Rok: 2015

Teraz! Produkcja!

Teraz! wykres zdania

1 czerwca 2015 roku we wpisie Teraz! Spis treści ogłosiłem, że rękopis mojej książki „Teraz!” przybrał postać wersji beta.

Po kilku tygodniach negocjacji przeplatanych starannym przeglądaniem tekstu Oficjalny Rękopis Mojego Dzieła znalazł się w rękach Wydawnictwa. Trochę się obawiałem, że będzie to żelazny uścisk człowieka zakładającego opony samochodowe, ale okazało się, że nic z tych rzeczy. Moje wypieszczone zdania i akapity trafiły w delikatne dłonie osób, których profesjonalizm i troska o jakość publikacji wprawiły mnie w osłupienie. Jednocześnie spotkałem się z wielkim szacunkiem dla mojego indywidualnego stylu i niektórych awangardowych konstrukcji językowych. W ten sposób Moje Dzieło jest w dalszym ciągu Moim Dziełem, tyle że znacznie zrozumialszym i poprawniejszym.

W następnym kroku skorygowany tekst dostał się w ręce profesjonalnego łamacza, dzięki czemu książkę będzie się czytało łatwo i bez zmęczenia oczu. Równocześnie trwały prace nad okładką, których efekt jest znakomity. Zapewniam, że nie przeoczycie „Teraz!” na zatłoczonej półce w Empiku!

Co dalej? Produkcja! Drukarnia wydrukuje pierwszy nakład, a machina marketingowa ruszy pełną parą, żeby na jesieni każdy wiedział, gdzie nabyć mój przewodnik, dzięki któremu zacznie podejmować właściwe decyzje – to znaczy takie, jakich nie będzie potem żałował!

A ten wykres na zdjęciu powyżej został sporządzony przez moją córkę – polonistkę i przedstawia jedno z najbardziej skomplikowanych zdań w moim rękopisie. Zdanie tak silne, że przetrwało wszelkie próby amputacji i upraszczania. ;-)

Ławka partycypacyjna

Ławka partycypacyjna

Wstrząśnięta i zmieszana, w wyniku wyborów prezydenckich, władza coraz bardziej zbliża się do obywateli. Media ekscytują się kolejowymi podróżami Pani Premier oraz transportami rządowych mebli na wyjazdowe posiedzenia Rady Ministrów.

Wrzawa towarzysząca ogólnemu zbliżeniu na szczeblu państwowym zagłusza nieśmiałe popiskiwania inicjatyw lokalnych.

W jednej z dzielnic Warszawy w ramach budżetu partycypacyjnego zainstalowano ławki odpoczynkowe. Wykonane są solidnie i mało brakowało, a nie miałbym się do czego przyczepić. Ale na szczęście urzędnicze atawizmy są wiecznie żywe, tak jak kiedyś idee Lenina.

Urzędnik musi oznaczyć teren.

Pies robi to, unosząc nogę, a urzędnik – przykręcając tabliczkę. To nic, że będzie ci trochę mniej wygodnie siedzieć na eleganckiej ławce, ale za to będziesz wiedział, komu to zawdzięczasz!

I o to chodzi, nieprawdaż?

Zaraz, nie wszystko naraz!

Zaraz, nie wszystko naraz! – często słyszałem tę maksymę z ust rodziców, kiedy skutecznie opanowywali nadmiar atakujących ich spraw.

Prawdopodobnie ta „Standardowa Procedura Operacyjna” obowiązująca w moim domu rodzinnym sprawiła, że stałem się jednowątkowcem.

W tej chwili głównym wątkiem (Projektem) mojego życia jest książka „Teraz!”, którą możesz polubić na Facebooku!

Oczywiście dzieją się wokół mnie różne sprawy wymagające mojej interwencji, ale są one raczej „szumem tła”, a nie „innymi priorytetami”. Dlaczego? Bo z definicji priorytet może być tylko jeden!

Priorytet – „sprawa szczególnie ważna, która musi być załatwiona w pierwszej kolejności” (źródło: Słownik języka polskiego PWN).

Nie można załatwić dwóch spraw w pierwszej kolejności! Zawsze któraś z nich będzie pierwsza od drugiej. I ta pierwsza jest priorytetem.

Zapamiętaj:

Priorytet może być tylko jeden!

Nie mogę zagwarantować, że jednowątkowość przyniesie ci upragniony sukces, ale w moim przypadku tak właśnie się stało!

Powodzenia!

Upadek autorytetów?

Było tak:

Siedziałem sobie przy stole i zajadałem śniadanie, przysłuchując się radiowym pogawędkom kilku dziennikarzy.

Jakiż był temat ich ożywionej dyskusji? Otóż kilka dni wcześniej Prezes Narodowego Banku Polskiego profesor Marek Belka udzielił Gazecie Wyborczej wywiadu na temat wyzwań stojących przed współczesną ekonomią i gospodarką rynkową.

Grono wszystkowiedzących żurnalistów oceniało, czy profesor ma rację, czy też plecie androny.

Kiedyś źródłem wszelkiej mądrości był ksiądz. Potem jego pozycję zaczął podkopywać mistrz rzemieślniczy oraz profesor uniwersytetu. Jednak profesorskie mądrości i mistrzowskie nauki zaczęły zbytnio odbiegać od tego, czego pragnęła większość ludzi. A chcieli tego, żeby było lekko, łatwo i przyjemnie. W ten sposób pojawiło się zapotrzebowanie na błaznów potrafiących uprościć i strywializować nawet najbardziej skomplikowaną myśl.

I wszystko byłoby dobrze, gdyby błazny nie doszły do wniosku, że same mogą być źródłem wszelkiej mądrości. Postęp technologiczny dał im do ręki broń masowego wrażenia, czyli współczesne media elektroniczne.

Błazny nie muszą tracić czasu na zdobywanie wiedzy i wykuwanie nowych koncepcji w ogniu debat rządzących się rygorystycznymi regułami. Błazny są dumne ze swojej „intuicji” i przeświadczeń nieskażonych rozumieniem szerszego kontekstu spraw.

Wbrew rozpaczy dawnych autorytetów my, czyli „zwykli ludzie”, poddaliśmy się dyktaturze medialnych błaznów wystawiających oceny profesorom i wyznaczających nam jedynie słuszny kierunek myślenia – łatwy w przełykaniu jak fastfoodowa kanapka.

Smacznego!