Rok: 2013

Tarcie

Obserwowałem wczoraj, jak pracownik firmy TOI TOI sprawnie ustawiał przenośną toaletę w miejscu dla niej przeznaczonym. Kabina taka jest wystarczającą ciężka i duża, żeby nie dało jej się przenieść, ale na tyle lekka i poręczna, żeby jeden człowiek mógł ją przemieszczać w ślizgu kontrolowanym. I właśnie w tym ślizgu dostrzegłem podstawową zasadę fizyki i efektywnego działania:

Przedmioty w ruchu stawiają mniejszy opór niż te, które pozostają w spoczynku.

Dla danego ciała fizycznego oraz danej powierzchni, na której ciało to się znajduje, opór stawiany przez tarcie ruchowe (kinetyczne) jest mniejszy od oporu stawianego przez tarcie spoczynkowe (statyczne).

Dostawca toalety najpierw szarpnął z całej siły kabiną, żeby przełamać jej niechęć do współpracy, a potem ciągnął ją raz mocniej w lewo, raz w prawo, żeby utrzymywać ją w ślizgu, a ona posłusznie wędrowała po chropowatej kostce brukowej.

Okazuje się, że te same zasady obowiązują praktycznie w każdej dziedzinie życia. Najtrudniejsze jest pierwsze szarpnięcie (pierwszy krok), a potem świat i okoliczności przyrody zaczynają sprzyjać tym, którzy na to pierwsze szarpnięcie potrafią się zdobyć.

No to jak?

Szarpiemy?

Szczęście a produktywność

Kontynuując majowe rozważania na temat szczęścia, chciałbym bezlitośnie podważyć, a nawet obalić pewien mit.

Na fali startupowej rewolucji, wyzwalania się z korporacyjnych obozów pracy i podążania za własną pasją w wielu głowach zakiełkował pogląd, że:

„Pracownik szczęśliwszy jest produktywniejszy.”

Firmowe działy zarządzania zasobami ludzkimi, dotychczas bez powodzenia szukające pola do popisu, wreszcie znalazły obszerny ugór do bezsensownego zaorania. Bezsensownego, acz dającego się zmierzyć konkretnymi, ujętymi w sprawozdaniach, zmarnowanymi kwotami. Zaczęło się wielkie dopieszczanie pracowników wyjazdami integracyjnymi, balami jubileuszowymi, karnetami na basen, ubezpieczeniami zdrowotnymi oraz innymi działaniami z repertuaru początkującego kaowca (czyli instruktora kulturalno-oświatowego). Wszystko to pod hasłem jednoczenia wysiłku, uzyskiwania synergii i podwyższania produktywności.

Tymczasem…

Nie ma żadnych badań potwierdzających, że „zajęcia pozalekcyjne” i wydzielane w ich wyniku endorfiny w jakikolwiek pozytywny sposób wpływają na produktywność pracowników. Wręcz przeciwnie – mogą zniechęcać do efektywnej pracy. Szczególnie tych najwybitniejszych, którzy mają znacznie lepsze pomysły na spędzanie wolnego czasu niż wspólna popijawa z mniej uzdolnionymi kolegami podczas tradycyjnej majówki lub grzybobrania.

Prawdziwe jest natomiast twierdzenie odwrotne:

„Pracownik produktywniejszy jest szczęśliwszy.”

Świadomość sprawnego wykonywania sensownej i dobrze opłacanej pracy przynosi satysfakcję, która owocuje lepszym samopoczuciem, leczy kompleksy i pozytywnie wpływa na życie rodzinne.

Jaki stąd wniosek?

Skończ z wyrzucaniem pieniędzy na „uszczęśliwianie” pracowników.

Skup się na umożliwianiu im produktywnego działania, usuwaniu krępujących ich głupot i wspólnym cieszeniu się z sukcesów.

GTD w Łazienkach

Ciepłe, wiosenne słońce delikatnie pieściło moje przymknięte powieki i malowało na nich żółto-czerwone, abstrakcyjne wzory.

Gdzieś w górze ptaki dobierały się w pary i omawiały szczegóły architektoniczne oraz wyposażenie gniazd, które zamierzały w tym roku zbudować.

Po stawie majestatycznie dryfowały białe łabędzie.

TesTeq? – zapytał znienacka głos znikąd.

Powoli otworzyłem oczy i ujrzałem postać, która wydawała się pasować do głosu. Postać zgrabną, odzianą w wiosenną sukienkę, patrzącą na mnie wzrokiem zaciekawionym, acz przyprawionym szczyptą zawstydzenia.

Tak, tu i ówdzie tak mnie nazywają. Skąd mnie znasz? – odpowiedziałem z uśmiechem.

Czytam BIZNES BEZ STRESU. Było tam kilka twoich zdjęć, więc cię rozpoznałam! – postać zaszczebiotała nieśmiało.

Siadaj. To dobry moment, żeby złapać trochę słoneczka – zaprosiłem ją do wspólnego relaksowania się.

Nie wiem, czy powinnam. Mam tyle rzeczy na głowie! Swoją drogą to dziwne, że guru GTD w Polsce może tak sobie po prostu siedzieć w parku na ławce i nic nie robić. Czy to nic-nie-robienie miałeś zapisane na swojej liście Najbliższych Działań? – zapytała ze zdumieniem.

Nie, po prostu przechodziłem tędy i uznałem, że wszystkie inne sprawy mogą poczekać, kiedy nadarzają się tak optymistyczne okoliczności przyrody – wyjaśniłem przymykając oczy.

Ja to bym tak nie mogła. Już się denerwuję, że siedząc tu, zawalam coś ważnego i nawet sama nie wiem co! Jak ty to robisz, że cię to nie stresuje?

Moimi sprawami opiekują się teraz moje listy Projektów i Najbliższych Działań. A ja tymczasem mogę sobie spokojnie z tobą gawędzić.

Jak to? Zawsze bałam się, że jak spiszę wszystko, co mam do zrobienia, to mnie to tak zdołuje, że popadnę w czarną rozpacz i nigdy się z niej nie wygrzebię. Że lepiej jest już nie wiedzieć i się tym stresować, niż wiedzieć i czuć obowiązek wzięcia się za wszystko naraz – przedstawiła mi swoją filozofię.

I w tym tkwi nieporozumienie dotyczące metody Getting Things Done Davida Allena. Listy Projektów i Najbliższych Działań są po to, żeby uwolnić nas od stresu pamiętania. Oprócz tego pokazują jak na dłoni, co musimy, a czego nie musimy robić w danej chwili. To dzięki nim wiem, że mogę teraz bezpiecznie zatopić się w cudownym spokoju Łazienek Królewskich i poświęcić całą swoją uwagę naszej rozmowie.

O, kurczę! To ja zupełnie nie zrozumiałam, że choć listy muszą zawierać wszystko, ja nie muszę tego natychmiast robić! Powinnam tylko je okresowo przeglądać, żeby mój zdrowy rozsądek mógł mi podpowiadać, na co mogę sobie pozwolić, a na co nie! – wyrzuciła z siebie podniecona.

Mój zdrowy rozsądek podpowiada mi, że dziś wieczorem powinniśmy spotkać się na kolacji i dogłębniej omówić kwestię zainstalowania GTD w twoim życiu. Co ty na to?

Oj… nie wiem… mam tyle do zrobienia… ale… masz rację. Muszę sobie to wszystko spisać i wtedy nie będzie mnie to tak krępowało. Zgoda! – odpowiedziała, uśmiechając się zalotnie.

Co było dalej, jako profesjonalista, nie mogę wam opowiedzieć, ale pamiętajcie:

Spisanie wszystkiego, przemyślenie i sporządzenie list GTD nie ogranicza spontanu. Wręcz przeciwnie, zapewnia ciągłą gotowość na różne niespodzianki i okazje, które niestrudzenie podsuwa nam los.