Ściema na łożu śmierci

aitrollTrzy lata temu opublikowałem dość emocjonalny artykuł „Śmiertelne dyrdymały”, w którym negowałem użyteczność dwóch osobistorozwojowych wątków motywacyjnych związanych z odchodzeniem z tego świata. Pierwszy z nich skupia się na tym, czego będziesz żałował na łożu śmierci. A drugi na tym, co pomyślą o tobie ludzie, kiedy przyjdą na twój pogrzeb. Jednak dopiero teraz dostrzegłem nielogiczną obłudę drugiej z tych rad.

Zauważ, że ci sami kołczowie, którzy starają się ci wmówić, że opinia żałobników powinna być dla ciebie ważna, jednocześnie powtarzają, że twoja motywacja powinna zawsze wypływać z twojego wnętrza. Powinieneś czerpać ją ze swoich trzewi, serca, a w ostateczności z głowy. Doskonaląc się, nie powinieneś porównywać się z nikim oprócz siebie samego – takiego, jakim byłeś tydzień, miesiąc albo rok temu.

Opinie innych ludzi możesz oczywiście brać pod uwagę – mówią ci kołczowie – ale to nie one powinny kierować twoim postępowaniem.

W tym momencie wchodzę ja, cały na biało, i pytam: „Skoro tak, to dlaczego, u licha, masz się przejmować tymi opiniami po śmierci? Przecież one w ogóle nie mają znaczenia, bo nie pomogą ci w twojej drodze do nieba, piekła albo… do piachu!”. I nagle czar pryska. Cały paradoks bzdurnych gadek motywacyjnych zostaje obnażony!

Jak zatem żyć?

Absolutnie nie po to, żeby z uśmiechem na ustach spocząć na łożu śmierci albo w trumnie. Zacznij się uśmiechać już dziś! Zacznij doceniać to, co jest ci dane, i to, co możesz teraz robić dla siebie, swoich bliskich i dla całego świata!

Zastanawianie się, jak się będziesz czuł na łożu śmierci i co pomyślą o tobie żałobnicy, to filozofia przegrywów, którzy przez całe życie są niezadowoleni z tego, co robią. Całe życie spędzają na usprawiedliwianiu się, dlaczego robią to, czego nie lubią. Jasne, że trzeba myśleć o przyszłości, ale nie o tej ostatecznej, bo wtedy nic już nie będzie od ciebie zależało.

Żeby nie było, że tylko teoretyzuję, powiem ci, że naprawdę nie ma dla mnie znaczenia, czy ktoś nad moim grobem wspomni o trzech moich książkach: „Teraz!”, „Mylneryki” i „Czerwony kapelusz”. Sens mojemu życiu nadało ich pisanie i to, że niemałemu gronu czytelników moje słowa pomogły rozwiązać ich życiowe dylematy.

Również nie po to biegam po lesie, żeby ktoś, roniąc łezkę, powiedział: „Ale z niego był Winnetou. Jak coś powiedział, to zrobił!”. Biegam, bo lubię, bo tak postanowiłem i biegając, czuję, że jestem w porządku wobec siebie. To daje mi satysfakcję tu i teraz, a nie gdzieś i kiedyś.

A a propos biegania, bo dawno się nie spowiadałem: do końca października przebiegłem 1160 kilometrów, czyli znacznie powyżej założonego planu. Mimo bolącej lewej pięty! Nie powinienem mieć zatem problemu z realizacją mojego rocznego celu, czego i tobie życzę! Chodzi mi oczywiście o realizację zamierzeń, a nie o ból pięty! :-)

BIEG2023MA-1920x1080

ZOSTAN-PATRONEM-BBS-2000x200

Dodaj komentarz

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.