Kategoria: x-lektury

Dwa listy

List pierwszy:

  • Drogi Jurku,
    Chciałbym, żebyś wiedział, jak wielki ból sprawiłeś mi, gdy realizowaliśmy projekt Lawenda. Pamiętam, że to Ty przekonałeś klienta do naszej oferty i niezmiennie podziwiam Twój talent marketingowy.
    Ale czy pamiętasz, że przez ostatni tydzień realizacji projektu spałem tylko po 2 godziny dziennie i podczas końcowego odbioru pracy byłem bliski omdlenia? Nie miałem wyjścia – nie dysponowaliśmy wówczas środkami umożliwiającymi zatrudnienie dodatkowych specjalistów.
    A czy pamiętasz, czym Ty się wówczas zająłeś? Zakupem samochodu służbowego. Dla siebie! Bo Ty przecież zrobiłeś już swoje… Tymczasem ja nie potrafiłem się rozdwoić, roztroić, zdziesięciokrotnić. Cały czas nie mogę o tym zapomnieć. Cały czas czuję za to do Ciebie olbrzymi żal.
    Pozdrawiam,
    Jacek

List drugi:

  • Drogi Jacku,
    Pamiętam ten projekt. Klient nie do końca był zadowolony z pierwszej wersji oprogramowania, więc byłem trochę zły na Ciebie, ale Lawenda, tak jak przewidywałem, okazała się momentem przełomowym w historii naszej firmy.
    Nie zdawałem sobie wówczas sprawy, jak wielkie były Twoje wyrzeczenia i w jak trudnej sytuacji znalazłeś się, samotnie walcząc z z opornymi bitami, bez odpowiedniego zaplecza finansowego i kadrowego.
    To, że wówczas kupiłem samochód służbowy wynikało z niezwykle korzystnej oferty, którą otrzymałem od dilera. Teraz widzę, jak niezręczny był ten zbieg okoliczności.
    Chciałem Ci powiedzieć, że doceniam i szanuję Twój wkład, jaki wówczas oraz przez kolejne lata naszej współpracy był jednym z fundamentów rozwoju naszej firmy.
    Przepraszam, że nie okazałem Ci tego wtedy, gdy najbardziej potrzebowałeś dobrego słowa i wsparcia, a nawet w pewnym sensie „ukarałem” Cię za brak pełnego zadowolenia klienta, odmawiając Ci prawa do użytkowania Twojego prywatnego samochodu jako auta służbowego. Z perspektywy widzę, że było to małostkowe i niesprawiedliwe.
    Mam nadzieję, że w przyszłości uda nam się uniknąć takich nieporozumień i wspólnym wysiłkiem zdobędziemy kolejne szczyty!
    Pozdrawiam,
    Jurek

Te dwa listy są przykładem autoterapii, którą powinieneś sobie zaaplikować, jeśli czujesz urazę do osoby, z którą z różnych przyczyn raczej chciałbyś kontynuować znajomość i współpracę, niż się rozstać.

Jeśli jesteś w takiej sytuacji, napisz sam obydwa listy. W pierwszym, skierowanym do „sprawcy” twojego bólu, wytłumacz mu, dlaczego czujesz do niego urazę. Drugi niech będzie jego odpowiedzią. Taką, jaką chciałbyś usłyszeć, zawierającą szczere przeprosiny i słowa ubolewania. Napisz te dwa listy, przeczytaj je na głos i w większości przypadków od razu poczujesz się lepiej. Być może poczujesz nawet pewną sympatię do „sprawcy”, że nie jest aż takim dupkiem i wreszcie zrozumiał, jak wielką sprawił ci przykrość.

Ludzki mózg jest pod tym względem bardzo naiwny – na poziomie emocji nie rozróżnia rzeczywistości od fikcji. Tak więc, jeśli tylko dasz mu taką możliwość, z entuzjazmem da się nabrać na to listowne oszustwo. Niewinne oszustwo, które pozwali ci zniwelować żal do wspólnika, partnera, szefa lub podwładnego, urazę stojącą na drodze twoich planów i zamierzeń.

Metoda dwóch listów została opisana w przeczytanej przeze mnie ostatnio książce „The Charisma Myth: How Anyone Can Master the Art and Science of Personal Magnetism” Olivii Fox Cabane.

„Chowanie urazy jest jak picie trucizny w nadziei, że zabije ona osobę, do której czujesz żal.” – Olivia Fox Cabane „The Charisma Myth” (Amazon Kindle location 978)

Jeden klik do nowej ikony

Zamiast popłynąć z prądem i rzucić się do czytania biografii Steve’a Jobsa, wyruszyłem ostatnio na poszukiwania kolejnej ikony przemysłu informatycznego. Mój wybór padł na Jeffa Bezosa, założyciela największej wirtualnej księgarni na świecie Amazon.com. O tym, że nie ja jeden traktuję Bezosa jako poważnego kandydata do roli wzorcowego lidera branży, może świadczyć ostatni numer czasopisma Wired, w którym pojawił się bardzo ciekawy wywiad pod tytułem „Jeff Bezos Owns the Web in More Ways Than You Think”[wired.com]. Polecam.

Swoje studia w tym przedmiocie skupiłem na lekturze, wydanej w październiku bieżącego roku, książki Richarda L. Brandta „One click: Jeff Bezos and the rise of Amazon.com” w wersji na… czytnik Amazon Kindle. Nie polecam tego dzieła, ponieważ jest ono mało oryginalnym, powierzchownym wyciągiem informacji wyszukanych przez autora w sieci i różnych publikacjach oraz wynikających z epizodycznej korespondencji z pracownikami Amazon.com. Warto zaczekać na tak solidne, wnikliwe i szczere opracowanie jak biografia Jobsa. Jestem pewien, że Bezos doczeka się takiej publikacji, ponieważ już teraz na to zasługuje.

Z książki Richarda L. Brandta dowiedziałem się, że:

  • W dzieciństwie Jeff Bezos spędzał wiele czasu na ranczu dziadka i tam nauczył się samowystarczalnego podejścia do życia – tego, że gdy coś jest do naprawienia lub zrobienia, to trzeba wziąć się za to, żeby całość się nie zawaliła. To było ziarno przedsiębiorczości, które potem tak wspaniale zakiełkowało.
  • Jeff Bezos podchodzi do wszelkich wyzwań metodycznie i bez emocji. Szukając kobiety swojego życia opracował zestaw kryteriów, które kandydatka powinna spełnić (podejście takie stosują bankierzy podczas oceny, czy warto zawrzeć daną transakcję). Bezos szukał kobiety zaradnej, więc kryterium numer jeden była potencjalna zdolność wybranki do wydostania go z więzienia w jednym z krajów Trzeciego Świata.
  • Praktycznie wszyscy zgadzają się ze stwierdzeniem, że w procesie zakładania Amazon.com Jeff Bezos wykazywał pewność siebie Muhammada Ali, entuzjazm Johna Kennedy’ego i pomysłowość Thomasa Edisona, czyli komplet cech niezbędnych do przekonania innych, żeby przyłączyli się do jego wyprawy w nieznane. Na przykład na samym początku istnienia firmy przekonał do zainwestowania w nią członków swojej rodziny, uczciwie przy tym oświadczając, że prawdopodobieństwo powodzenia wynosi 30% (to i tak świadectwo olbrzymiego optymizmu Jeffa, ponieważ zwykle przyjmuje się, że tylko 1 na 10 start-upów nie przynosi strat inwestorom).
  • Obowiązującą w Krzemowej Dolinie filozofią jest stwierdzenie, że najlepsi są ci, którzy nie wiedzą, że „czegoś nie da się zrobić”, więc to robią wymyślając odpowiedni, nieznany wcześniej sposób.
  • W Amazon.com krążył dowcip, że celem firmy jest stworzenie idealnej strony internetowej, która nie zawierałaby pola wyszukiwania, elementów nawigacyjnych i wykazu oferowanych towarów. Wyświetlałaby tylko jedną rzecz: najtrafniejszą propozycję książki, którą jako następną powinien przeczytać dany klient.
  • Często popełnianym w branży błędem jest wiara, że „sami napiszemy oprogramowanie najlepiej”. W wielu przypadkach to strata czasu w sytuacji, gdy ktoś już zainwestował czas i pieniądze w stworzenie i uczynienie niezawodnym danego komponentu. Wystarczy schować dumę i iść na zakupy.
  • Podczas rekrutacji w Amazon.com stosowano niepisaną zasadę, że każdy następny zatrudniony powinien być lepszy od poprzednich. Dzięki temu poprzeczka cały czas wędrowała coraz wyżej.
  • Według Jeffa Bezosa sztuka tworzenia nowych rzeczy polega na jednoczesnym byciu upartym i elastycznym, przy czym najtrudniejsze jest wyczucie, kiedy być upartym, a kiedy elastycznym.
  • Jeff Bezos jest zwolennikiem tworzenia firm zdecentralizowanych, a nawet zdezorganizowanych, złożonych z kreatywnych „zespołów dwupizzowych” – to znaczy takich, których wszyscy członkowie, gdy zgłodnieją, mogą się najeść dwiema pizzami.
  • Dziadek Bezos, porażony kiedyś brakiem empatii wnuczka wobec papierosowego nałogu babci, powiedział: „Jeff, kiedyś zrozumiesz, że trudniej jest być miłym niż mądrym”.

Jak się to wszystko skończy?


Żeby uspokoić tę dziewczynę, żeby ją przestawić na słuchanie, opowiadam jej historię mojej rybki. To jest w życiu złotej rybki rybka numer sześćset czterdzieści jeden. Pierwszą kupili mi rodzice, żebym uczył się miłości i troski o inną żywą oddychającą bożą istotę. Sześćset czterdzieści rybek później wiem tylko, że wszystko, co kochasz, umiera. Kiedy po raz pierwszy spotykasz tego kogoś ważnego, możesz liczyć na to, że któregoś dnia ten ktoś umrze i pójdzie do piachu.

Chuck Palahniuk „Rozbitek” (284)


Ezechiel, rozdział dziewiętnasty, wiersz siódmy:
„Napadało na ich wyludnione pałace […]” coś tam, coś tam, coś tam. Nie można mieć całej Biblii w głowie, boby człowiek nie miał miejsca na własne nazwisko.

Chuck Palahniuk „Rozbitek” (277)


Myślisz, że może gdybyś pracował ciężej i szybciej, mógłbyś powstrzymać napór chaosu, ale potem któregoś dnia wymieniasz na tarasie żarówkę z pięcioletnią gwarancją i uświadamiasz sobie, że wymienisz tu żarówkę może jeszcze z dziesięć razy, zanim umrzesz.

Chuck Palahniuk „Rozbitek” (269)


– Czy to bardzo boli, kiedy się umiera?
Cóż kochanie, mówię jej, tak, ale życie boli znacznie bardziej.

Chuck Palahniuk „Rozbitek” (243)


Z zamkniętymi oczami pytam ją, czy wie, jak się to wszystko skończy.
– Na dalszą czy na bliższą metę? – pyta.
Jedno i drugie.
– Na dalszą metę – mówi – wszyscy umrzemy. Potem nasze ciała zgniją. Tu nie ma niespodzianek. Na bliższą metę będziemy odtąd żyli długo i szczęśliwie.

Chuck Palahniuk „Rozbitek” (51)


Rozbitek

Jak łatwo domyślić się z poprzedniego wpisu (krótkotrwałej, bo szybko odgadniętej, zagadki), moją lekturą przez ostatnie dni był „Rozbitek” Chucka Palahniuka. Jeśli, tak jak ja, jesteś fanem filmu „Fight Club” i zaprezentowanej w nim pokręconej, neurotycznej wizji rzeczywistości, „Rozbitek” będzie dla ciebie satysfakcjonującą kontynuacją tych samych klimatów. Jeśli zaś „Fight Club” ci się nie podobał, obejrzyj go jeszcze raz. I jeszcze raz. Aż zobaczysz karykaturę dzisiejszego świata umeblowanego sprzętami z Ikei. Świata, w którym to ty, a nie stół czy krzesło, jesteś towarem i przedmiotem wielowątkowej manipulacji.

A jeśli nigdy nie słyszałeś o filmie „Fight Club”, to masz dwa wyjścia: zamknąć oczy i trwać w nieświadomości lub czym prędzej kupić lub wypożyczyć DVD i ujrzeć prawdę o otaczającej cię rzeczywistości.

A potem przeczytaj „Rozbitka”. Co prawda świat w nim opisany nie różni się od fight-clubowego – wszak to po prostu zachodnia cywilizacja odarta ze złudzeń – ale historia Tendera Bransona została opowiedziana wartko, a tłumaczenie Lecha Jęczmyka jest po prostu doskonałe. No, może z wyjątkiem samego tytułu, ponieważ „Rozbitek” nie w pełni oddaje wszystkie odcienie znaczeniowe oryginalnego „Survivora”, niosącego w sobie, moim zdaniem, nieco więcej optymizmu. Dla mnie rozbitek, to ktoś, kto latami będzie w samotności czekał na ratunek na bezludnej wyspie, a survivor, to osoba, która szczęśliwie umknęła kostusze spod kosy.

Niech poniższe cytaty zachęcą cię do sięgnięcia po tę lekturę i obejrzenia filmu „Fight Club”:


Kiedy się planuje porwanie samolotu w pojedynkę, człowiek zapomina, że gdzieś tam będzie zmuszony zostawić na chwilę zakładników i wyskoczyć do toalety.
(…)
Kiedy zostaliśmy na pokładzie tylko pilot i ja, wystartowaliśmy ponownie.
Pilot, tuż zanim wyskoczył, powiedział mi, że kiedy poszczególne silniki będą obcinać, alarm będzie bez końca ogłaszał, że wyłączył się silnik numer jeden albo trzy, albo któryś. Kiedy wszystkie przestaną działać, jedynym sposobem, żeby lecieć dalej, będzie podniesienie nosa. Trzeba pociągnąć na siebie kierownicę. Nazwał to sterownicą. Żeby ruszyć ster wysokości. Traci się wtedy szybkość, ale utrzymuje wysokość. Wygląda, jakby się miało wybór, wysokość albo szybkość, ale tak czy owak zanurkuje się nosem w ziemię.
To wystarczy, mówię mu, nie mam zamiaru zdawać na licencję pilota. Po prostu muszę skorzystać z toalety jak człowiek. Chcę, żeby już znalazł się za drzwiami.
Zwalniamy do stu siedemdziesięciu pięciu węzłów. Żeby was nie zanudzać szczegółami, schodzimy poniżej dziesięciu tysięcy stóp i otwieramy przednie drzwi kabiny. Pilot wyskakuje, a ja, zanim jeszcze zamknę drzwi, staję w progu i sikam w ślad za nim.
Nigdy w życiu nie czułem takiej ulgi.

Chuck Palahniuk „Rozbitek” (294-293)


Ludzie nie chcą, żeby im prostować życie. Nikt nie chce, żeby mu rozwiązywać jego problemy. Jego dramaty. Jego rozterki. Żeby mu uładzić życie. Posprzątać jego bałagan. Bo co by mu wtedy zostało? Tylko wielkie i przerażające nieznane.

Chuck Palahniuk „Rozbitek” (289)


Ten facet jest dość intensywnie brzydki.

Chuck Palahniuk „Rozbitek” (241)


Mój plan nie polega na tym, żeby dobrze wyglądać. Mój plan, to wyglądać na niewykorzystany potencjał. Chcę osiągnąć wygląd naturalny. Realny. Mam stwarzać wrażenie nieobrobionego surowca. Nie jakiegoś zdesperowanego biedaka, ale kogoś kryjącego w sobie możliwości. Nie kogoś głodnego. Jasne, że chcę wyglądać na kogoś, w kogo warto zainwestować. Uprany, ale nieuprasowany. Czysty, ale niewypolerowany. Pewny siebie, ale skromny.

Chuck Palahniuk „Rozbitek” (226)


Kuratorka dowiedziała się o mnie wszystkiego z wyjątkiem prawdy.

Chuck Palahniuk „Rozbitek” (213)


Nieważne, na czym się znasz.
Ważne, kogo znasz.

Chuck Palahniuk „Rozbitek” (142)


Na scenie w dole jakiś lokalny kaznodzieja rozgrzewał salę. Część jego wstępnego numeru polegała na tym, żeby doprowadzić widownię do hiperwentylacji. Można to uzyskać przez głośny śpiew. Albo skandowanie. Według agenta, kiedy ludzie krzyczą w ten sposób albo śpiewają na całe gardło hymn „Zadziwiająca łaska”, oddychają zbyt często. Krew ludzka powinna mieć odczyn kwaśny. Kiedy człowiek się przetleni, obniża się poziom dwutlenku węgla we krwi, która nabiera odczynu zasadowego.
– Alkalizacja oddechowa – mówi.
Ludzie popadają w zamroczenie. Przewracają się, słyszą dzwonienie w uszach, drętwieją im palce u rąk i nóg, odczuwają bóle w klatce piersiowej, oblewają się potem. To ma być uniesienie. Ludzie tarzają się po podłodze, z dłońmi skurczonymi w sztywne kleszcze.
To się uważa za ekstazę.
– Ludzie pracujący w biznesie religijnym mówią na to „odwalić homara” – powiada agent. – Nazywają to mówieniem językami.

Chuck Palahniuk „Rozbitek” (137-136)


Żeby nie pozostawić żadnych wątpliwości, koordynator informuje mnie, że agent pozwolił sobie upewnić się co do tego, że moja żona urodzi nasze pierwsze dziecko na zakończenie mojego dziewięciomiesięcznego tournee.
Długofalowe plany przewidują, że moja małżonka będzie miała sześcioro, może siedmioro dzieci, wzorowa rodzina wyznawców.
Koordynator występów mówi, że nie będę musiał ruszyć palcem.
Z mojego punktu widzenia to będzie niepokalane poczęcie.

Chuck Palahniuk „Rozbitek” (75)


…ze starej kultury niewolników nie może wyrosnąć nowa kultura ludzi wolnych.

Chuck Palahniuk „Rozbitek” (25)