dogłębnie zrozumieć poszczególne tematy, a nie bazować na zakuwaniu tuż przed sprawdzianami i liczeniu na szczęśliwą gwiazdę jako jedynym czynniku, który może uratować przed katastrofą. A już myślałem, że wynaleziono coś nowego… :-(

Mimo to odkryłem w tej książce jedno ważne spostrzeżenie. Jako piątkowicz (w moich czasach skala ocen nie zawierała szóstki) nigdy nie mogłem zrozumieć, dlaczego słabsi uczniowie, wyrwani do tablicy, uparcie starali się zgadywać odpowiedzi, zamiast włożyć nieco wysiłku i postarać się dociec istoty rzeczy. Teraz wiem, że winne temu były dwa błędy w ich myśleniu:

  1. Nieuczciwe porównania. Nie włożywszy ani grama wysiłku w naukę, zakładając, że i tak nie mają szans, porównywali się z tymi, którzy odrobili swoją pracę domową, ale ich sukcesy przypisywali jedynie wrodzonym talentom lub oświecającej interwencji sił nadprzyrodzonych.
  2. Nierealistyczne oczekiwania. Chcieli natychmiast, po włożeniu pierwszego grama wysiłku, doścignąć najlepszych, nie biorąc pod uwagę faktu, że dla zredukowania „wypracowanych” dotąd sporych zaległości ten gram to zdecydowanie za mało. Do tego czasu prymusi zdążyli już przecież systematycznie „przerzucić” kilka kilogramów.

Co mi teraz ta wiedza da? Nie wiem. Przytoczę zatem dla potomności kilka zaznaczonych przeze mnie w tym „podręczniku oczywistości” fragmentów:


Sprawdzanie informacji, których nie jesteś pewien, nie jest dodatkowym elementem procesu nauki; to jest właśnie jego istota.

Hunter Maats, Katie O’Brien „The Straight-A Conspiracy” (Amazon Kindle location 825)


Możesz skupić uwagę tylko na jednej nieautomatycznej czynności naraz. Wielozadaniowość uwagi jest tylko mitem.

Hunter Maats, Katie O’Brien „The Straight-A Conspiracy” (Amazon Kindle location 919)


Emocje są zwarciem w ludzkim umyśle i wyzwalają zachowania niezbędne do przetrwania.

Hunter Maats, Katie O’Brien „The Straight-A Conspiracy” (Amazon Kindle location 1115)


Gdy odczuwasz strach, krew płynie do twych stóp, żeby przygotować cię do ucieczki. Gdy odczuwasz gniew, krew płynie do twych rąk, żeby przygotować cię do walki.

Hunter Maats, Katie O’Brien „The Straight-A Conspiracy” (Amazon Kindle location 1189)


Ludzie nie odwlekają załatwiania spraw dlatego, że są leniwi. Robią to, ponieważ kierują się emocjami. Wstyd, strach, zwątpienie we własne siły wyzwalają u nich pragnienie odłożenia na później rozpoczęcia działania.

Hunter Maats, Katie O’Brien „The Straight-A Conspiracy” (Amazon Kindle location 1485)


OTO SZEŚĆ ZASAD BYCIA MICHAELEM JORDANEM W KAŻDEJ DYSCYPLINIE!

  1. Nigdy nie zapominaj o podstawach.
  2. Agresywne planuj czas.
  3. Korzystaj ze wskazówek trenera.
  4. Myśl o swojej marce, którą budujesz.
  5. Jedyne, co się liczy, to to, co robisz teraz.
  6. Bycie znakomitym jest mniej stresujące niż bycie średniakiem.

Hunter Maats, Katie O’Brien „The Straight-A Conspiracy” (Amazon Kindle location 5002)


Występuje wielka różnica pomiędzy, jak to określa psycholog Martin Seligman, „przyjemnościami” a „spełnieniami”. Przyjemnościami są takie rzeczy, jak oglądanie telewizji, jedzenie lodów, szwendanie się po centrach handlowych czy granie w gry wideo. Nie wymagają wiele wysiłku i zawsze wydają się najlepszą opcją spędzenia czasu. Natomiast spełnienia są wyzwaniami, które sprawiają, że dobrze się ze sobą czujemy – na przykład nauka nowych rzeczy, doskonały wynik testu czy zakończenie dużego projektu.

Wadą przyjemności jest to, że są nietrwałe. Uszczęśliwiają cię na kilka minut, ale nigdy nie przynoszą satysfakcji. Pierwsza czarka lodów smakuje cudownie, ale przy trzeciej ogarnia cię obrzydzenie. Natomiast szczęście wynikające ze spełnienia za każdym razem smakuje tak samo dobrze. Nigdy nie znuży cię osiąganie czegoś odlotowego. Zawsze jest to wspaniałe uczucie. Nie blaknie z upływem czasu; po latach nadal będziesz je czuł. Spełnienia są kluczem do właściwego postrzegania swojej wartości.

Hunter Maats, Katie O’Brien „The Straight-A Conspiracy” (Amazon Kindle location 5281)


Róbta dzieci?

Gdzie się nie obejrzę, widzę i słyszę „autorytety” wieszczące zagrażającą nam (Polsce, Europie, całej naszej planecie) katastrofę demograficzną.

– Róbta dzieci! – krzyczą nagłówki gazet.

– Bo kto, jak nie one, zarobi na wasze emerytury? – pytają profesorowie.

Już nawet nie chodzi mi o instrumentalne traktowanie naszego potomstwa. Jesteśmy karmieni najidiotyczniejszym i najbezczelniejszym nadużyciem logicznym w historii, będącym podstawą tej demograficznej manipulacji. Otóż:

Spłodzenie i wychowanie dziecka nie jest warunkiem wystarczającym zapewnienia sobie godziwej emerytury!

Szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy przeobrażenia cywilizacyjne, których jesteśmy świadkami, doprowadzą do gruntownej przebudowy i zmiany charakteru rynku pracy oraz struktur społecznych.

Komentując wpis „Wykształcona kobieta na wysypisku śmieci w Nairobi” u Torlina [torlin.wordpress.com] (a właściwie wieńczące ten wpis stwierdzenie: „Ale nasuwa się przy tym końcowa myśl, musi się coś na świecie zmienić, aby wykształcona kobieta nie musiała pracować na wysypisku. Wprawdzie żadna praca nie hańbi, no ale bez przesady.”) napisałem:

Będzie wręcz przeciwnie. Nawoływania do rodzenia i kształcenia dzieci, żeby zarobiły na nasze emerytury, są idiotyzmem. Przetrwają najbogatsi, którzy wynajmą najzdolniejszych, żeby zrobotyzowali cały proces wytwarzania dóbr. Dla reszty pozostaną proste usługi, takie jak supermarketowe kasjerstwo, śmieciarstwo, pielęgniarstwo w domach starców i prostytucja. Dlatego obrazek przedstawiający czytelniczkę na wysypisku śmieci jest precyzyjną, alegoryczną wizją przyszłości.

Moje proroctwo spełni się w każdym kraju, który będzie kultywował durną politykę rozwoju opartego na przyroście pogłowia ludności. A droga prowadząca do sukcesu w XXI wieku jest zupełnie inna! Polega ona na skupieniu całego wysiłku na kształceniu tych „najzdolniejszych, którzy zrobotyzują cały proces wytwarzania dóbr”. I nie, nie chodzi tu o nieludzką, wzorowaną na tradycji spartańskiej, selekcję nowo narodzonych dzieci pod względem ich zdolności. Chodzi o coś znacznie lepszego i mądrzejszego – o przebudowę systemu edukacyjnego tak, aby rozniecał, a nie tłumił dziecięcą kreatywność.

Marzenia…

Znacznie łatwiej jest grać na emocjach przyszłych matek i podsycać ich pragnienie posiadania dziecka pseudoracjonalnymi uzasadnieniami demograficznymi, obietnicami „becikowego” (kto nie chciałby dostać paru złotych ekstra) i wydłużonych urlopów (kto nie chciałby odpocząć od nużącej, rutynowej roboty na rzecz unikalnego zadania, jakim jest ukształtowanie nowego człowieka?).

Znacznie trudniej jest dostosować system edukacji do nowej przyszłości, która gdzieniegdzie jest już obecna.

Gdzie?

Przykładowy argument potwierdzający moją diagnozę społeczną podpowiedział mi sam Prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama. Na stronie Białego Domu [whitehouse.gov] czytamy :

„Remarks by the President at the Daimler Detroit Diesel Plant, Redford, MI”
(…)
Today, Daimler is announcing a new $120 million investment into this plant, creating 115 good, new union jobs building transmissions and turbochargers right here in Redford — (applause) — 115 good new jobs right here in this plant, making things happen.
(…)

Prezydent USA uznał za warte swojej obecności i płomiennego przemówienia utworzenie przez koncern Daimler 115 nowych miejsc pracy w fabryce, która pokryje zapotrzebowanie Stanów Zjednoczonych na samochodowe skrzynie biegów i turbosprężarki! Taka jest skala popytu na siłę roboczą w przemyśle wytwórczym! Apple też przenosi produkcję do USA. Politycy mówią, że „wracają miejsca pracy”, ale to nieprawda! Wraca produkcja, zautomatyzowana produkcja, a nie miejsca pracy.

Jaki stąd wniosek?

Chcesz mieć dzieci? Proszę bardzo, to wspaniała sprawa! Ale niech powodem powoływania nowego człowieka na świat nie będą dla ciebie zachęty rządu, kościoła czy kogokolwiek. To twoja decyzja i to ty musisz wziąć odpowiedzialność za przyszłość swoich potomków. Inni są tylko kibicami w tej rozgrywce lub konkurentami – sami walczą o to, żeby to ich dzieci, a nie twoje, zajęły najlepsze miejscówki w ekspresie odjeżdżającym w przyszłość.

Jak osiągnąć sukces, mając same szóstki?

Nie, tytuł tego wpisu nie jest pomyłką. Okazuje się, że bardzo często szóstkowi i piątkowi uczniowie doznają wielu bolesnych porażek na początku swojego dorosłego życia. Tym boleśniejszych, że przecież w szkole byli gwiazdami, a w konfrontacji z wyzwaniami kariery zawodowej gubią się i popadają we frustrację.

Ponieważ doświadczenie to było także moim udziałem, doskonale rozumiem mechanizm, który jest źródłem tych kłopotów.

Oto trzy najważniejsze przyczyny tak niespodziewanej odmiany losu pilnego, zdolnego ucznia:

  1. Sukces w życiu zależy od umiejętności współpracy z innymi ludźmi. Tymczasem w szkole jesteś premiowany za samodzielną pracę i indywidualne „przyswajanie materiału” w celu wylegitymowania się jego znajomością podczas sprawdzianów. Oczywiście solidna wiedza stanowi fundament doniosłych osiągnięć, ale poświęcanie całego czasu na zgłębianie tajników szkolnych przedmiotów jest zgubne. W przypadku sukcesów prowadzi do przekonania, że wszystko da się zrobić samodzielnie, a to nieprawda.
  2. Sukces w życiu zależy od elastyczności i umiejętności chwytania okazji. Tymczasem kalendarz szkolnych wydarzeń jest stabilny aż do bólu. Układ roku, tygodniowy plan zajęć, formy zaliczeń poszczególnych przedmiotów są z góry ustalone i praktycznie niezmienne. Jako szóstkowy uczeń masz ten system rozgryziony, a raz ustawiony mechanizm „obsługi szkoły” działa bezbłędnie jak szwajcarski zegarek. Natomiast w dorosłym życiu niespodziewane strzały z boku są w stanie zrujnować nawet najdoskonalszy plan. Pojawiają się też niesłychane okazje, dla których należałoby ten wspaniały plan porzucić. Ale porzucanie planu jest przecież niezgodne z twoim planem! Z tego powodu wielu szóstkowych uczniów woli pozostać w stabilnym, przypominającym szkołę, środowisku uczelnianym, niż rzucać się w odmęty prawdziwego życia.
  3. Sukces w życiu zależy od umiejętności radzenia sobie z porażkami. Tymczasem w szkole, jako prymus, brylujesz, wszystko ci się udaje i, nawet gdy grozi ci niekontrolowany poślizg, nauczyciele wyciągają pomocną dłoń, wierząc, że to tylko drobna wpadka, a nie godny surowego napiętnowania przejaw lenistwa. Już na studiach, szczególnie tych wymagających, które zwykle wybiera wyróżniający się maturzysta, pojawiają się pierwsze niepokojące sygnały. Twoje oceny przestają być najlepsze w grupie. Poznajesz koleżanki i kolegów, którzy wcale nie są mniej bystrzy niż ty, i to jest prawdziwy wstrząs. A w pracy? Zaczynają cię otaczać ludzie, z których każdy realizuje swoje własne cele – czasem zgodne z twoimi, a czasem wręcz przeciwnie. Nie masz więc już żadnej gwarancji, że każde twoje zamierzenie przyniesie oczekiwany skutek, jeśli tylko sumiennie odrobisz swoją pracę domową. Zamiast wyciągać wnioski z niepowodzeń, zaczynasz rozpamiętywać, że przecież to nie tak miało być i że nie po to się tyle uczyłeś, żeby teraz świat bezczelnie z ciebie kpił.

Czy ten wpis jest elitarny, to znaczy przeznaczony tylko dla kujonów?

I tak, i nie.

Tak, ponieważ zderzenie z dorosłym życiem bywa dla dobrego ucznia większym szokiem niż dla przeciętnego.

Nie, ponieważ wymienione powyżej 3 warunki sukcesu dotyczą wszystkich: ciebie i ciebie, i tamtej pani też.

A czy ty, wchodząc w dorosłe życie, też doznałeś podobnego wstrząsu?

Dzień Księgarza

Nie sposób czasami nie odnieść wrażenia, że unikalną potrzebą i cechą narodową Polaków jest budowanie własnej tożsamości na poczuciu wspólnej klęski. I to nie byle jakiej klęski, ale klęski narodowej, najlepiej oficjalnie docenionej w kraju i za granicą przez rządy państw sąsiednich, przywódców mocarstw oraz organizacje międzynarodowe i międzygwiezdny pył.

Bo sukces jest podejrzany – wszak nikt uczciwy nie jest w stanie osiągnąć sukcesu w Polsce.

Dlaczego?

Dlatego, że do osiągnięcia prawdziwego sukcesu potrzebna jest współpraca. Współpraca przynosząca korzyści wszystkim, którzy wzięli udział w realizacji zamierzenia.

No właśnie… Ktoś odniósł korzyści, a ktoś inny nie… To już z daleka pachnie szwindlem…

Natomiast klęska jest niepokalana. Nawet jeżeli stanowi wynik czyjejś głupoty, bufonady lub braku profesjonalizmu. Skala tragedii każe nam zapomnieć o tych drobiazgach i taplać się w oczyszczającym jeziorze narodowego umartwienia.

Z tego powodu tak lubimy świętować przegrane bitwy, powstania i katastrofy, a w przypadku ewidentnych osiągnięć bez wytchnienia szukamy upragnionej dziury w całym.

Ale to się zmienia. Zmienia się, ponieważ internet zapewnił młodemu pokoleniu dostęp do kultur, które kierują się innymi systemami wartości i pogodniejszym podejściem do swojej historii. Podejściem charakteryzującym się szacunkiem dla ofiar klęsk, ale też trzeźwym osądem przyczyn tych niepowodzeń. Podejściem przepełnionym radosnym celebrowaniem sukcesów. I niech nikt nie próbuje tego procesu zatrzymywać, bo… jest bez szans.

Zakompleksiałe smutasy muszą przegrać z radosnymi optymistami samodzielnie kształtującymi swoją przyszłość.

Proponuję ci zatem, żebyś 13 grudnia 2012 roku z okazji Dnia Księgarza odwiedził najbliższą księgarnię i kupił sobie, a potem przeczytał jakąś mądrą książkę. Z pewnością przyniesie to więcej korzyści zarówno tobie, jak i naszemu krajowi, niż kolejna demonstracja w sprawie rozliczenia winnych tej czy innej klęski narodowej.