Wiele się mówi o stresie związanym z wystąpieniami publicznymi. Podobno niektórzy bardziej się ich boją niż śmierci. Niezbyt wierzę w te deklaracje, ale niech będzie. W internecie można znaleźć od groma rad, jak sobie radzić z tremą przed występem. Pomagać mają ponoć: wizualizacje, medytacje, słuchanie muzyki i szereg innych magicznych zabiegów, które prezenter powinien sobie zaaplikować. Moim zdaniem jest to leczenie objawów, a nie choroby.
Problem w tym, że wszystkie te rady są skupione na prezenterze, a nie na prezentacji i jej odbiorcach. Czy The Beatles odczuwali przed swoimi występami tremę? Być może, ale nie był to z pewnością paraliż, który uniemożliwiałby im zaśpiewanie „She loves you, yeah, yeah, yeah…”.
Poznaj zatem trzy zasady The Beatles, które pomogą ci przemienić twoją tremę z paraliżującej w mobilizującą:
- Wiedz, o czym mówisz! The Beatles śpiewali o tym, co ich interesowało, kręciło i inspirowało, czyli o tym, co znali na wylot. Nie grali muzyki, której nie lubili, nie wyśpiewywali tekstów, z którymi się nie identyfikowali. The Beatles nie wygłaszali swojej „prezentacji”, lecz nią byli.
- Wiedz, do kogo mówisz! The Beatles grali dla swojej publiczności. Zauważ różnicę między stwierdzeniami: „JA powiem to, co mam do powiedzenia” i „MOJA PUBLICZNOŚĆ usłyszy to, co chcę jej przekazać”. Z pozoru to samo, ale tylko z pozoru. Tu liczy się intencja i to, na czym skupia się wykonawca. Oczywiście The Beatles chcieli za każdym razem zagrać jak najlepiej, ale ważniejsze dla nich było to, żeby publiczność dobrze się bawiła. Szczególnie w okresie hamburskim, kiedy w nocnych klubach grali „do kotleta” i ich kontrakt zależał od liczby kotletów sprzedanych przez klub.
- Trenuj, trenuj i jeszcze raz trenuj! W Wikipedii na stronie „List of the Beatles’ live performances” znajduje się spis grubo ponad tysiąca koncertów, które The Beatles zagrali w całej swojej karierze. Jeszcze przed wydaniem pierwszego singla i wybuchem Beatlemanii wystąpili setki razy w Liverpoolu i Hamburgu. A oprócz tego z pewnością dodatkowo poświęcili tysiące godzin na próby bez udziału publiczności. Rutyna, o ile nie zabije spontaniczności, jest najlepszym lekarstwem na tremę.
Co z tego powinieneś zapamiętać? Że jeśli w głębi duszy uważasz, że nie masz nic ciekawego do powiedzenia albo wątpisz w to, że twoja prezentacja jest warta uwagi, powinieneś dać sobie spokój i nie męczyć nas wszystkich. A jeśli nie masz czasu na trening, to w ten sposób potwierdzasz, że i dla nas wysłuchanie ciebie byłoby stratą czasu.
I jeszcze jedno: pójście nawet na sto koncertów nie jest tym samym co jeden własny występ. Możesz podpatrywać innych, ale trenować musisz sam. Na początek polecam ci mój darmowy ebook „Kurs Sztuki Kreatywnej Prezentacji”. Powodzenia!
* * *
Jeśli podobał ci się ten artykuł
albo

Jedna myśl w temacie “Sposób na tremę według The Beatles”