Kategoria: x-a-propos

Mój plan dnia

Jeden z czytelników poprosił mnie o przedstawienie mojego standardowego planu dnia. Oto on (od poniedziałku do piątku):

  • 04:45 Pobudka, lekkie śniadanie, toaleta poranna oraz sprawdzenie, czy w mojej teczce Action Support są dokumenty niezbędne do załatwienia spraw, które chcę danego dnia załatwić.
  • 05:45 Jazda samochodem do firmy (słuchanie podcastów).
  • 06:30 Kawa, pielęgnacja blogu, poranny przegląd zadań.
  • 07:00 Czytanie i pisanie (dokumenty, literatura fachowa itp.).
  • 08:45 Drugie śniadanie.
  • 09:00 Spotkania, czytanie i pisanie, czyszczenie skrzynek spraw przychodzących.
  • 11:45 Lekki obiad (30 minut).
  • 14:45 Popołudniowy przegląd zadań.
  • 15:00 Jazda samochodem do domu (słuchanie podcastów).
  • 16:15 Biały ser z dżemem lub powidłami.
  • 16:30 Sport (bieganie, windsurfing, fitness) (słuchanie podcastów).
  • 17:45 Rodzina, zajęcia domowe, lektury, internet, telewizja itp.
  • 19:00 Duże jabłko.
  • 20:00 Kieliszek czerwonego wina.
  • 21:00 Wieczorny przegląd zadań i przygotowanie zawartości teczki Action Support na następny dzień.
  • 21:30 Toaleta wieczorna.
  • 22:00 Cisza nocna.

Jest to oczywiście plan standardowy, który w razie potrzeby ulega modyfikacjom (na przykład, gdy wieje wiatr, windsurfing ma najwyższy priorytet :-) ), jednak staram się go trzymać i wpływać na świat tak, żeby dopasowywał się do moich zwyczajów.

W soboty i niedziele pozwalam sobie pospać nieco dłużej, bo aż do 06:45. W te dni stałymi, obowiązkowymi punktami programu są: pływanie (poranny basen), spacer, rozliczenia z fiskusem oraz Przegląd Tygodniowy.

Mam nadzieję, że niczego istotnego w powyższym opisie nie pominąłem.

Jak wam się podoba mój plan dnia?

Korki i objazdy bez stresu

Pamiętaj, że tylko naprawdę szczęśliwy człowiek potrafi podziwiać piękno szarych, październikowo-listopadowych okoliczności przyrody, stojąc w olbrzymim korku lub podróżując niespodziewanym objazdem przygotowanym przez figlarnych drogowców.

Dlatego nie spiesz się, nie pędź, porozmawiaj z towarzyszami podróży i pamiętaj, że oprócz osiągnięcia celu ważny jest także smak samej wędrówki.

Życie jest zbyt piękne, żeby zakwaszać je bzdyczeniem się na to, na co nie masz wpływu, lub tracić je w wyniku widowiskowego, czołowego zderzenia z nadjeżdżającym TIR-em.

Szerokiej drogi!

Bankowość internetowa bez stresu

Do niedawna październik jednoznacznie kojarzył się z oszczędzaniem. Ostatnio stał się też miesiącem premier kolejnych wersji Ubuntu – najpopularniejszej, pieczołowicie przygotowywanej dla zwykłych ludzi, dystrybucji systemu operacyjnego Linux. W zadziwiający sposób te dwa październikowe skojarzenia prowadzą nas do tematu dzisiejszego wpisu, czyli bezpiecznej bankowości internetowej.

Ostatnio temat ten wywołał publicysta Washington Post Brian Krebs w artykule „Avoid Windows Malware: Bank on a Live CD”. Większość użytkowników nie chce, bądź nie może zrezygnować z Microsoft Windows jako podstawowego środowiska pracy. Niestety, niezależnie od wysiłków czynionych przez firmę z Redmond, system ten jest siedliskiem dziur umożliwiających przejmowanie haseł dostępu do kont bankowych oraz głównym celem ataku cyberprzestępców. Natomiast Linux, przede wszystkim ze względu na mniejszą popularność, jak i jawność kodu, jest powszechnie uważany za najbezpieczniejsze oprogramowanie systemowe dostępne dla przeciętnego użytkownika.

Najprostszą metodą pogodzenia tych dwóch sprzecznych ze sobą wymagań jest używanie komputera pracującego pod kontrolą Microsoft Windows do wszystkiego oprócz bankowości internetowej, a do bankowości internetowej Linuksa.

Aby to zrobić w sposób lekki, łatwy i przyjemny powinieneś skorzystać z dysku CD z dystrybucją Linux Ubuntu Live. Jego obraz możesz pobrać ze strony „Get Ubuntu” i zapisać na dysku CD.

Każdorazowo, gdy będziesz chciał wystartować komputer z dysku CD, wciśnij klawisz wywołujący „BOOT MENU” (na ekranie powinna być podpowiedź, który to klawisz) i wybierz z wyświetlonego menu pozycję „CD-ROM”. Ubuntu uruchomi się, nie psując systemu Windows, który masz zainstalowany na twardym dysku. Następnie uruchom przeglądarkę Firefox (jej ikona powinna być widoczna na „belce” u góry ekranu) i wpisz adres internetowy swojego banku. W tym momencie możesz być pewny, że żaden intruz nie podejrzy twojego hasła i treści przeprowadzanych transakcji (o ile oczywiście bank prawidłowo stworzył swój system obsługi bankowości internetowej).

Od kilku lat stosuję podobną metodę. Udało mi się wygospodarować osobny komputer, który jest przeznaczony tylko i wyłącznie do bankowości internetowej. Zainstalowałem na nim Linuksa Ubuntu i nigdy nie wchodzę za jego pomocą na strony internetowe niezwiązane z transakcjami bankowymi. Skomplikowane hasła dostępu wygenerowałem za pomocą strony Perfect Passwords (darzę ją pełnym zaufaniem) i zapisałem na dysku USB, który przechowuję w zupełnie innym miejscu niż komputer.

Stosowanie Linuksa jako środowiska dostępu do bankowości internetowej jest jednym z istotnych elementów mojego BIZNESU BEZ STRESU, czego i tobie życzę.

GSB – Genialna Strategia Budżetowa

Czekając na dostawę Mojego Kindelka (czytnika książek elektronicznych Amazon Kindle), który już koczuje na lotnisku Okęcie, opracowałem GSB (Genialną Strategię Budżetową) – bazującą na solidnych podstawach matematycznych metodę uzdrowienia finansów każdego państwa. Mógłbym za jej udostępnianie żądać opłat licencyjnych, ale postanowiłem mój pomysł przekazać światu za darmo, ku szczęściu i pomyślności całej ludzkości. Oto przepis na GSB:

  • wydatki w roku 2010 finansujemy za pomocą przychodów (podatków) wpłaconych w tymże roku oraz prognozy przychodów na rok 2011 (w ten sposób możemy w ciągu roku wydać tyle, ile podatnicy wpłacą przez dwa lata);
  • wydatki w roku 2011 finansujemy za pomocą prognozy przychodów na rok 2012 oraz prognozy przychodów na rok 2013 (znowu możemy w ciągu roku wydać tyle, ile podatnicy wpłacą przez dwa lata);
  • wydatki w roku 2012 finansujemy za pomocą prognozy przychodów na rok 2014 oraz prognozy przychodów na rok 2015;
  • i tak dalej, i tak dalej…
  • wydatki w roku 2010+n finansujemy za pomocą prognozy przychodów na rok 2010+2n oraz prognozy przychodów na rok 2010+2n+1.

Zakładając, że oś czasu jest nieskończona (a założenie takie jest uprawnione, jeśli porównamy skalę czasową naszej cywilizacji ze skalą czasową wszechświata), dla każdego roku 2010+n jesteśmy w stanie wskazać dwa lata 2010+2n i 2010+2n+1, które z nawiązką sfinansują wydatki budżetowe. A jeśli wcześniej nastąpi koniec świata, to tym bardziej nie ma się czym przejmować.

Czyż to nie genialne?

I w tym momencie mina mi zrzedła, ponieważ przypomniałem sobie, na jakich zasadach działa nasz Zakład Ubezpieczeń Społecznych oraz jaką politykę budżetową prowadzi wiele krajów świata ze Stanami Zjednoczonymi na czele.

Czyżby mój pomysł był aż tak wtórny?

Czyżby najlepszym wyjściem był jednak koniec świata?