Autor: Krzysztof Wysocki

Niedzisiejsze mistrzostwo

Zachęcony niedawno przez jednego z czytelników BIZNESU BEZ STRESU dokończyłem lekturę książki George’a Leonarda „Mastery” (czyli „Mistrzostwo”). Traktuje ona o radości doskonalenia się w swoim rzemiośle i o tym, że nie samo mistrzostwo jest najważniejsze, ale droga do niego prowadząca.

W dzisiejszych czasach, kiedy zagonieni uznajemy wiele rzeczy za „wystarczająco dobre” nawet wtedy, gdy są żenująco złe, w czasach, kiedy przestaje się liczyć rzetelna wiedza, bo przecież wszystko można znaleźć w Wikipedii, podejście autora wydaje się anachroniczne. Czy słusznie? Nie sądzę. Fakt, że każdą informację możesz łatwo znaleźć w internecie nie oznacza, że bez dogłębnej znajomości fundamentów i niższych warstw wiedzy w danej dziedzinie, będziesz w stanie ją zrozumieć. Oczywiście nie musisz wszystkiego rozumieć, ale nie dziw się potem, że dla ludzi z twoim (nie)wykształceniem nie ma żadnej ciekawej pracy.

Może zatem, zamiast przestać gapić się w telewizor, lepiej wziąć się za osiągnięcie mistrzostwa w jakiejś ciekawej dyscyplinie. Zastanów się nad tym, gdy z pilotem w ręku bezmyślnie skaczesz po kanałach kolorowej, wyżerającej mózg sieczki.

George Leonard zdefiniował pięć kluczy, których posiadanie jest niezbędne na drodze do mistrzostwa:

  1. Instruktaż – korzystanie z rad i wskazówek nauczyciela – mistrza w danej dziedzinie.
  2. Praktyka – gotowość do ciągłego praktykowania (ćwiczenia) swojego rzemiosła.
  3. Wyrzeczenie – zdolność do poddania się swojemu nauczycielowi i wymogom dyscypliny.
  4. Celowość – umiejętność wizualizowania kolejnych celów na drodze do mistrzostwa.
  5. Kwestionowanie – gotowość do zakwestionowania swoich dotychczasowych osiągnięć w celu wspięcia się na kolejny, wyższy poziom.

A oto kilka cytatów, które zwróciły moją uwagę, gdy uważnie czytałem tę niewielką książeczkę:


Jeśli istnieje jakakolwiek pewna droga do sukcesu i spełnienia w życiu, to można ją odnaleźć w nieśpiesznym, pozbawionym doraźnych celów procesie samodoskonalenia. Prawda ta znajduje potwierdzenie tak w życiu osobistym, jak i w pracy, w ekonomii i w jeździe figurowej na lodzie, w medycynie i w sztukach walki.

George Leonard „Mastery” (XII-XIII)


Dla osoby znakomitej w swojej dziedzinie przeistoczenie się w dobrego nauczyciela jest szczególnie trudne. Szkolenie wymaga pewnej skromności, a poza tym nauczyciela powinno cieszyć to, że jego uczniowie stają się lepsi od niego.

George Leonard „Mastery” (56-57)


Najlepsi nauczyciele starają się chwalić prawidłowe postępowanie ucznia równie często, jak przychodzi im ganić ich błędy.

George Leonard „Mastery” (57)


Jest taki stary dowcip, który, choć występuje w różnych wersjach, zawsze wyraża tę samą prawdę. W jednej z wersji dwoje Teksańczyków w Cadillacu w drodze na koncert gubi się w Nowym Jorku. Zatrzymują samochód i pytają starszego, brodatego przechodnia:
– Jak można dostać się do Carnegie Hall?
– Ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć – słyszą w odpowiedzi.

George Leonard „Mastery” (73)


W istocie rzeczy esencję nudy można znaleźć w ciągłym, obsesyjnym poszukiwaniu nowości. Natomiast zadowolenie rodzi się z uważnego powtarzania i odnajdowania niezmierzonego bogactwa w subtelnych wariacjach na znane tematy.

George Leonard „Mastery” (83)


Na prawie każdej drodze do mistrzostwa są takie chwile, kiedy trzeba porzucić z trudem zdobyte kompetencje, aby wspiąć się na kolejny, wyższy stopień wtajemniczenia. W szczególności zdarza się to wtedy, gdy utkniesz na znanym i bezpiecznym poziomie swoich umiejętności. Przychodzi tu na myśl znana przypowieść o filiżance i kwarcie. Na stole stoi kwarta mleka, Ale cóż z tego, skoro ty trzymasz w swojej ręce filiżankę mleka i boisz się ją odstawić, aby sięgnąć po całą kwartę…

George Leonard „Mastery” (84)


Prawdopodobnie najlepszym, co możesz zrobić na drodze do mistrzostwa – czy to w sztuce zarządzania, czy w małżeństwie, badmintonie, czy balecie – jest pielęgnowanie umysłu i serca nowicjusza na każdym etapie tej wędrówki. Dla mistrza wyrzeczenie oznacza, że nie istnieją eksperci. Są tylko uczniowie.

George Leonard „Mastery” (88)


Przyjmij do wiadomości to, co złe i podkreśl to, co dobre.
(…)
Kiedy wchodzisz w rolę nauczyciela, przełożonego lub doradcy, spróbuj następującego wzorca udzielania podopiecznemu informacji zwrotnej:
„Oto aspekty twojej pracy, które mi się podobają, a w ten sposób mógłbyś je jeszcze udoskonalić.”

George Leonard „Mastery” (124,125)


„Po prostu mówimy to, co mamy do powiedzenia. Nie tracimy czasu na i energii na niemówienie czegoś. Kłamstwa i tajemnice to organizacyjna trucizna – ludzka energia jest poświęcana na oszukiwanie, ukrywanie i pamiętanie, kto czego nie powinien wiedzieć. Gdy ludzie zaczynają mówić prawdę, natychmiast zauważasz zmniejszenie liczby popełnianych błędów i wzrost wydajności.”

George Leonard „Mastery” (126)


W ostatecznym rozrachunku wyzwolenie jest wynikiem zaakceptowania ograniczeń. Nie możesz robić wszystkiego naraz, ale możesz zrobić najpierw jedną rzecz, potem drugą i następne. W kategoriach energetycznych lepiej jest dokonać złego wyboru niż nie wybrać niczego.

George Leonard „Mastery” (129)

GTD w polskiej szkole

GTD w polskiej szkole
(photo by: Olga)

Z przyjemnością informuję, że staraniem Pani Wychowawczyni, której leży na sercu przyszłość swoich podopiecznych, w jednej z podwarszawskich szkół wyróżniający się absolwenci otrzymali, w ramach nagrody za znakomite wyniki w nauce, polskie wydanie książki Davida Allena „Getting Things Done”. Mam nadzieję, że opisana w niej uniwersalna wiedza na temat załatwiania swoich życiowych spraw będzie jedną z najważniejszych rzeczy, jakie wynieśli ze szkoły.

To z pewnością zaprocentuje, ponieważ moim zdaniem świat dzieli się na tych, którzy potrafią brać na siebie odpowiedzialność i skutecznie wywiązywać się ze swoich zobowiązań, oraz tych, którzy całe życie spędzą w nielubianej pracy i przed telewizorem.

Im szybciej to zrozumiesz, tym lepiej dla ciebie! Pole do działania jest duże, a nagrody, zarówno w postaci poczucia dobrze wykorzystanego czasu, jak i namacalnej, brzęczącej satysfakcji, czekają na tych, którzy wyjdą poza rolę trybika w społecznej machinie.

Zatem życzę ci:

Odjazdowych wakacji i do dzieła!

Wawerskie G

Urzędnicy z warszawskiej dzielnicy Wawer postanowili wdrożyć metodę GTD (Getting Things Done) Davida Allena, żeby chwycić za rogi problem upstrzonych dziurami, gminnych dróg.

Jak zapewne czytelnicy BIZNESU BEZ STRESU dobrze wiedzą (a nieuświadomieni niech przeczytają tu: Sedno GTD), sednem GTD jest pięciopunktowa procedura przetwarzania spraw, które mamy do załatwienia:

  1. Gromadzenie.
  2. Analiza.
  3. Porządkowanie.
  4. Przegląd (tygodniowy).
  5. Realizacja.

Wawerski urząd postanowił podejść do eksperymentu ostrożnie i wziąć na tapetę tylko pierwszy z wymienionych punktów: gromadzenie informacji. W tym celu rozpisał przetarg na:

wykonanie pięcioletniego przeglądu dróg gminnych na terenie m. st. Warszawy Dzielnicy Wawer (507 dróg o łącznej długości ok. 308 km), polegającego na ocenie stanu technicznego elementów pasa drogowego, inwentaryzacji oznakowania poziomego i pionowego oraz urządzeń odwadniających wraz z oceną ich stanu technicznego, ocenie estetyki elementów wyposażenia drogi, opracowaniu dokumentacji zawierającej zalecenia pokontrolne oraz zestawienie szacunkowych kosztów wdrożenia tych zaleceń.

Nie ma to, jak obiektywna, profesjonalnie zgromadzone wiedza, która pozwoli przeprowadzić dogłębną analizę i opracować plan rozwiązania problemu. Już za kilka lat będzie wiadomo, co i gdzie trzeba zrobić. I się to zrobi, o ile da się tam jeszcze dojechać.

Można byłoby oczywiście przejść się po ulicach albo poprosić mieszkańców o zgłaszanie za pośrednictwem internetu uwag i przesyłanie dokumentacji fotograficznej, ale czy informacje pozyskane w tak tani i amatorski sposób byłyby obiektywne i godne zaufania? NIE! Policzyć dziury mogą tylko specjaliści od liczenia dziur!

Zainspirowany podejściem urzędników z Wawra, postanowiłem wykonać podobny eksperyment we własnym zakresie. W moim domu panuje zasada, że każdy zmywa swoje naczynia po każdym posiłku. W sobotę rano zamiast zmywać, zacząłem układać talerze i sztućce obok zlewu i jednocześnie dokładnie spisywać je w specjalnie założonym zeszyciku. Minęło śniadanie, drugie śniadanie i obiad, a moja sterta brudnych naczyń powoli, acz systematycznie rosła. Nie przerażało mnie to jednak, ponieważ zeszycik zapewniał pełną kontrolę nad jej zawartością.

Powodzenie mojego eksperymentu cieszyło mnie do chwili, kiedy po kolacji, gdy po raz czwarty tego dnia uzupełniałem swój spis talerzy i sztućców, Pani TesTeqowa z wrodzoną gracją wzięła niewielki zamach i mokrą ścierką wypisała na moich plecach swoje niezadowolenie z nowej procedury rozwiązywania problemu brudnych naczyń. Nie pozostało mi nic innego, jak tylko przestać się wygłupiać, wziąć do roboty i pozmywać to, co powinno być zmywane po każdym posiłku.

A jaki z tego morał? Morały są dwa:

  1. Katalogowanie rzeczy do zrobienia nie może zastępować realnego, systematycznego działania. Pięciopunktowa procedura GTD jest kompletnym systemem i nie może być już prostsza. Samo spisywanie problemów powoduje, że z metody GTD pozostaje jedynie „wawerskie G”.
  2. Mieszkańcy Wawra powinni zastanowić się, czy nie nadszedł czas użycia mokrej ścierki. Pole do katalogowania miejskich bolączek jest olbrzymie! Już widzę oczami swojej chorej wyobraźni, jak Prezydent Warszawy powołuje stałą służbę monitorującą i ogłaszającą codziennie liczbę stołecznych mostów: „W dniu 27 czerwca 2011 roku zanotowano 7 mostów drogowych i 2 kolejowe. Prognoza na dzień jutrzejszy nie przewiduje zmian.”

Pełne zanurzenie

Pełne zanurzenie to wspaniały stan oddania się bez reszty swojej pasji. Wyłączenia całego świata i poświęcenia się tej jednej, jedynej rzeczy. Czasami tak trzeba, czasami jest to jedyny sposób osiągnięcia sukcesu, czasami nie ma innego wyjścia, ale… pełne zanurzenie może być bardzo niebezpieczne:

  • Zanurzony nie widzisz, co dzieje się na powierzchni i wokół ciebie. Znam wiele osób, które tak pasjonują się swoim zajęciem, że nie zdają sobie sprawy z tego, jak bardzo są niedoceniani lub wręcz wykorzystywani. Nie używają swoich nadzwyczajnych umiejętności i profesjonalnej postawy jako karty przetargowej, ponieważ dla nich liczy się tylko to, co robią. Uwielbiają to i gdyby mogli, to by jeszcze dopłacali za możliwość tworzenia swoich dzieł.
  • Zanurzony jesteś jak żaba, która nie czuje, że woda się ociepla, i nim zdąży zareagować, zostaje ugotowana. Twoje otoczenie nieustannie się zmienia. Ciągła ewolucja i niespodziewane rewolucje kształtują nowe krajobrazy i okoliczności. Ci, którzy tego nie zauważają, stają się zgorzkniałymi dziwakami pracującymi nad przestarzałymi lub niepraktycznymi wynalazkami.

Pamiętaj: pełne zanurzenie to wspaniały stan, ale warto monitorować parametry otoczenia i od czasu do czasu wysuwać swój peryskop ponad powierzchnię wody.