Autor: Krzysztof Wysocki

GTD jest jak samochód

Liczysz na to, że metoda GTD (Getting Things Done) Davida Allena nada sens twojemu życiu?

Nic z tego!

GTD jest jak samochód – na przykład Volkswagen Golf GTD. :-)

Chyba nie spodziewasz się, że twój samochód podpowie ci, dokąd masz pojechać? Nic z tego! Punkt docelowy i drogę musisz wybrać sam.

Właściwie GTD nie jest samochodem osobowym, ale dużym dostawczakiem, zdolnym pomieścić wszystkie twoje sprawy, które postanowiłeś ze sobą zabrać. Ludzie nie korzystający z GTD niosą to wszystko w swojej głowie. Nic dziwnego, że czują się przytłoczeni i nie mogą skupić się na skutecznym docieraniu do kolejnych punktów docelowych swojej podróży.

Metoda GTD to system uwalniający mózg od trudów pamiętania, dzięki czemu może on zająć się tym, w czym jest niezastąpiony – przetwarzaniem informacji w celu wyznaczenia optymalnego kierunku działania.

Pamiętaj zatem:

GTD jest jak samochód.

Życzliwy klaps

Zdarza się, że czasami jesteś w bardzo, bardzo, bardzo mylnym błędzie. Albo tylko w mylnym błędzie. Z pełną determinacją brniesz w gęste maliny i jesteś jedyną osobą w promieniu tysiąca kilometrów, która nie widzi, że nie tędy droga.

Tłum obserwujący zbliżającą się katastrofę zwykle reaguje biernie, acz różnorodnie:

  • jedni zamierają z przerażenia;
  • inni czekają, ze złośliwą satysfakcją, na okazję do powiedzenia „A nie mówiłem!” albo „I dobrze mu tak!”;
  • jeszcze inni mają na końcu języka słowo przestrogi, ale krępują się je wypowiedzieć z obawy, że się obrazisz.

I tylko jedna osoba się nie waha. Bez zmrużenia oka wymierza ci siarczystego, acz życzliwego klapsa, zmieniając radykalnie twój punkt widzenia. Bo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, a gdy piecze cię jeden pośladek musisz nieco zmienić pozycję… :-)

Nie obrażaj się więc na tego szlachetnego sadystę. Wręcz przeciwnie, pielęgnuj jego obecność w swoim otoczeniu. Oczywiście może się zdarzyć, że to on się myli i klaps będzie niezasłużony, ale znacznie lepiej otrzymywać, nawet bolesne, sygnały ostrzegawcze, niż żyć w błogiej nieświadomości.

Bądź zatem gotów na życzliwe przyjmowanie życzliwych klapsów, ponieważ to właśnie dzięki nim masz okazję korygować kurs swojej żeglugi przez życie i omijać mielizny, rafy oraz pirackie armady.

Duża sofa i garaż

HUGESOFA

W sobotę, 31 marca 2012 roku, w siedzibie akceleratora Huge Thing odbył się Kick Off Day (czyli spotkanie zapoznawcze) pierwszej edycji programu. Mentorzy i szczęśliwcy, którzy zakwalifikowali się do udziału w przedsięwzięciu, mieli okazję zobaczyć się, przedstawić i zdobyć pierwsze okruchy wiedzy.

Twórcy akceleratora przyjęli słuszną zasadę, że nie należy nikogo rozpieszczać tylko dlatego, że ma pomysł. Po świecie chodzą tysiące ludzi z pomysłami. I pomysły te, razem z ich właścicielami, lądują w końcu na cmentarzu, bo od samego pomysłu bardziej liczy się nieustępliwość w jego wdrażaniu. Huge Thing daje młodym przedsiębiorcom miejsce do pracy (w tym uwiecznioną na zdjęciu Wielką Sofę i stół do ping-ponga) oraz dostęp do ludzi, którzy wiedzą, jak to się robi. I ogromny garaż (dosłownie i w przenośni) do zagospodarowania.

Pierwsze wrażenie jest znakomite! Udało się wyselekcjonować młodych ludzi zmotywowanych do podbicia świata i stworzenia rzeczy, które przydadzą się bliźnim. Liczą oczywiście na sukces finansowy, ale bije od nich blask pasji – pasji, która jest niezbędna, kiedy chce się zmieniać otaczającą rzeczywistość. Wierzę, że przynajmniej niektórym z nich się uda.

Moja wiara częściowo opiera się na tym, że Huge Thing działa w Poznaniu. Muszę tu zareklamować Hotel Twardowski, w którym dość przypadkowo dane mi było przenocować. Nie wiem, jak oni to robią – albo są wspaniałymi aktorami, albo wspaniałymi ludźmi. Wszyscy członkowie personelu tego hotelu mieli na twarzach wypisaną szczerą życzliwość, a ich działania potwierdzały tę postawę na każdym kroku. W moim pokoju na stoliku czekał, zaadresowany do mnie imiennie, list powitalny od dyrektora hotelu! A w ramach śniadaniowego szwedzkiego stołu kucharz osobiście przygotowywał jajecznicę dla każdego gościa. Najwyraźniej ktoś w tym hotelu czyta ze zrozumieniem blog Setha Godina.

Huge Thing zapewnia uczestnikom programu równie życzliwą atmosferę, więc grzechem byłoby, gdyby nie wykorzystali tej szansy.

Powodzenia!

Awans: ZA CO czy PO CO?

To zjawisko występuje w każdej organizacji: w dużej i małej, biznesowej i politycznej, wojskowej i cywilnej. W każdej.

W miarę rozwoju lub na skutek naturalnych procesów wymiany kadr na stanowiskach kierowniczych pojawiają się wakaty, które trzeba zapełnić, żeby w mechanizmie organizacyjnym nie brakowało kluczowych trybików. Nadchodzi wtedy czas na brzemienną w skutki decyzję: kto zajmie narożne biuro z widokiem na rzekę?

Istnieją dwa krańcowo różne powody mianowania pracowników na wyższe stanowisko:

  1. ZA CO? – metoda wyboru menedżera na podstawie wydarzeń z jego i firmowej przeszłości, najczęściej przybierająca formę wynagrodzenia go za dokonania na dotychczasowym stanowisku pracy.
  2. PO CO? – metoda wyboru menedżera na podstawie jego predyspozycji do kształtowania przyszłości organizacji lub jej fragmentu.

ZA CO? to w większości przypadków podejście błędne, opierające się na założeniu, że dobry programista, brukarz czy redaktor będzie potrafił pokierować ludźmi wykonującymi pracę, na której sam tak dobrze się zna. Nie jest to wykluczone, ale stosunkowo mało prawdopodobne.

PO CO? to podejście skupione na przyszłości – na celach firmy i strategiach ich osiągania, do których realizacji dobierani są poszczególni menedżerowie. Dobrze, jeśli są to ludzie, którzy sprawdzili się już w kierowaniu innymi przedsięwzięciami, ale na przykład:

  • dobry programista może być brany pod uwagę, jeśli nie tylko tworzy dobry kod, ale potrafi też spojrzeć szerzej na cele tworzenia tego kodu i narzucić kolegom profesjonalizm w zakresie modularyzacji i dokumentacji oprogramowania;
  • dobry brukarz może być brany pod uwagę, jeśli nie jest mu obojętne, czy chodnik będzie równy, czy krzywy oraz czy kostki brukowej wystarczy do ułożenia mozaiki zgodnie z założeniami projektu;
  • dobry redaktor może być brany pod uwagę, jeśli poza jakością swoich tekstów dba o rozwój gazety i szuka nowych pomysłów na przyciągnięcie szerszej rzeszy wiernych czytelników.

Oczywiście wszystkie te rozważania nie mają żadnego znaczenia w sytuacji, kiedy jedynym kandydatem do awansu jest syn właściciela…