Kategoria: x-raptularz

To dla Tatusia

Kiedy byłem kilkuletnim brzdącem, co roku na przełomie lutego i marca jeździliśmy całą rodziną na narty do Bukowiny Tatrzańskiej. Był tam wtedy tylko jeden wyciąg – „wyrwirączka” przy Klinie. Wiecie, jak wyglądał wyciąg typu „wyrwirączka”? To była po prostu stalowa lina rozciągnięta pomiędzy dwoma kołami: górnym-napędzającym i dolnym-napinającym. Każdy narciarz dostawał drewniany kołek z ukośną szczeliną, za pomocą którego przyczepiał się do liny. Brzdące, takie jak ja, miały kłopot w tych miejscach, gdzie lina wznosiła się wyżej. Musieliśmy trzymać ją pod pachą i jechać za jakimś ciężkim narciarzem, który ściągał ją w dół. Inaczej groziła nam utrata kontaktu z ziemią i odpadnięcie z wyciągu.

Ale nie o tym chciałem napisać…

Otóż po jeździe na nartach, stałym punktem dnia był torcik cytrynowy w kawiarni nieopodal poczty. Rodzice i ich znajomi popijali kawę, a ja sam lub z kolegami buszowałem po całym lokalu.

Pewnego razu postanowiłem sprawić przyjemność mojemu Tacie. Ujrzałem – przechodzącą między stolikami – piękną, zgrabną, młodą dziewczynę w czerwonym swetrze. Doskoczyłem do niej, chwyciłem mocno za spodnie narciarskie i zacząłem ciągnąć w kierunku naszego stolika, wrzeszcząc na całą kawiarnię:

To dla Tatusia! To dla Tatusia!

Wszyscy w jednej chwili ryknęli głośnym śmiechem, zupełnie jak w piosence Wojciecha Młynarskiego. Dziewczyna momentalnie zrobiła się cała czerwona, wyrwała się z moich objęć i umknęła na dwór.

Ta przygoda była pierwszym zanotowanym przez historię przypadkiem mojego zainteresowania płcią odmienną oraz świadectwem wspaniałej atmosfery, w jakiej miałem możliwość przeżyć swoje dzieciństwo.

Czas niepojęty

– Tatusiu, a jak ty żyłeś, to były dinozaury? – spytała kiedyś mojego kolegę jego córka po obejrzeniu „Parku Jurajskiego”.

Anegdota ta przypomniała mi się wczoraj, po rozmowie z pewnych siedmiolatkiem. Siedzieliśmy razem przed telewizorem, a znudzony chłopak za pomocą pilota skakał z programu na program, żeby znaleźć coś ciekawego do oglądania.

– Wiesz, kiedy ja byłem w twoim wieku, mieliśmy tylko dwa programy do wyboru i to w dodatku czarno-białe.

Chłopak popatrzył na mnie zasępiony i odparł:

– To wy chyba cały czas siedzieliście w internecie!

Czy ktoś, kto urodził się w XXI wieku, jest w stanie sobie wyobrazić, jak to było, zanim dostęp do wszystkomającego internetu stał się powszechny?

Czy my sami jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, jak wyglądało codzienne życie poddanego króla Jana III Sobieskiego albo Kazimierza Wielkiego, albo Mieszka I?

Czy potrafimy objąć naszym umysłem trwającą miliony lat ewolucję organizmów, która doprowadziła do powstania naszej cywilizacji?

Telepatia

– Czy? – TesTeq spojrzał Pani TesTeqowej głęboko w oczy.

– Tak! – Pani TesTeqowa nie była w stanie ukryć radości.

– A o czym myślałaś?

– A ty o czym myślałeś?

– Że pewnie nie chcesz sama po nocy jechać do marketu wybierać lampy do piwnicy.

– Wiedziałam, że właśnie o to pytasz!

Oto kolejny dowód, że efektem ubocznym wieloletniej, prawdziwej sympatii jest telepatia.

Gapiszon

Święty Mikołaj nigdy nie przychodził osobiście do mojego domu. Widocznie Moi Rodzice uznali, że jestem zbyt bystry i zaraz rozpoznam dziwacznie przebranego członka naszej rodziny.

Zamiast tego Mój Tata bezlitośnie wykorzystywał moje gapiostwo. Kiedy nie było mnie w pokoju, wkładał między gałęzie choinki niewielkie prezenty – najczęściej były to metalowe samochodziki, które wówczas namiętnie zbierałem. Po powrocie uważnie oglądałem choinkę, ale oczywiście niczego nie zauważałem. Wtedy podchodził Mój Tata, robił magiczny ruch ręką i w miejscu, które wskazywał, pojawiała się zabawka. To były prawdziwe czary!

Pamiętaj: nawet tam, gdzie na pierwszy rzut oka nic nie widać, może kryć się miła niespodzianka.