Kategoria: x-a-propos

Szukasz i masz

Witam serdecznie. Jeżeli czytasz ten wpis, to znaczy, że twój Dzień Świstaka szczęśliwie dobiegł końca. Że znalazłeś w swoim życiu to, czego zawsze szukałeś. Bo w życiu najczęściej:

Znajdujesz to, czego szukasz.

Na przykład:

  • Jeśli szukasz dziury w całym, to z łatwością ją znajdujesz.
  • Jeśli szukasz szklanki w połowie pustej, to natychmiast widzisz drażniącą pustkę w górnej części naczynia, gdy zaś szukasz szklanki w połowie pełnej, twoje oko niezmiennie cieszy mieniący się płyn, który wnet ugasi twoje pragnienie.
  • Jeśli szukasz w swoim szefie krótkowzroczności, niesprawiedliwości lub złośliwości, to z pewnością znajdziesz fakty, które potwierdzą twoje domniemania, tak jak bez trudu znajdziesz świadectwa jego wielkoduszności, działania w interesie firmy i przymykania oczu na twoje błędy, jeśli tylko postarasz się inaczej ustawić swoje sensory.
  • Jeśli szukasz dowodów zdrady, to dostrzeżesz je w każdym otrzymanym przez twojego partnera esemesie, który znienacka rozpromieni mu twarz.

Nie proponuję ci żebyś był ślepy i lekceważył niepokojące sygnały w twoim otoczeniu. Chodzi mi tylko o to, żebyś zachował równowagę w swoich poszukiwaniach, a nawet – żebyś bardziej wypatrywał pozytywnych niż negatywnych oznak w tych wspaniałych okolicznościach przyrody.

Kolekcjoner oczu

Jednym z najważniejszych elementów procesu nawiązywania kontaktu z inną osobą jest wzajemna wymiana spojrzeń. Dzięki temu twoje oczy mogą dostrzec nić porozumienia w oczach partnera, a jego oczy z łatwością odkryją dobre intencje w twoich oczach. Jest tylko jeden problem:

Zbyt często już od pierwszej sekundy spotkania unikasz wzroku rozmówcy. Zręcznie omijasz jego twarz, szczegółowo lustrując tło, które widzisz za nim, ściany, krzaki, sufit lub niezwykłą fakturę podłogi.

Dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że nie będąc urodzonym „kontaktowcem” (tak jak na przykład Bill Clinton), po prostu nie wytrenowałeś tej umiejętności. Trochę sam się wstydzisz, trochę dołożyli twoi rodzice upominając cię ciągle, żebyś się nie gapił, a teraz ta ułomność znacznie ogranicza twoje możliwości rozwoju osobistego i awansu zawodowego.

Ale jest na to rada!

Tę genialną w swojej prostocie metodę stosował podobno z wielkim powodzeniem Ronald Reagan. Skup się teraz i przeczytaj uważnie następne zdanie, bo zawiera ono klucz do wielu twoich przyszłych sukcesów.

Nawiązując z kimś kontakt (witając się, rozpoczynając rozmowę), zawsze staraj się zobaczyć, jaki kolor mają tęczówki jego oczu.

To wszystko. W ten sposób po pierwsze skupisz się na dość prostym i niewinnym zadaniu, dzięki czemu stłumisz swoje zahamowania dotyczące nawiązywania kontaktu wzrokowego. Przecież nie nawiązujesz żadnego kontaktu, tylko wykonujesz rutynową obserwację naukową będącą elementem twoich badań. A po drugie twoje oczy od pierwszej, najważniejszej chwili będą wyrażały życzliwe zainteresowanie rozmówcą i o to właśnie chodzi! Jest to podstawa wstępnego porozumienia. Nikt nie musi wiedzieć, że w ten stan wprowadziłeś się tajemnym podstępem!

A zatem do dzieła!

Stań się kolekcjonerem oczu!

Gwarantuję ci, że efekty stosowania tej techniki przejdą twoje najśmielsze oczekiwania.

Gdy opieprzy cię szef

Gdy opieprzy cię szef, nie unoś się i nie przyjmuj postawy obronnej, tylko zastosuj czteropunktowy plan reakcji na krytykę:

  1. Potraktuj to poważnie. Przyjmij roboczą hipotezę, że (1) twój przełożony nie żartuje i że (2) nie przemawia przez niego patologiczna złośliwość, lecz naprawdę zdarzyła ci się wpadka. Zrobiłeś coś, co naraziło na szwank (lub mogło narazić) interes firmy, w której pracujesz.
  2. Przeproś. Raz a dobrze. Nie rzucaj od niechcenia: „Przepraszam, przepraszam…” i nie uciekaj bez słowa do toalety. Okaż, że rozumiesz zarzuty i wyciągniesz z zaistniałej sytuacji odpowiednie wnioski. Jeśli powstały jakieś szkody, bądź pierwszym, który zgłasza się na ochotnika do ich usuwania.
  3. Skoryguj przyszłość. Opracuj dla siebie korygujące zalecenia na przyszłość i zrób wszystko, żeby je skutecznie wdrożyć. Najgorszą przypadłością pracownika jest odporność na naukę objawiająca się niewyciąganiem wniosków z sukcesów i porażek oraz konsekwentnym powtarzaniem wciąż tych samych błędów.
  4. Nie rozpamiętuj. Co się stało, nie odstanie. Mleko się rozlało. Jeśli posprzątałeś po sobie (patrz punkty 2 i 3), nie masz już nic do zrobienia w tej sprawie. Zajmij się kolejnymi zadaniami, których realizację zaplanowałeś na dziś. Każdy popełnia błędy, każdy, nie raz i nie dwa, jest słusznie lub niesłusznie krytykowany. Jedynym wyjątkiem są ci, którzy nie robią nic. Ale ty przecież do nich nie należysz. Mam rację?

Lodowiec nadchodzi, mamucia noga!

Klimatolodzy pokazują swoje wykresy i twierdzą, że klimat się ociepla i temu ocieplaniu należy przeciwdziałać. A ja patrzę przez okno i widzę coraz więcej śniegu. W Warszawie śnieg, W Nowym Jorku śnieg. Wszędzie śnieg i mróz.

Patrząc na ten śnieg, słucham sobie podcastu „No Agenda” i zaczynam rozumieć, o co w tym wszystkim chodzi. Wbrew oficjalnym informacjom nie grozi nam zabójczy gorąc, lecz przeraźliwe zimno.

Zbliża się EPOKA LODOWCOWA.

A właściwie nie zbliża się, ale jest świadomie wywoływana. Pytacie o dowody? Oto one:

  1. Bogaci ludzie kupują tropikalne wyspy i budują na nich swoje luksusowe rezydencje. Czy robiliby to, gdyby wierzyli w globalne ocieplenie, topnienie lodowców i związane z tym procesem podnoszenie się poziomu oceanów? Nie, przecież nie są głupcami. Po prostu przenoszą się tam, gdzie lodowiec nie dotrze!
  2. Bogaci ludzie sponsorują klimatologów, żeby ci bili na alarm w sprawie globalnego ocieplenia, oraz wpływają na rządy, żeby te wreszcie zgodziły się na stworzenie ogólnoświatowej giełdy handlu limitami emisji gazów do atmosfery. Gdyby te gazy były naprawdę takie szkodliwe, to przecież ktoś zakazałby ich wydzielania. Natomiast model rynkowy pozwoli bogaczom na spekulacyjne wzbogacenie się na giełdzie oraz zapewni im lepszą kontrolę nad procesem lodowacenia naszej planety.
  3. W dobie automatyzacji bogatym ludziom niepotrzebna jest tak duża liczba biednych ludzi. Ludzi, którzy kiedyś zrozumieją, że ich emerytury już dawno zostały przejedzone i że nawoływanie do rodzenia coraz większej liczby dzieci (żeby to one wypracowywały dla nich emerytury) jest ślepą uliczką. Nasza coraz bardziej przeludniona planeta ma dużą, ale jednak ograniczoną powierzchnię. Już niedługo bogatym wystarczy tylko trochę służby, która uczyni ich życie bezstresowym i przyjemnym. Wszystkie dobra będą produkowane w zrobotyzowanych fabrykach albo wręcz wytwarzane w domu za pomocą drukarek trójwymiarowych.

Tak więc radzę wam: nie dajcie się nabrać na to globalne ocieplenie. Kupcie kilka swetrów i kombinujcie, jak tu stać się bogatym i wyjechać do ciepłych krajów. Jeśli zaś ten plan wydaje się wam nierealny, to stańcie się znakomitymi służącymi i… wyjedźcie do ciepłych krajów.

A kiedy następnym razem znów wyłączą wam ciepłą wodę, przestaną grzać kaloryfery, albo stanie komunikacja i wasz kolega znów zacznie mówić brzydkie wyrazy, nie zarzucajcie mi, że was nie uprzedzałem. Mamucia noga!