Kategoria: x-a-propos

Strzeż się mówiących ludzkim głosem!

Zgodnie z tradycją w Wigilię Bożego Narodzenia o północy zwierzęta mówią ludzkim głosem. Niektórzy utrzymują, że tradycję tę kultywują tylko niektóre zwierzęta. Świadczy o tym pamiętny cytat z filmu „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz?”:

– Czekaj, cholero, jak cię złapię.
– Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?
– Tato, słyszałeś?
– Widzisz synku, w noc świętojańską kwitnie kwiat paproci, który normalnie nie kwitnie, gdyż ma zarodniki. Gadają ludzkim głosem krowy, konie i świnie…
– To chyba tylko w wigilię.
– W wigilię, to te wierzące.

Ale, wracając do zwierząt, uważam, że należy bardzo ostrożnie podchodzić do oświadczeń wygłaszanych przez nie w wigilijną noc. Mówienie ludzkim głosem nie jest ich normalnym zachowaniem. Robiąc to, starają się nam przypodobać, zrobić coś pociesznego, co wprawi nas w znakomity humor i zapewni dobry klimat dla dalszego zgodnego współżycia w domu i w zagrodzie przez kolejny rok. Nie łudźmy się – to jest po prostu rodzaj chwytu marketingowego, który ma im zapewnić przebywanie w okolicach żłoba (albo michy) przez następną, dwunastomiesięczną kadencję. Nic dziwnego więc, że mówią nam wtedy tylko same sympatyczne rzeczy. Czas szczekania i kąsania nadejdzie później. Odgrywając tę komedię po prostu nie są sobą!

Nie inaczej jest w świecie polityki. Zapewne sam możesz podać wiele przykładów, kiedy polityk, którego nie trawisz, nagle zaczynał mówić ludzkim głosem, jego głębokie myśli z lekkością wsączały się do twojego ucha, a ręka sama chciała postawić krzyżyk przy jego nazwisku na karcie wyborczej. A po wyborach, jak zwykle, wszystko wracało do „normalności”.

Dlatego ostrzegam:

Strzeż się mówiących ludzkim głosem!

Szczególnie wtedy, kiedy zjawisko to wydaje się być cudem…

Co? Jak? Dlaczego?

Co robisz?

Odpowiedź na to pytanie jest prosta, o ile nie działasz w amoku lub nie jesteś w stanie pomroczności jasnej. Czytasz BIZNES BEZ STRESU, piszesz raport, odśnieżasz, plotkujesz, wygłaszasz referat, leżysz na łóżku i gapisz się w sufit, siedzisz przed telewizorem i oglądasz „Kiepskich” i tak dalej, i tak dalej… W każdej chwili możesz precyzyjnie określić, co właśnie robisz.

Jak robisz?

Tu już odpowiedź jest znacznie trudniejsza. Ocena jakości twojej pracy bardzo często jest niejednoznaczna. To, co twoim zdaniem zrobiłeś świetnie, inni mogą uważać za niewypał. Lub wręcz przeciwnie – obcy ludzie gratulują ci efektu, który ty uważasz za nędzną chałturę. Ponadto nawet ty sam bywasz zdezorientowany i nie wiesz, czy robisz coś właściwie, czy nie, czy w tym przypadku niezbędna jest perfekcja, czy też wystarczy być „wystarczająco dobrym”. A jeżeli tak, to jak wystarczająco powinieneś być dobry dziś, a jak jutro?

Dlaczego robisz?

To najtrudniejsze z pytań, jakie możesz sobie zadać, ale uczciwa odpowiedź na nie da ci największe profity. Często robimy różne rzeczy z rozpędu, z przyzwyczajenia, ze strachu lub dla zaspokojenia oczekiwań otoczenia. To nie są dobre motywacje. Tylko działania, co do których potrzeby sam, w głębi serca będziesz przekonany, zapewnią ci prawdziwą satysfakcję i spełnienie. Odpowiedź na pytanie, dlaczego warto coś robić oraz dlaczego czegoś nie warto robić, wprowadza cię na wyższy poziom myślenia o swoich sprawach – na poziom, na który nie jest w stanie wspiąć się twój jaszczurczy mózg.

Wiem, że w okresie przedświątecznym nie masz czasu na takie rozmyślania. To okres działania w trybie kryzysowym (Wigilia, prezenty, koniec roku w pracy, wyjazd w góry itp.) – skądinąd działania bardzo efektywnego. Ale gdy już kurz (śnieżny) opadnie, proponuję ci zastanowienie się, dlaczego robisz to, co robisz. Uczciwa odpowiedź zapewni ci znacznie lepszy start w nowym roku i zbliży cię do realizacji twoich prawdziwych celów.

Nie bój się! Spróbuj!

Musisz zasłużyć

W komentarzu, który zamieściłem pod blogowym wpisem „96% kobiet uważa się za nieatrakcyjne” (jaaleksandrak.blox.pl) napisałem:

Musisz zasłużyć na to, żebym cię nie lubił!

Kierowanie się tą zasadą pomaga mi podchodzić z życzliwością do każdego napotkanego człowieka.

Zdarzają się tacy, którzy nie doceniają otrzymanego ode mnie kredytu zaufania i dokładają wszelkich starań, żebym ich znielubił, ale na szczęście stanowią niewielki margines ludzi, których poznaję w swojej podróży przez czas i przestrzeń.

Natomiast znakomita większość niezwłocznie spłaca ten kredyt wzajemnością, ciepłem i szczerą życzliwością.

Proponuję ci zatem przyjęcie zasady, że ludzie muszą zasłużyć na to, żebyś ich nie lubił.

Jeśli tego nie zrobią, narażają się na znoszenie twoich uśmiechów, miłych słów i troski o ich sprawy.

A propos, lubię cię!

Ile na tym zarobię?

Jeśli pytasz, ile zarobisz na tym, co robisz, to znaczy, że działasz w niewłaściwej branży!

Wyjątek od tej reguły stanowią ludzie, których prawdziwą pasją są finanse i pomnażanie pieniędzy, których rajcują rozważania o EBITDAch, ROIach i innych wskaźnikach finansowych, dla których cała teraźniejszość to zdyskontowana przyszłość i nic więcej. Ale jest ich znacznie mniej niż mogłoby się wydawać. Nawet wśród bankowców spotkasz wielu sfrustrowanych, zestresowanych urzędników, którzy nie chcą, ale wydaje im się, że muszą, ponieważ przyciągnął ich powierzchowny blask świata wielkiej finansjery. A teraz wciskają klientom niepotrzebne karty kredytowe i nakłaniają ich do brania kredytów, których klienci ci nie będą w stanie spłacić.

Większość osób w głębi serca interesuje się innymi sprawami, a myślenie o finansach stało się dla nich koniecznością, ponieważ w życiu zajęli się tym, co ich otoczenie i rodzice uznali za rozsądne. Porzucili swoje pasje, żeby zarabiać pieniądze. I to był ich błąd.

Przypomnij sobie czasy, kiedy byłeś przedszkolakiem. Pamiętasz, z jakim zapałem uganiałeś się za spadającymi liśćmi w parku, lepiłeś bałwana z czerwonym nosem zrobionym z marchewki, którą bezkompromisowo wyegzekwowałeś od mamy, lub rysowałeś projekt najlepszego na świecie bolidu formuły pierwszej? Czy pytałeś wtedy, ile na tym zarobisz?

Jeśli jest coś, o czym myślenie rozjaśnia twoje oblicze, wywołując niekontrolowany uśmiech, i jeśli to coś może przydać się innym ludziom, ułatwić im życie, sprawić radość lub w inny sposób pomóc, nie wahaj się – idź za swoim powołaniem!

Rób to, co uczyni cię szczęśliwym, a pieniądze… pieniądze w większości przypadków pojawią się same, jeśli tylko nie zlekceważysz wartości tego, co robisz. Musisz określić uczciwą cenę udostępniania owoców swojej pasji wszystkim potrzebującym. Pytanie „Ile na tym zarobię?” stanie się wówczas równie nieistotne, jak pytanie „Ile diabłów zmieści się na końcu szpilki?”