Rok: 2014

Wejdź do wody!

W każdą sobotę i niedzielę chodzę rano na basen. Podczas aplikowania sobie solidnej dawki zdrowego ruchu mam okazję obserwować odbywające się tam lekcje pływania dla dzieci. Rodzice przyprowadzający swoje pociechy na zajęcia dzielą się na dwie grupy:

  1. Lądowców występujących w dwóch gatunkach: jedni obserwują naukę z bezpiecznej odległości, z ławeczek dla publiczności, a drudzy w szatni zabijają czas, zatapiając się w lekturze.
  2. Wodniaków zanurzających się razem z młodymi adeptami pływania w basenie i uczestniczących w lekcjach lub realizujących własne plany treningowe.

Który sposób jest skuteczniejszy?

Które dzieci szybciej uczą się mknąć po powierzchni wody i nurkować aż na samo dno?

Bywa różnie, jednak statystycznie rzecz biorąc, większość dzieci Wodniaków błyskawicznie zdobywa nowe umiejętności, a większość pociech Lądowców marudzi, płacze i z niechęcią wykonuje polecenia instruktora.

Dlaczego tak się dzieje?

Ponieważ rodzic jest dla dziecka wzorcem zachowań i nie rozumie ono, dlaczego ma się męczyć, skoro mamusia lub tatuś wygodnie sobie siedzi na brzegu.

Pamiętaj, jeśli jesteś liderem, nie wystarczy, żebyś kazał swoim ludziom wejść do zimnej wody. Raz i drugi rozkaz zadziała, ale potem podwładni znajdą sposoby, żeby tego uniknąć, tak jak i ty unikasz.

Dobry przywódca wchodzi ze swoimi ludźmi do wody. Nawet wtedy, gdy jest bardzo zimna!

Ctrl-C, Ctrl-V

Miałem sen…

Ujrzałem świat, w którym mój komputer, tablet, smartfon i aplikacje współpracują ze sobą bez najmniejszego trudu, komunikując się i sprawnie wymieniając informacje.

W dowolnym miejscu mogłem zaznaczyć fragment danych (lub wybrać ich całość, naciskając sprytną kombinację klawiszy Ctrl-A), skopiować do schowka za pomocą Ctrl-C i wkleić gdziekolwiek bądź, wykorzystując Ctrl-V.

Zaznacz… Kopiuj… Wklej… Zaznacz… Kopiuj… Wklej…

Wszytko działało tak perfekcyjnie, że właściwie przestałem już być potrzebny. Komputery zwolniły mnie z obowiązku zarządzania swoim życiem, z obowiązku myślenia…

I nagle obudziłem się.

Nie! To nie tak!

Bezmyślne zaznaczanie, kopiowanie i wklejanie informacji nie tworzy nowej jakości – jest tylko mnożeniem niepotrzebnych bytów. Tymczasem wielu adeptów metody Getting Things Done (GTD) Davida Allena ciągle szuka narzędzi, które zwolnią ich od myślenia.

Nie o to chodzi!

Mimo że nie jestem komputerowym analfabetą, mój system GTD jest zapisany na papierze. Właśnie po to, żebym nie mógł bezmyślnie kopiować informacji. Żebym musiał ją przetrawić i przed zapisaniem sparafrazować. Żebym musiał pomyśleć.

W ten sposób daję sobie okazję do rozważenia i uaktualnienia swoich priorytetów oraz zdobycia bezcennego poczucia posiadania własnego życia. To nie komputer, szef, sąsiad czy żona są jego właścicielami. Ono jest moje i tylko moje! Wszystkie jego blaski i cienie. I jest mi z tym bardzo dobrze!

Jak wybrać gimnazjum?

Uczniowie szóstych klas szkoły podstawowej oraz ich rodzice stają właśnie przed problemem wyboru gimnazjum, czyli miejsca, w którym młodzież będzie przez kolejne trzy lata, dzień w dzień przetrzymywana, żeby nie włóczyła się po ulicach i galeriach handlowych.

Oto mój prosty, niezawodny i sprawdzony sposób wyboru takiej, kolejnej w życiu młodego człowieka, placówki nauczania zbiorowego.

Sposób niewymagający chodzenia na dni otwarte, przeszukiwania internetu i zasięgania opinii innych autorytetów niż ja.

Nie zwracaj uwagi na rady typu: Przed podjęciem starannie przemyślanej decyzji, rodzice wraz z dzieckiem powinni przeanalizować wszystkie plusy i minusy szkoły. Powinni bardzo dokładnie przyjrzeć się ofercie edukacyjnej oraz porozmawiać ze znajomymi, którzy uczęszczają do tej szkoły. Decyzja o wyborze gimnazjum może rzutować na kolejne decyzje związane z wyborem liceum i dalszą edukacją.

Pamiętaj, że decyzja o wyborze gimnazjum może rzutować na dalsze losy młodego człowieka, ale wcale nie musi. Jakże często znacznie poważniejsze konsekwencje wynikają z decyzji o przebiegnięciu przez ulicę na czerwonym świetle lub skoku na główkę z pomostu nad jeziorem.

Zatem, do rzeczy. Oto moja rekomendacja:

Weź pod uwagę tylko dwa kryteria wyboru gimnazjum:

  1. Odległość od domu. Szkoła powinna znajdować się jak najbliżej miejsca zamieszkania, żeby uczeń nie tracił czasu na dojazdy, nie narażał się na związane z nimi niebezpieczeństwa i mógł na przerwie skoczyć po zeszyt z pracą domową, który zostawił na blacie w kuchni.
  2. Towarzystwo. Jeśli uczeń należy do paczki złożonej z fajnych i w miarę rozsądnych kumpli, powinien pójść do nowej szkoły razem z nimi, żeby ograniczyć lub całkiem wyeliminować stres związany ze zmianą środowiska. A jeżeli kumple są niefajni, zmiana szkoły może służyć naprawie tej niezręcznej sytuacji. Będzie trudniej, ale przecież lepiej z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć…

A renoma szkoły?

To bardzo marny wskaźnik.

Nawet w najgorszej szkole można trafić na wspaniałego nauczyciela i nawet w najlepszej – na durnia. Wybierając szkołę, nie wiesz, kto ci się dostanie.

Ja w sprawie szkoły ponadpodstawowej przekonałem rodziców następującym argumentem: „będę miał bliżej na boisko, żeby pograć w piłkę”. I cieszę się, że zgodzili się na mój wybór, bo i w piłkę pograłem, i w zespole rockandrollowym poszarpałem druty, i poznałem nauczyciela matematyki, który później stał się jednym z pionierów polskiego rynku finansowego, i… patrząc z perspektywy, wyszedłem na ludzi, choć moja szkoła nigdy nie gościła na czele edukacyjnych rankingów.

Co ma być, to będzie – nie przejmuj się i wyłącz komplikator!

Życzę ci dobrego, bezstresowego wyboru!

Moje dziedzictwo

Moja Mama

Z okazji przypadających dziś urodzin Mojej Mamy przypomnę dwa komentarze, które dawno temu (w kwietniu 2007 roku) zamieściłem pod blogowym wpisem Adama Szostkiewicza „Polityka pomników” [szostkiewicz.blog.polityka.pl]:

TesTeq, 30 kwietnia 2007 o godz. 7:36:

Czy dlatego, że mój dziadek zginął w Starobielsku, zamordowany przez NKWD, mam teraz pluć w twarz każdemu napotkanemu Rosjaninowi? Rosjaninowi, którego ojciec lub dziadek być może zginął, święcie wierząc, że wyzwala Polskę spod okupacji hitlerowskiego najeźdźcy?

Budowanie swojej tożsamości na niekończącym się dążeniu do „wyrównania krzywd” to ślepy zaułek, nie ma bowiem obiektywnej miary tych krzywd i metody ich rozliczania.

TesTeq, 30 kwietnia 2007 o godz. 11:07:

(…)

Moja Mama zawsze mówiła mi, że moja Babcia zwykła mawiać:

„Nic nie jest ani całkiem białe, ani całkiem czarne.”

(…)

Tego właśnie nauczyła mnie Moja Mama, która odeszła miesiąc temu. NKWD zabiło jej ojca. Jej starsza siostra umarła na jej rękach, zraniona przez rosyjską bombę. Mało brakowało, żeby przez tę bombę sama straciła nogę, a może i życie. Widziała też, jak Niemcy zabijali jej kolegów, a sama cudem uniknęła śmierci z rąk niemieckiego żandarma. Ludowa władza nie pozwoliła jej studiować ze względu na sanacyjne pochodzenie.

I mimo tego wszystkiego nigdy nie pałała nienawiścią ani do Rosjan, ani do Niemców, ani do PRL-u.

Pisząc to doszedłem do wniosku, że wzbudzenie nienawiści, to największe zwycięstwo, jakie mogą nad nami odnieść nasi wrogowie.