Kategoria: x-a-propos

E-mail? Nie żartuj!

Oprócz braku natchnienia i braku gruntownych podstaw teoretycznych ludzie często stosują następującą wymówkę:

Nie zabrałem się za to, bo co chwilę przychodziły do mnie jakieś maile.

I znów – osoby, które tak się tłumaczą, święcie wierzą, że ich podstawowym obowiązkiem w pracy jest natychmiastowa reakcja na każdą wiadomość pojawiającą się w ich skrzynce odbiorczej.

Co za bzdura!

Są oczywiście stanowiska, gdzie rytm pracy wyznaczają zgłoszenia wymagające niezwłocznej interwencji, ale… ty nie pracujesz ani w straży pożarnej, ani w policji, ani w pogotowiu ratunkowym, ani w strukturach zarządzania kryzysowego. Masz do wykonania konkretną robotę i bynajmniej nie jest to „oczekiwanie na kolejny mail”.

Przecież nie wpiszesz sobie do CV, że twoją podstawową umiejętnością zawodową jest ciągła gotowość do odebrania informacji za pomocą poczty elektronicznej!

Dlatego:

  • Po pierwsze: przestań stosować tę wymówkę.
  • Po drugie: zrewiduj swoją politykę obsługi pocztowej skrzynki odbiorczej.

Oto 3 zasady, które uchronią cię przed e-mailową bieżączką:

  1. Przeglądaj i analizuj zawartość skrzynki pocztowej nie częściej niż 3 razy dziennie.
  2. Przydziel temu zadaniu konkretny, ograniczony czas – na przykład 9:30-10:00, 12:30-13:00, 15:30-16:00.
  3. Każdą wiadomość czytaj tylko raz i decyduj (na przykład zgodnie ze wskazówkami Davida Allena), co zamierzasz zrobić w odpowiedzi na każdą z nich.

I najważniejsze:

Jeśli to możliwe, wyłącz w swoim programie pocztowym automatyczne pobieranie korespondencji z serwera. Unikniesz w ten sposób rozpraszającej cię pokusy, żeby podejrzeć, czy coś nowego nie pojawiło się w skrzynce odbiorczej. O wyznaczonych godzinach inicjuj ten proces ręcznie.

No, to skoro już to wiesz, ruszaj do pracy, żeby zrobić coś naprawdę ważnego, a nie tylko taplać się w świecie pozornego zaabsorbowania sprawami.

Spojrzenie z góry

Postanowiłem spojrzeć na sprawy Warszawy z wyższej perspektywy. W tym celu wynająłem balon i w towarzystwie Pani TesTeqowej wzniosłem się na stosowny poziom. Z wyżyn widok jest wspaniały, niedociągnięcia trudno zauważyć i w ogóle jest pięknie. Zróbcie to, co ja, żeby zrozumieć punkt widzenia Pani Prezydent Warszawy. Tam, na górze, naprawdę widać inaczej…

Oto nasz balon na uwięzi:

Balon 000

A to warszawski Manhattan:

Balon Manhattan

Duma narodowa w całej okazałości:

Balon Stadion

W oddali wilanowskie Lemingowo:

Balon Wilanów

Czy widzisz to, co ja?

Czy widzisz to, co ja?

Setki badań naukowych i tysiące przypadków z życia codziennego świadczą o tym, że nie.

Każdy z nas, patrząc na te same przedmioty, wydarzenia i ludzi, widzi je na swój sposób. Na oglądane obrazy nakłada swój własny filtr doświadczeń, uprzedzeń, marzeń, pragnień lub niczym nieuzasadnionego entuzjazmu.

Pamiętaj:

Nie widzisz świata takim, jakim jest, ale takim, jakim ty jesteś.

Inni też tak mają, więc przestań się dziwić, pogódź się z tym faktem i wykorzystaj tę wiedzę do lepszego rozumienia otaczających cię ludzi.

Nie musisz akceptować tego, jak interpretują to, co widzą, ale nie wymagaj, żeby interpretacja ta była identyczna z twoją.

Jeśli chcesz, żeby zrobili coś zgodnie z twoją wolą, znajdź im odpowiednią motywację w ich świecie.

Trudne?

Bardzo!

Ale jakie daje rezultaty!

Teoria? Nie żartuj!

TEORIA

Oto kolejny, po ubiegłotygodniowym, wpis z cyklu „nie żartuj!”. Równie często jak o natchnieniu zdarza mi się słyszeć inne usprawiedliwienie:

Nie zabrałem się za to, bo nie zdążyłem przeczytać podręcznika.

Osoby, które tak się tłumaczą, święcie wierzą, że do wykonania zadania potrzebna jest im wiedza teoretyczna na poziomie co najmniej profesorskim. Sam miewam takie ciągoty. Czasami wydaje mi się, że przeczytanie lub choćby kupienie kolejnego podręcznika sprawi, że będę perfekcyjnie biegał, pływał, planował przedsięwzięcia, uprawiał pietruszkę lub redagował wpisy blogowe.

Co za bzdura!

Prawda jest taka, że amator czyta kolejne podręczniki, a profesjonalista bierze się do roboty.

Dlaczego?

Bo przedawkowanie teorii działa paraliżująco. Zamiast coś zrobić, zgłębiasz dobre i złe rady z trzeciej ręki i poznajesz tysiące przyczyn mogących sprawić, że poniesiesz porażkę. I po co ci to?

Teoria bez praktyki jest jak olbrzymi fundament bez ścian i dachu. Nie da się w takim domu mieszkać. Oczywiście ścian i dachu nie można stawiać na piasku, ale teoretycy zajmują się tylko wlewaniem betonu do dziury w ziemi.

Zatem… Do dzieła!

Praktyka czyni mistrza!

Teoria to ślad, który wszechświat zostawia w tobie. Praktyka to twój ślad we wszechświecie.