Dzień Księgarza

Nie sposób czasami nie odnieść wrażenia, że unikalną potrzebą i cechą narodową Polaków jest budowanie własnej tożsamości na poczuciu wspólnej klęski. I to nie byle jakiej klęski, ale klęski narodowej, najlepiej oficjalnie docenionej w kraju i za granicą przez rządy państw sąsiednich, przywódców mocarstw oraz organizacje międzynarodowe i międzygwiezdny pył.

Bo sukces jest podejrzany – wszak nikt uczciwy nie jest w stanie osiągnąć sukcesu w Polsce.

Dlaczego?

Dlatego, że do osiągnięcia prawdziwego sukcesu potrzebna jest współpraca. Współpraca przynosząca korzyści wszystkim, którzy wzięli udział w realizacji zamierzenia.

No właśnie… Ktoś odniósł korzyści, a ktoś inny nie… To już z daleka pachnie szwindlem…

Natomiast klęska jest niepokalana. Nawet jeżeli stanowi wynik czyjejś głupoty, bufonady lub braku profesjonalizmu. Skala tragedii każe nam zapomnieć o tych drobiazgach i taplać się w oczyszczającym jeziorze narodowego umartwienia.

Z tego powodu tak lubimy świętować przegrane bitwy, powstania i katastrofy, a w przypadku ewidentnych osiągnięć bez wytchnienia szukamy upragnionej dziury w całym.

Ale to się zmienia. Zmienia się, ponieważ internet zapewnił młodemu pokoleniu dostęp do kultur, które kierują się innymi systemami wartości i pogodniejszym podejściem do swojej historii. Podejściem charakteryzującym się szacunkiem dla ofiar klęsk, ale też trzeźwym osądem przyczyn tych niepowodzeń. Podejściem przepełnionym radosnym celebrowaniem sukcesów. I niech nikt nie próbuje tego procesu zatrzymywać, bo… jest bez szans.

Zakompleksiałe smutasy muszą przegrać z radosnymi optymistami samodzielnie kształtującymi swoją przyszłość.

Proponuję ci zatem, żebyś 13 grudnia 2012 roku z okazji Dnia Księgarza odwiedził najbliższą księgarnię i kupił sobie, a potem przeczytał jakąś mądrą książkę. Z pewnością przyniesie to więcej korzyści zarówno tobie, jak i naszemu krajowi, niż kolejna demonstracja w sprawie rozliczenia winnych tej czy innej klęski narodowej.

Za co ci zapłacą?

Wbrew temu, co mówili ci rodzice, wbijali do głowy nauczyciele w podstawówce, gimnazjum i liceum oraz wykładowcy na wyższej uczelni, nikt nie zapłaci ci za to, co wiesz.

Nie zrozum mnie źle – ten wpis nie jest pochwałą ignorancji. Chcę ci jedynie powiedzieć, że wiedza kiszona w twojej głowie nie jest nikomu potrzebna. Liczy się tylko to, jak ją spożytkujesz w działaniu.

Wynagradza się energię kinetyczną czyli czyny, a nie energię potencjalną czyli wiedzę.

  • Cóż z tego, że wiesz, jak buduje się mosty, skoro siedzisz przed telewizorem?
  • Cóż z tego, że umiesz programować, skoro wolisz grać w gry komputerowe?
  • Cóż z tego, że znasz sto diet odchudzających, skoro codziennie wcinasz fast-foody?

Twój potencjał może być olbrzymi, ale brak działania sprawi, że zabierzesz go do grobu, nie osiągnąwszy satysfakcji z jego wykorzystania.

Bo wchłonięcie wiedzy to tylko pierwszy krok na drodze do życiowego spełnienia. Kolejne polegają na przetrawieniu jej i aktywnym wykorzystaniu dla zaspokojenia potrzeb innych ludzi. Ludzi, którzy ci za to zapłacą.

Zastanów się więc:

  • Co robisz ze zdobywaną wiedzą?
  • Co robisz, żeby nie gniła w odmętach twoich zwojów mózgowych?
  • W jakim zakresie powinieneś ją pogłębić, żeby stała się maszynką do zarabiania pieniędzy?

I ruszaj do dzieła!

11 prawd o życiu, o których zapomnieli powiedzieć ci w szkole

Sformułowanie poniższych jedenastu prawd o życiu przypisuje się Billowi Gatesowi, ale tak naprawdę wywodzą się one z książki „50 Rules Kids Won’t Learn in School: Real-World Antidotes to Feel-Good Education” Charlesa Sykesa. Oto one:

  1. Życie nie jest sprawiedliwe. Zapamiętaj to raz na zawsze.
  2. Świat nie dba o twoje poczucie własnej wartości. Zdobędziesz je, gdy coś osiągniesz.
  3. Nie zapłacą ci 20 tysięcy miesięcznie w pierwszej pracy. Nie zostaniesz też od razu wiceprezesem i nie dostaniesz służbowego samochodu. Musisz na to zasłużyć.
  4. Uważasz, że któryś z twoich nauczycieli jest zbyt ostry? Zmienisz zdanie, gdy zastąpi go w pracy ambitny szef.
  5. Odwracanie hamburgerów na patelni nie uwłacza twojej godności. Twoi dziadkowie nazywali tę czynność inaczej – była dla nich okazją.
  6. Jeśli nabałaganisz, nie zwalaj winy na swoje trudne dzieciństwo. Przestań biadolić i zapamiętaj tę nauczkę.
  7. Zanim się urodziłeś, twoi rodzice nie byli takimi nudziarzami. Stali się nimi, płacąc za ciebie rachunki, piorąc twoje ubrania i słuchając twoich przechwałek. Zanim więc ruszysz ratować naszą planetę przed skutkami ich destrukcyjnej działalności, najpierw posprzątaj w swojej szafie.
  8. Szkoła wyrównuje szanse gwiazd i niedorajd, życie nie. W szkole, jeśli obijałeś się przez poprzednie miesiące, możesz liczyć pod koniec roku na „wyciąganie za uszy”. Zapomnij o tym w dorosłej rzeczywistości.
  9. Życie nie dzieli się na semestry. Nie ma też długich, letnich wakacji. Niewielu pracodawcom zależy na tym, żeby pomóc ci znaleźć twoje prawdziwe JA. Musisz sam wygospodarować czas na te poszukiwania.
  10. Świat pokazywany w serialach telewizyjnych to FIKCJA. W rzeczywistości ludzie nie przesiadują swojego życia w kawiarni, lecz zasuwają przez 10 godzin w pracy, a potem zmęczeni wracają do domu, gdzie czeka na nich góra naczyń do pozmywania.
  11. Bądź miły dla kujonów. Kiedyś pewnie będziesz pracował dla jednego z nich…

Jak zostać celebrytą?

Tim Ferriss to mistrz marketingu. Co sprzedaje? Własną osobę. Wykonuje na sobie eksperymenty z dziedziny „jak zostać celebrytą w kolejnej, popularnej dyscyplinie lajfstajlowej”.

Zaczął od „4-godzinnego tygodnia pracy”, gdzie przedstawił metodę automatyzacji swojej pracy i swojego życia, pozwalającą ograniczyć własne zaangażowanie do owych czterech godzin tygodniowo. Co zrobił z wygospodarowanym czasem? Pobił rekord Guinnessa w tangu argentyńskim i został mistrzem chińskiej odmiany kickboxingu.

Później opublikował „4-godzinne ciało”, stając się autorytetem w dziedzinie doprowadzania ludzkiej sylwetki do perfekcji. W międzyczasie udostępnił swój absolutnie skuteczny system nauki dowolnego języka obcego w 3 miesiące do poziomu umożliwiającego normalne funkcjonowanie wśród „tubylców”.

Trzecie dzieło Tima Ferrissa – „4-godzinny szef kuchni” – zawiera nie tylko przepisy kulinarne, ale także odkrywa tajemnicę jego niezwykłych sukcesów.

Jest nią DiSSS – 4-etapowy (jakżeby inaczej – 4 to jego szczęśliwa liczba) system nauki wszystkiego:

  1. Dekonstrukcja – „Od jakich podstawowych jednostek wiedzy (klocków LEGO) należy rozpocząć zgłębianie danej dziedziny?”
  2. Selekcja – „Na których 20% z tych podstawowych jednostek wiedzy należy się skupić, aby osiągnąć 80% pożądanego efektu?”
  3. Sekwencja – „W jakiej kolejności należy przyswajać podstawowe jednostki wiedzy?”
  4. Stawka – „Jakimi konsekwencjami należy sobie zagrozić, aby zmotywować się do wytrwania w nauce?”

Czyż to nie proste? Proste! Więc co cię jeszcze powstrzymuje przed rozpoczęciem celebryckiej kariery?