Tag: blog

Deszcz maili

Nie będę tego dłużej ukrywał.

Obecnie moje najlepsze teksty ukazują się w Productive! Magazine.

Tak jest i tym razem.

W 13. numerze, który właśnie ujrzał światło dzienne, zająłem się problemem maili. Codziennie, niczym nieznośna ulewa, zatapiają one ciebie i twój dobytek. Zająłem się tą bolączką skutecznie – postawiłem diagnozę i przepisałem lekarstwo pozwalające złagodzić dolegliwości.

Z mojego artykułu dowiesz się, dlaczego, w przeciwieństwie do innych zaleceń, kuracja, którą proponuję, działa bez zarzutu.

Uchylę rąbka tajemnicy: deszcz maili możesz łatwo przemienić w niegroźną mżawkę, ograniczając:

  1. Plusk.
  2. Parowanie.

Co to znaczy? Dowiesz się z artykułu Deszcz maili.

Ciekawy jestem, czy w twoim przypadku moje lekarstwo też będzie równie skuteczne jak w innych.

45 tysięcy słów później…

Microsoft Sculpt Ergonomic Desktop

Już myśleliście, że po szumnych zapowiedziach wspaniałości będzie „a wyszło jak zwykle”?

Tak! „Wyjdzie jak zwykle”, ale „jak zwykle” u TesTeqa. Czyli: słowo dane, słowo dotrzymane!

Moja książka przybrała właśnie postać „alfa” i jest w pierwszym czytaniu. Po wyborach prezydenckich naniosę poprawki i uzupełnię treść niektórych rozdziałów. Tak powstanie wersja „beta”, która będzie ponownie przeczytana. Do końca maja powinienem mieć cały tekst gotowy do przekazania temu wydawnictwu, które dostąpi zaszczytu wydania Mojego Dzieła. ;-)

W porównaniu do opisanego w styczniu Stanowiska Pracy Kreatywnej nie zmienił się jedynie wygodny fotel, natomiast komputer firmy Apple wraz z oprogramowaniem Ulysses powędrował do kąta. Moja książka powstaje na laptopie Acer TravelMate, pod kontrolą systemu operacyjnego Microsoft Windows 7 Professional, w programie Microsoft Word 2013. Skąd ta zmiana? Według mnie oprogramowanie dostarczane przez firmę Microsoft jest wyposażone w najlepszy moduł sprawdzania poprawności tekstu w języku polskim.

Ulgę moim nadgarstkom przynosi zaś REWELACYJNA klawiatura Microsoft Sculpt Ergonomic Desktop, której fotografia ozdabia dzisiejszy wpis. Polecam!

To tyle na dziś. Już niebawem atrakcje, jakich ten blog jeszcze nigdy wcześniej nie widział!

Zapasowa głowa

Lego Head

W kwietniowym numerze Productive! Magazine znajdziesz jeden z moich najważniejszych artykułów na temat metody Getting Things Done (GTD) Davida Allena. A właściwie na temat tego, czego w tej metodzie nie ma: Zapasowa głowa – brakujący element GTD.

Na zachętę – fragment:

Wydawać by się mogło, że powyższa procedura obejmuje wszystkie rodzaje spraw, które powinieneś wyrzucić ze swojej głowy, aby uwolnić ją od natrętnych myśli krępujących kreatywność. Niestety tak nie jest.

  1. „Naharowałem się przy tym przedsięwzięciu, a szef nawet tego nie zauważył.”
  2. „Ślęczałem nad oprogramowaniem, a moi wspólnicy kupowali sobie samochody służbowe.”
  3. „Czy on mnie jeszcze kocha?”

Te trzy przykłady reprezentują całą klasę myśli kłębiących się w Twojej głowie. Myśli, których metoda GTD nie rozumie, a które skutecznie zagracają Twój umysł. Nie da się ich po prostu wyrzucić, nie warto chować ich do archiwum i, ani teraz, ani później, nie da się ich załatwić.

Przecież nic rozsądnego nie osiągniesz, wpisując na listę Najbliższych Działań „powiedzieć szefowi, żeby mnie pochwalił”, „nawymyślać wspólnikom” albo „spytać, czy mnie jeszcze kocha”. To nie ma sensu.

Co zatem czynić z myślami zrodzonymi z emocji, z którymi nic nie da się zrobić?

Wrzucić do zapasowej głowy!

Z głowy

Ukazał się właśnie kolejny numer Productive! Magazine.

Szczerze polecam przejrzenie całości.

Czytelników BIZNESU BEZ STRESU zobowiązuję do uważnego przestudiowania mojego artykułu Z głowy, którego smakowity fragment cytuję na zachętę:

Najboleśniejsza dla przedsiębiorstwa jest sytuacja, gdy szef trzyma całą firmę w swojej głowie. Często dzieje się tak w rozrastających się, małych przedsiębiorstwach, w których założyciel nie ma odwagi podzielić się odpowiedzialnością z kimkolwiek. Po firmie błąka się kilkadziesiąt zagubionych owieczek, raz na jakiś czas mających prawo ujrzeć niewielki fragment układanki, którą tylko wódz ogarnia swoim umysłem.

Niechęć szefa do odkrywania wszystkich tajników biznesu, który stworzył, jest zrozumiała. Przecież zdarzają się rozstania z pracownikami, konkurencja nie śpi, a wiele informacji ma tak istotne znaczenie, że ich ujawnienie oznaczałoby bankructwo.

Istnieją dwie główne przyczyny totalnego chomikowania wiedzy przez założycieli firm:

  1. Zazdrość. Założyciel kocha swoją firmę. Często bardziej niż cokolwiek na świecie. Nawet bardziej niż najbliższą rodzinę. A nie można się dzielić tym, co darzy się tak wielkim uczuciem. Taka miłość jest patologicznie zaborcza i zwykle prowadzi do katastrofy. W krótkim artykule nie sposób podać uniwersalnej metody zwalczania zazdrości, jeśli w ogóle takowa istnieje. To zadanie dla psychoterapeuty lub doradcy życiowego.
  2. Brak zasad. Nie, nie chodzi mi o brak etyki, lecz o zasady klasyfikacji informacji i dyscyplinę w ich stosowaniu. Każdy założyciel firmy ma na początku wszystko w swojej głowie. I to działa, ale tylko do momentu, kiedy organizacja jest stosunkowo niewielka. Gdy liczba pracowników nie przekracza dwudziestu. Potem brak zasad zarządzania informacją prowadzi do chaosu leczonego zatrudnianiem kolejnych osób, które – zamiast być lekarstwem – stają się jedynie pożywką dla choroby toczącej przedsiębiorstwo.