Rok: 2014

Koalicje i konsorcja

Jakże piękny byłby świat, gdyby partie polityczne tworzyły koalicje, a organizacje gospodarcze konsorcja po to, żeby realizować wspólne, korzystne dla wszystkich cele. Po to, żeby uzupełniać swoje kompetencje oraz czynić użytek z oczywistych i nieoczywistych synergii. Po to wreszcie, żeby razem zrobić coś pożytecznego, zarabiając przy tym mnóstwo kasy lub przechodząc do historii…

Ach, marzenia…

Coś takiego zdarza się, ale tylko wtedy, gdy główny koalicjant lub konsorcjant jest zdecydowanie silniejszy od pozostałych i ma swoją wizję, do której dopasowuje całą resztę ekipy. Ci słabsi są po prostu przybudówkami lub podwykonawcami.

Niestety bardzo często koalicje i konsorcja służą zupełnie innemu celowi: sparaliżowaniu możliwości działania „partnerów”.

Żeby zablokować realizację programu partii politycznej, czasami lepiej przestać ją zwalczać, zawrzeć z nią koalicję i w ramach tej koalicji, pod sztandarami współpracy i jedności programowej skutecznie sypać piach w tryby.

Podobnie w biznesie – żeby obezwładnić silnych konkurentów, którzy chcą zdobyć to samo duże zamówienie rządowe, wystarczy, szermując hasłami wolności rynkowej, równego traktowania podmiotów i patriotyzmu ogólnego, doprowadzić do powstania wielkiego konsorcjum narodowego. I problem z głowy! Nic nie zostanie zrobione. Niestety kasy na takim blokowaniu nie da się zarobić, ale posiadając inne źródła przychodów, można w ten sposób skutecznie zamorzyć rywali. I o to bardzo często chodzi!

Strzeż się koalicji i konsorcjów!

Chyba że służą twojemu celowi…

Szaleństwo przekute w metodę

Uważnie czytana biografia Jony’ego Ive’a odkrywa wiele ciekawych informacji na temat bezwzględnej jazdy po bandzie, jaką uprawiał Steve Jobs i jaką nadal kultywuje jego firma. Ostatnio wyszło na jaw, że przedstawiciele Apple zaczynają rozmowy z partnerami od stwierdzenia: „Z dostawcami nie negocjujemy. Bądźcie dorośli i podpisujcie umowę bez gadania”.

Oto kilka ostatnich, smakowitych cytatów z tej interesującej książki:

Już w 1996 roku magazyny pełne niesprzedanych komputerów niemal pociągnęły Apple na dno, dlatego teraz hołdowano zasadzie „im mniej zapasów, tym lepiej”. Zresztą Cook sam kiedyś powiedział, że zapasy „nie są po prostu złe, lecz fundamentalnie złe”.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 272]

Satzger, ulegając narastającej frustracji, wyraził w końcu opinię, że amerykański dostawca nie ma w ogóle wyobrażenia o tym, jakiej jakości oczekuje Apple. „W Apple elementy wykonane „całkiem dobrze” nie mają prawa bytu – stwierdził. – Amerykańskie firmy nie potrafiły pojąć, że w produktach Apple każda część, z którą klient ma bezpośredni kontakt, musi być nieskazitelnej jakości. Klienci dostrzegali nawet najdrobniejsze niedociągnięcia”.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 275]

„Steve ma skłonność do wydawania pośpiesznych opinii i dlatego nie pokazuję mu niczego w obecności innych – wspomina Jony. – Mógłby bowiem stwierdzić: „To zwykłe gówno” i zdusić pomysł w zarodku. Pomysły to bardzo ulotna materia i dopóki znajdują się w fazie rozwoju, trzeba się z nimi obchodzić delikatnie. Wiedziałem, jak ważny może być ten projekt, i dlatego zdawałem sobie sprawę, że gdyby Steve go upieprzył, byłaby to wielka szkoda”.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 286]

Jobs poinformował szefów projektu, że mogą przejąć wszystkich pracowników, których tylko będą potrzebowali, ale pod żadnym pozorem nie wolno im rekrutować ludzi spoza firmy. „To był nie lada orzech do zgryzienia – wspomina Forstall. – Ja poradziłem sobie, wyszukując ludzi, którzy byli prawdziwymi mistrzami w swoim fachu, naprawdę niesamowitymi inżynierami, po czym ściągałem ich do mojego biura, prosiłem, żeby usiedli i mówiłem: „W swojej obecnej roli sprawdzasz się naprawdę fantastycznie. Twój szef cię uwielbia. Przed tobą świetna kariera w Apple, jeśli po prostu będziesz dalej robił to, co robisz, co lubisz robić. Ale mam dla ciebie pewną ofertę, pewną opcję. Rozpoczynamy nowy projekt. Jest tak tajny, że na razie nie mogę ci nawet powiedzieć, o co chodzi”… I ku mojemu zdumieniu cała grupa niewiarygodnie utalentowanych osób zgodziła się podjąć tak postawione wyzwanie. Tak oto stworzyłem zespół, który napisał oprogramowanie do iPhone’a”.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 294-295]

Z finansowego punktu widzenia wdrożenie technologii unibody wymagało podjęcia przez Apple olbrzymiego ryzyka. Firma rozpoczęła poważne inwestycje około 2007 roku, w pierwszej kolejności podpisując kontrakt z japońskim producentem frezarek na zakup wszystkich wyprodukowanych przez niego maszyn w ciągu kolejnych trzech lat. Według jednego ze źródeł oznaczało to aż dwadzieścia tysięcy sterowanych komputerowo frezarek rocznie w cenach od 250 tysięcy do miliona dolarów za sztukę. Na tym jednak nie koniec. Apple zakupiło jeszcze więcej maszyn, skupując wszystkie frezarki CNC, jakie udało im się znaleźć. „Wykupili wszystkie dostawy – mówi pewne źródło. – Dla innych firm praktycznie nie zostało już nic”.

[Leander Kahney, „Jony Ive”, s. 331]

Lojalność czy umiejętności?

Muszę przyznać się do pewnej ułomności:

Cierpię na chorobliwą lojalność.

I w dodatku nie znoszę, gdy ktoś nie dzieli ze mną tej przypadłości.

Ostatnio zastanawiałem się, co jest ważniejsze: lojalność pracownika czy jego umiejętności?

Oczywiście najlepsi są superspecjaliści, geniusze w swojej dziedzinie, którym jednocześnie możesz ufać bardziej niż sobie samemu. Nie powiem, że takich nie spotkałem, ale niestety jest ich stosunkowo niewielu i dylemat pozostaje dylematem.

Rozkminiając ten problem, doszedłem do wniosku, że lojalność i umiejętności to cechy, których nie można mierzyć taką samą skalą:

  • Lojalność jest parametrem dwustanowym. W normalnych warunkach, czyli gdy wykluczymy działalność niezgodną z podstawowymi zasadami moralnymi wyznawanymi przez obie strony, twój pracownik jest albo lojalny albo nielojalny. Nie może być lojalnym tylko w 72% przypadków, tak jak nie można być tylko częściowo w ciąży. Nielojalność zawsze pozostanie nielojalnością, choć zdarza się, że nie wynika ona ze złych intencji. Czasami jest owocem zupełnie odmiennego poglądu na rzeczywistość i dążenia do jej „lepszego” poukładania.
  • Umiejętności są parametrem ciągłym, mierzonym wykładniczą skalą osiąganych rezultatów. Z moich obserwacji wynika, że sprawność profesjonalna jednostek wybitnych jest 10 razy wyższa od średniej i 100 razy wyższa od sprawności nieudaczników.

Pytanie zatem jest następujące:

Czy powinieneś zatrudniać nielojalnych geniuszy?

Moim zdaniem: NIE.

Dlaczego?

Ponieważ człowiek nielojalny podważa twój autorytet jako pracodawcy lub przełożonego, a w ostatecznym rozrachunku to twój kurnik, a nie jego. I nie chodzi tu o zamykanie ust osobom, które mają inne pomysły. Problemem jest kontestowanie i wyśmiewanie przez nie decyzji już podjętych, obgadywanie szefa za plecami, a w najdrastyczniejszych przypadkach wynoszenie brudów poza firmę. Tego tolerować nie wolno!

Zrozumieliśmy się?

No to do roboty! ;-)

Do czego służą pieniądze?

„Pieniądze są szkłem powiększającym, przez które widać, kim naprawdę jesteś.” – Tim Ferriss

Jak to rozumieć?

Im więcej masz pieniędzy, tym mniej musisz dbać o to, co ludzie o tobie powiedzą. Coraz częściej stać cię na luksus „bycia sobą”. I coraz bardziej twoja natura wyłazi spod maski, pod którą się wcześniej skrywałeś.

Wreszcie możesz być szczery i wygarniać głupkom, że są głupi, biednym, że są głupi, mniej zaradnym, że są głupi, słabiej wykształconym, że są głupi…

Tylko…

Czy w ten sposób czynisz świat lepszym?

Czy może tylko odreagowujesz swoje kompleksy i lata upokorzeń, kiedy to tobie ktoś mówił, że jesteś głupi?

„Wiele osób jest aż tak bardzo biednych, że jedyną rzeczą, którą mają, są pieniądze.” – Rodolfo Costa

Dlaczego?

Bo pieniądze szczęścia nie dają, jeśli są wszystkim, co masz!

Życzę ci, żebyś miał okazję sprawdzić swój stosunek do tych dwóch spostrzeżeń i wyciągnąć wnioski, które uczynią cię szczęśliwszym.