Rok: 2015

Odra z Disneylandu

„Mniej szczepień – masa zachorowań. Czy czeka nas epidemia odry?” – krzyczy nagłówkiem zaniepokojony portal forsal.pl.

W dramatycznym tekście czytamy:

Brak szczepień to główna przyczyna szerzącej się choroby. W ubiegłym roku obowiązkowym szczepieniom nie poddało się 12,8 tys. osób, cztery razy więcej niż w 2009 r.

I dalej:

W 2014 r. na odrę zachorowało w Polsce 110 osób wobec zaledwie 13 cztery lata wcześniej.

Czy to są prawdziwe dane? TAK!

Czy to jest rzetelne dziennikarstwo? Absolutnie NIE!

Dlaczego? Ponieważ prawdziwe dane potraktowano w tendencyjnie wybiórczy sposób, tak żeby pasowały do nieprawdziwej tezy. Zgodnie z oficjalnymi statystykami liczba zachorowań na odrę w Polsce w kolejnych latach od 2002 roku do 2014 kształtowała się następująco:

Odra WHO
(photo by: WHO CISID)

Jeśli prawdą byłaby teza, że brak szczepień stanowi główną przyczynę wzrostu liczby zachorowań, jak wytłumaczyć fakt, iż w czterech kolejnych latach 2006-2009 zanotowano więcej przypadków odry niż w roku ubiegłym? Rzetelna odpowiedź brzmi: to są po prostu okresowe fluktuacje nie dające podstaw do formułowania pochopnych wniosków.

Cóż zatem daje taką podstawę? Nie wiem, nie znam się, nie mam dowodów i pieniędzy na prawników, ale jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o…

I pamiętajmy, że w tym roku odra przywędrowała do nas przez ocean z kalifornijskiego Disneylandu…

Z głowy

Ukazał się właśnie kolejny numer Productive! Magazine.

Szczerze polecam przejrzenie całości.

Czytelników BIZNESU BEZ STRESU zobowiązuję do uważnego przestudiowania mojego artykułu Z głowy, którego smakowity fragment cytuję na zachętę:

Najboleśniejsza dla przedsiębiorstwa jest sytuacja, gdy szef trzyma całą firmę w swojej głowie. Często dzieje się tak w rozrastających się, małych przedsiębiorstwach, w których założyciel nie ma odwagi podzielić się odpowiedzialnością z kimkolwiek. Po firmie błąka się kilkadziesiąt zagubionych owieczek, raz na jakiś czas mających prawo ujrzeć niewielki fragment układanki, którą tylko wódz ogarnia swoim umysłem.

Niechęć szefa do odkrywania wszystkich tajników biznesu, który stworzył, jest zrozumiała. Przecież zdarzają się rozstania z pracownikami, konkurencja nie śpi, a wiele informacji ma tak istotne znaczenie, że ich ujawnienie oznaczałoby bankructwo.

Istnieją dwie główne przyczyny totalnego chomikowania wiedzy przez założycieli firm:

  1. Zazdrość. Założyciel kocha swoją firmę. Często bardziej niż cokolwiek na świecie. Nawet bardziej niż najbliższą rodzinę. A nie można się dzielić tym, co darzy się tak wielkim uczuciem. Taka miłość jest patologicznie zaborcza i zwykle prowadzi do katastrofy. W krótkim artykule nie sposób podać uniwersalnej metody zwalczania zazdrości, jeśli w ogóle takowa istnieje. To zadanie dla psychoterapeuty lub doradcy życiowego.
  2. Brak zasad. Nie, nie chodzi mi o brak etyki, lecz o zasady klasyfikacji informacji i dyscyplinę w ich stosowaniu. Każdy założyciel firmy ma na początku wszystko w swojej głowie. I to działa, ale tylko do momentu, kiedy organizacja jest stosunkowo niewielka. Gdy liczba pracowników nie przekracza dwudziestu. Potem brak zasad zarządzania informacją prowadzi do chaosu leczonego zatrudnianiem kolejnych osób, które – zamiast być lekarstwem – stają się jedynie pożywką dla choroby toczącej przedsiębiorstwo.

Broda Hemingwaya

Broda Hemingwaya

Dobrze, że pytasz, bo bym zapomniał!

Zmagania twórcze nad moją książką trwają i szkielet wypełnia się treścią. Czasami dość zaskakującą.

Aby moje dzieło powstawało w jeszcze profesjonalniejszej atmosferze, przestałem się golić. Pisarz bez brody jest jak pilot bez samolotu. Albo kolarz bez roweru! Albo marszałek sejmu bez laski!

Co prawda nie wyglądam jeszcze jak Ernest Hemingway, ale powyższe zdjęcie dokumentuje pewien przyrost porostu na mojej gładziutkiej do niedawna twarzy.

Będę nad tym pracował. I nad książką oczywiście też!

Uwielbiam plotki

„Uwielbiam plotki. Fakty są zwodnicze. Plotki są ciekawsze.” – pułkownik Hans Landa („Bękarty Wojny”)

Nie, nie jestem zwolennikiem plotkowania. W szczególności celowego rozsiewania informacji mających komuś zaszkodzić. Ale ludzie lubią powtarzać niesprawdzone, zasłyszane gdzieś „fakty”, jeśli tylko czują, że mają na nie monopol.

Plotki są świetnym źródłem informacji, ponieważ, jak głosi stare polskie przysłowie, w każdej z nich tkwi ziarenko prawdy.

Zdziwisz się, ale nawet całkowicie fałszywa plotka zawiera prawdę. Oczywiście nie w swojej treści, ale w tak zwanych metadanych. Zapamiętaj, kto o kim kłamie, i zastanów się dlaczego. To da ci dużą przewagę w kontaktach z otoczeniem. A poza tym będziesz wiedział, komu nie powinieneś ufać…