Kategoria: x-a-propos

Jeńcy Putina

„Putin musi przeprosić za zbrodnię katyńską!” – krzyczą za politykami nagłówki gazet.

A ja się zastanawiam, czy domagając się tego gestu od Premiera Rosji, który urodził się wiele lat po wojnie, nie stajemy się jego jeńcami, zniewolonymi pragnieniem usłyszenia z jego ust słowa „przepraszam”. Czy rzeczywiście to proste oświadczenie może ukoić rozpacz i żałobę tysięcy żon, matek, ojców, córek i synów, tysięcy rodzin i przyjaciół tych, których honor zetknął się z brutalnym bandytyzmem? Czy to coś zmieni?

Mój dziadek tam był. Nie wrócił. Ale ani moja babcia, którą znam tylko z opowiadań mojej mamy, ani moja mama, ani ja – nie domagalibyśmy się tych przeprosin. Wobec ogromu tej bezmyślnej tragedii nie miałyby one dla nas żadnego znaczenia. Powiem więcej, takie przeprosiny po latach mają dla mnie nieco groteskowy wymiar: winę wyznaje osoba, która co prawda jest spadkobiercą winowajcy, ale z tą konkretną zbrodnią nie ma nic wspólnego. Co z tego, że po 55 latach Premier Wielkiej Brytanii przeprosił za to, że władze jego kraju doprowadziły jednego z największych matematyków XX wieku Alana Turinga do samobójczej śmierci? Nic.

Zamiast rozdrapywać rany przeszłości, zdezynfekujmy je i zadbajmy o to, żeby dobrze się goiły, a swoją uwagę skierujmy na wytrącanie mieczy z rąk dzisiejszych złoczyńców. Zróbmy wszystko, co w naszej mocy, żeby podobne wydarzenia nie przytrafiały się ludzkości ani teraz, ani w przyszłości. Możemy to zrobić skutecznie, jeśli przestaniemy być, na własne życzenie, jeńcami Władimira Putina, Eriki Steinbach oraz innych duchów przeszłości.

Zapisuj hasła!

Wielu ekspertów zajmujących się bezpieczeństwem systemów informatycznych piętnuje zapisywanie haseł dostępu do komputerów i serwisów internetowych. A ja, za namową Steve’a Gibsona, wręcz przeciwnie. Co więcej, twierdzę, że przedstawiona poniżej metoda przechowywania haseł daje najwyższy poziom bezpieczeństwa, ponieważ:

  1. Hasła są przechowywane poza systemem komputerowym.
  2. Hasła są bezładnym ciągiem znaków, którego ani nie można zapamiętać, ani złamać jakimkolwiek atakiem słownikowym.
  3. Tylko ty jesteś w stanie mieć z nich jakikolwiek pożytek.

W tym miejscu słyszę okrzyki moich fanów, pełne podziwu zmieszanego z niedowierzaniem, oraz gwizdy czekającej na moje potknięcie gawiedzi. :-)

Oto metoda karteczkowa Steve’a Gibsona:

  1. Skombinuj bezładny ciąg znaków o rozsądnej (z punktu widzenia bezpieczeństwa i wygody) długości. Proponuję ci wykorzystać bezpłatny generator przypadkowego bełkotu udostępniany przez Steve’a Gibsona na stronie Perfect Passwords. Wybierz dowolny podciąg z wyświetlanych tam ciągów znaków. Możesz również rozrzucić płytki z literami Scrabble lub pobawić się kostką do gry.
  2. Zapisz wybrany ciąg znaków na karteczce i przyczep do monitora. :-)
  3. Wymyśl i zapamiętaj jedną, prostą modyfikację zapisanego ciągu znaków, którą będziesz stosował podczas wprowadzania hasła (wstawienie, usunięcie, przestawienie lub zamiana znaków).

Na przykład, gdybym chciał utworzyć nowe, znakomite hasło do mojego profilu w serwisie Twitter, zajrzałbym na stronę Perfect Passwords, wyciął 10-znakowy podbełkot „GucPuAjg43”, zapisał go na karteczce i postanowił, że między „u” a „A” będę dodatkowo wstawiał „c”, bo „GucPuc” fajnie się rymuje. Potencjalnemu hakerowi, który chciałby wykorzystać moją karteczkę, bardzo trudno byłoby wpaść na rodzaj modyfikacji tekstu, jaki przyszedł mi akurat dziś do głowy.

Dodatkowo, jeśli chciałbym na podstawie jednego bełkotu bezpiecznie logować się do różnych usług, mógłbym zręcznie wplatać nazwy tych serwisów do hasła – na przykład „GucPucAjg4twit3”.

Zatem… Nie lękaj się, tylko bezpiecznie zapisuj mocne hasła!

Po co doktorat?

W portalu Gazeta.pl (Internetowe Targi Edukacyjne 2009) ukazał się artykuł pod tytułem „Dr przed nazwiskiem się opłaca”. Czytamy tam między innymi:

Po co doktorat?
Chociażby po to, aby wybić się z tłumu. A także dlatego, że we współczesnym świecie tytuł „mgr” przed nazwiskiem już przestaje wystarczać. Warto jednak pamiętać, że nie każdemu doktorat pomaga w karierze. Dlatego zrobieniem studiów III stopnia powinni się zainteresować raczej ci, którzy szukają zatrudnienia w branży związanej z tematem swojej rozprawy doktorskiej.

Żyję we współczesnym świecie i odnoszę wrażenie, że przed nazwiskiem w zupełności wystarcza mi moje imię. Przyznaję się bez bicia, że kiedyś na mojej wizytówce przed imieniem pojawiał się mgr inż., ale nie przypominam sobie, żebym coś na tym zyskał. Przekonałem się, że do zmieniania rzeczywistości tytuły nie są mi potrzebne, a w przypadku kontaktów biznesowych świadczą raczej o barierze oficjalności przeszkadzającej w robieniu dobrych interesów. Znacznie łatwiej jest rzucać wyzwanie światu z Andrzejem lub Panem Pawłem niż z Kolegą Docentem, Panem Doktorem, czy Panem Profesorem Doktorem Habilitowanym Inżynierem.

Nie jestem przeciwny zdobywaniu rzetelnej wiedzy, prowadzeniu badań i podsumowywaniu ich rozprawami naukowymi. Uważam tylko, że uzyskany w ten sposób stopień naukowy powinien być miłą dekoracją, a nie celem samym w sobie.

Apple ma mojego pomysła

Kiedy w 2001 roku stałem się posiadaczem pierwszego odtwarzacza MP3 (Creative NOMAD Jukebox, znany w Europie pod nazwą Creative Digital Audio Player, wyposażony w dysk 6GB i okropne oprogramowanie), dostrzegłem potencjał tkwiący w cyfrowym nagrywaniu dźwięku, które pozwoliłoby rozwiązać bolączkę dręczącą mnie od dzieciństwa. Zawsze pasjonowałem się słuchaniem muzyki w radiu, lecz często przegapiałem zapowiedzi, kto właśnie śpiewa i jaki jest tytuł piosenki. Czasami w wiadomościach pojawiała się jakaś interesująca informacja, ale, niepochwycona, przelatywała obok uszu, niesiona na fali czasu. Wymyśliłem wtedy, że można byłoby skonstruować radio, które cały czas nagrywałoby to, czego słucham, i pozwalałoby na chwilę cofnąć się i odtworzyć to, co umknęło. Ideę tę zaimplementowano ostatnio w odbiornikach i przystawkach telewizyjnych, ale radiem nikt nie chciał się dotąd zająć.

I wreszcie wczoraj firma Apple przedstawiła nowe wersje swoich odtwarzaczy muzycznych iPod. Bestsellerowy iPod Nano został wyposażony w prymitywną kamerę wideo i… odbiornik radiowy FM. I tu moje marzenia wreszcie się spełniły. Wbudowane radio posiada funkcję zatrzymywania i cofania czasu. W łatwy sposób można odtworzyć to, co dana stacja nadawała w ciągu ostatnich 15 minut. I o to chodziło!

Ogólnie prezentacja Apple przyniosła pewien zawód. Nie sprawdziło się szereg pogłosek, takich jak zakończenie produkcji iPoda Classic (dostał większy dysk), nowy iPod Shuffle (wzbogacono ofertę o nowe słuchawki), aparat fotograficzny w iPodzie Touch (powiększono mu jedynie pamięć) oraz oczekiwane wprowadzenie twórczości The Beatles do katalogu iTunes (niektórzy nawet wierzyli, że – w zgrabny sposób – rozszerzenie pamięci iPoda Touch do 64GB, zostanie zaanonsowane piosenką „When I’m Sixty Four”). Nic z tego. Moim zdaniem największą atrakcją imprezy okazał się Steve Jobs. W całkiem niezłej formie. No i oczywiście mój pomysł. :-)