Kategoria: x-a-propos

Natchnienie? Nie żartuj!

Bardzo często zdarza mi się słyszeć od znajomych (nie od podwładnych) następujące usprawiedliwienie:

Nie zabrałem się za to, bo nie miałem natchnienia.

I w wielu przypadkach osoby, które tak się tłumaczą, rzeczywiście wierzą, że do napisania raportu, pracy magisterskiej czy programu komputerowego potrzebny im jest jakiś szczególny stan ducha. Jakieś nadprzyrodzone objawienie.

Co za bzdura!

Prawda jest taka, że amator czeka na natchnienie, a profesjonalista bierze się do roboty.

Dlaczego?

Bo natchnienie czeka na okazję do działania, ale trzeba mu ją dać!

Ktoś spytał kiedyś Somerseta Maughama, czy pisze zgodnie z jakimś harmonogramem, czy też wtedy, gdy ma natchnienie.

– Piszę tylko wtedy, gdy mam natchnienie – odpowiedział pisarz. – Na szczęście natchnienie nawiedza mnie codziennie rano, punktualnie o dziewiątej.

Pablo Picasso stwierdził zaś: Gdy przychodzi natchnienie, zastaje mnie przy pracy.

Odnoszący międzynarodowe sukcesy polski oboista i kompozytor Wojtek Blecharz oświadczył w wywiadzie opublikowanym w Wysokich Obcasach 25 maja 2013 roku: Nie wierzę w wenę. Wierzę w systematyczną, intensywną pracę.

Chcesz więcej przykładów?

Po co?

Bo przyjemnie jest poodwlekać jeszcze trochę przystąpienie do działania?

Proszę bardzo, ale nie tutaj!

Tylko lenie czekają na natchnienie!

Bądź na TAK, a nie na NIE!

Prawie cztery lata temu we wpisie Nie dla „nie” wyznaczyłem jeden z kanonów mojej filozofii skutecznego eliminowania złych nawyków z własnego życia. Polega on na zastępowaniu negatywów pozytywami, a nie ich negowaniu.

Tylko w matematyce minus i minus dają plus. W życiu – dwa razy dłuższy minus.

Podejście to można obrazowo zilustrować na modnym ostatnio przykładzie „odłączania się od internetu”. Zobowiązanie takie często jest formułowane w następujący sposób:

Podczas urlopu pod żadnym pozorem nie będę łączył się z internetem. Ani za pomocą komputera, ani nawet komórki.

Co za głupota!

Dlaczego?

Ponieważ zaraz będziesz żałował, że nie możesz sprawdzić aktualnej, precyzyjnej prognozy pogody! Albo złamiesz swoje bohaterskie zobowiązanie. I tak źle, i tak niedobrze!

Moja rada jest taka:

Bądź na TAK, a nie na NIE!

Zamiast mówić „nie będę łączył się z internetem” powiedz sobie:

  • Będę łączył się z moimi dziećmi poświęcając im czas i uwagę.
  • Będę łączył się z moją drugą połową.
  • Będę łączył się z moimi rodzicami.
  • Będę łączył się z bieganiem i pływaniem.
  • Będę łączył się z harataniem w gałę.
  • Będę łączył się ze spacerami i słuchaniem śpiewu ptaków.
  • Będę łączył się z czytaniem książek.
  • Będę łączył się z innymi ludźmi w realnym świecie.

Masz tysiące możliwości pasujących do twojego temperamentu i upodobań!

Bądź na TAK, a nie na NIE!

Spust cyfrówki

Nie, to nie jest wpis o cyfrowych aparatach fotograficznych.

To wpis o nowej, starej tradycji – tradycji gospodarskiego doglądania spustów.

Dawno, dawno temu, kiedy Polska była niepodważalną potęgą gospodarczą, Nasz Drogi Przywódca, Pierwszy Sekretarz Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, Towarzysz Edward Gierek miał zwyczaj podróżować ze swoją świtą po całym kraju, ale ze szczególnym upodobaniem nawiedzał okręgi górniczo-hutnicze, by swym gospodarskim okiem osobiście doglądać spustów surówki. I naród cieszył się wraz ze swym władcą oglądając w Dzienniku Telewizyjnym lejący się szerokim, acz zdyscyplinowanym strumieniem, rozgrzany do białości półprodukt polskiej myśli technicznej i czynu robotniczego.

Obecnie, gdy Polska ponownie stała się niepodważalną potęgą gospodarczą, Zieloną Wyspą Europy, Minister Michał Boni kontynuuje tę przepełnioną pozytywnymi fluidami tradycję, podróżując zygzakiem po kraju i osobiście doglądając włączania prztyczków uruchamiających cyfrową emisję telewizyjną w kolejnych województwach. Te uroczyste spusty cyfrówki sprawiają, że odtąd radosny, kolorowy cyfrotok może lać się równie szerokim i zdyscyplinowanym strumieniem wprost do oczu coraz większego grona rozradowanych obywateli.

Bo zasady polityki i marketingu pozostają niezmienne, niezależnie od tego, kto i w jakim celu się nimi posługuje. Wszystko polega na wykreowaniu ciekawej narracji zdolnej zadomowić się w umysłach wychowanych na bajkach, w których zawsze zła wiedźma przegrywa, a piękna królewna i piękny królewicz żyją długo i szczęśliwie – tu wśród nas, a nie za siedmioma górami i siedmioma lasami.

Dobranoc…

Wspieraj swojego szefa!

Jack Welch, legendarny prezes koncernu General Electric, zapytany, co robić, żeby odnieść sukces w pracy zawodowej, odpowiedział bez wahania:

„Dowiedz się, na czym najbardziej zależy twojemu szefowi, i przekrocz w tej dziedzinie jego oczekiwania.”

Już słyszę chór „oburzonych”, zgłaszających pryncypialne i zawsze słuszne wątpliwości:

  • A jeżeli szef kradnie?
  • A jeżeli szef uprawia prywatę?
  • A jeżeli szef niszczy ludzi?
  • A jeżeli mój wysiłek nie zostanie dostrzeżony?
  • A jeżeli…
  • A jeżeli…
  • A jeżeli…

Tak, zapewne są tacy szefowie i zapewne są wśród nich psychopaci i biznesowi samobójcy, ale wbrew tym wszystkim „a jeżeli”, większości szefów zależy na wykazaniu się sprawnością działania przed swoimi szefami, co z reguły prowadzi do lepszego działania całej organizacji. Szczególnie w firmach prywatnych, gdzie na koniec dnia liczy się przede wszystkim, o ile więcej złotówek wpłynęło do kasy, niż z niej ubyło.

Zachęcam cię zatem do zastanowienia się, co możesz zrobić, żeby twój szef odniósł sukces, realizując cele waszej organizacji. Skup się na tym i daj z siebie wszystko, a nie będziesz musiał biadolić, że znów ominął cię awans.

Wspieraj swojego szefa!